DIABOLIQUE – the circus is back in town, odcinek I

Zaczynamy zatem. Przed  Wami pierwszy odcinek sztuki „Diabolique”. Rzecz nietypowa dla naszego portalu, ale jednocześnie ciekawa, bo pokazująca „dolę” muzykanta z innej strony, może z lekko krzywym uśmieszkiem, a może w krzywym zwierciadle, ale chyba także z pewnym zrozumieniem, bo przecież chyba każdy miłośnik czarnej i ciężkiej sztuki choć raz w życiu pomyślał o tym, żeby stanąć po drugiej stronie barierek z instrumentem w łapie. Część jak pomyślała, tak zrobiła, z różnymi skutkami. Autor sztuki, Przemek Jurek, gościł już na naszych łamach a teraz wykonuje kolejny krok w stronę śmierdzącego piwem, muzycznego klubu Diabolique. Co będzie dalej, dowiecie się już w poniedziałek. 

Wnętrze garderoby w klubie muzycznym „Diabolique”. Dość obskurnie. Dwie kanapy, dwa fotele, dwie brzydkie toaletki z lustrami, mała szafa. Trzy gitary elektryczne (w tym basowa) na statywach. Na ścianach duże plakaty z minionych imprez muzycznych, w większości anonsujących koncerty zespołów death- i blackmetalowych – nieczytelne logotypy, pentagramy, odwrócone krzyże, płomienie itd. Na środku stół z kanapkami, owocami i sokami. W tle słychać ciche, mocno stłumione dźwięki z sali koncertowej. Można się domyślać, że impreza już się rozpoczęła.

Na jednej z kanap siedzi Abbadon, ubrany w zwykłe dżinsy i czerwony T-shirt. Nerwowo uderza perkusyjnymi pałeczkami w siedzisko kanapy, oparcie, stolik i wszystko, co ma w zasięgu ręki. Po chwili przerywa, oddycha ciężko. Aplikuje sobie wziewny lek na astmę. Ciągle sapie. Wyjmuje jakieś tabletki. Łyka jedną, przymyka oczy.

ABBADON

O Jezus Maria…

Do garderoby wchodzi Desecrator. Ubrany równie niezobowiązująco co Abbadon – bojówki, kremowy T-shirt, bluza z kapturem. Abbadon szybko chowa aplikator i pastylki.

DESECRATOR

Hail, człowieku-man.

ABBADON

Cześć, Jacek.

Desecrator wita się z Abbadonem i z rozmachem siada na sąsiedniej kanapie.

DESECRATOR

Misiek jest?

ABBADON

Nie.

DESECRATOR

Poważnie? Nie ma go?

ABBADON

A widzisz go gdzieś?

DESECRATOR

W kiblu go nie ma?

ABBADON

Nie.

DESECRATOR

A będzie?

ABBADON

W kiblu?

DESECRATOR

Nie, kurwa. W ogóle! Tu, z nami. Będzie?

ABBADON

Nie.

DESECRATOR

Co ty taki rozgadany dzisiaj jesteś, Pawcia, co? I co tak sapiesz?

ABBADON

Rozgrzewałem się.

DESECRATOR

Aha. To co? Misiek odszedł jednak?

ABBADON

Na to wygląda.

DESECRATOR

Mówił coś?

ABBADON

Uhm. Że odchodzi.

DESECRATOR

Tobie? A Ten-Którego-Imienia-Lękam-Się-Wymówić wie?

Abbadon wzdycha, kręci głową przecząco.

DESECRATOR

Nie powiedział mu?

ABBADON

Prosił, żebym ja to zrobił.

DESECRATOR

Wygodnie. Skubany, daje w długą na dwa dni przed trasą po Stanach i nawet nie ma odwagi osobiście powiedzieć o tym kierownikowi.

ABBADON

Boi się go.

DESECRATOR

No, ja wiem. Chce mu zrobić kuku na odległość. Jakby się nie mógł domyślić, że za dwa dni i tak będziemy mieli nowego stażystę. I też bez szans na awans.

ABBADON

No tak.

DESECRATOR

To co, Pawełku? Dzisiaj na jedną gitarę zagramy?

ABBADON

Nie wiem, chyba tak.

DESECRATOR

Będzie ciekawostka dla fanów. Belial w trzyosobowym składzie. O, szlag, chyba, że na tę okazję po Skawińskiego zadzwoni.

ABBADON

Nie, no bez przesady.

DESECRATOR

Myślisz, że to niemożliwe?

ABBADON

No… Nie wiem w sumie.

DESECRATOR

No widzisz. Ty, a ile Misiek z nami grał właściwie?

ABBADON

Sześć lat mniej więcej.

DESECRATOR

Długo. Ale i tak za krótko, żeby na stałe wejść do składu.

ABBADON

Bywa. Co zrobisz.

DESECRATOR

Biedaczysko, ani razu na oficjalne fotki się nie załapał. Nawet żadnego wywiadu nie udzielił. Ciekawe, kogo teraz kierownik zwerbuje?

Abbadon wzrusza ramionami.

DESECRATOR

Da notkę na Facebooku i będziemy mieli kolejkę chętnych jak stąd do Zgorzelca.

Abbadon znów milczy. Desecrator klepie go zamaszyście w ramię.

DESECRATOR

Tak jest, przyjacielu. Gramy w jednej z najlepszych kapel metalowych na świecie. Czytałem w „Newsweeku”, tak bym nie wiedział. (śmieje się; po pauzie) Ty, a może weźmie tego gościa z Desire Of Mortification? Niezły jest podobno.

ABBADON

Tak słyszałem.

DESECRATOR

Chociaż prędzej kogoś z „Must Be The Music” zatrudni.

ABBADON

Też możliwe.

DESECRATOR

W tej kapeli wszystko jest możliwe, człowieku. Pod warunkiem, że na umowę-zlecenie.

Abbadon milczy.

DESECRATOR

Ej, no co ty jakiś taki…?

ABBADON

Jaki?

DESECRATOR

No, widzę przecież.

ABBADON

Nic nie widzisz. Normalnie jest.

DESECRATOR

Co? Że na kierownika gadam? Uczucia religijne ci obrażam?

ABBADON

Przestań pierdolić, Jacek, co?

DESECRATOR

Ja wiem, że ty sentymentalny jesteś, że razem tę kapelę zakładaliście, ale sorry, mówię, co myślę.

ABBADON

A mów, co chcesz.

DESECRATOR

Jemu też mogę powiedzieć.

ABBADON

To powiedz.

DESECRATOR

No to co jest? Dół masz jakiś?

ABBADON

Przejściowy.

DESECRATOR

A, stresik przed Stanami, co?

ABBADON

Lekki.

DESECRATOR

Zbyt wrażliwy, Pawełek, jesteś jak na tę branżę. Dzisiaj koncercik na rozgrzewkę, a potem lecimy. Znowu Nowy Jork zobaczysz.

ABBADON

W dupie mam Nowy Jork. Tutaj też jest ładnie.

DESECRATOR

Oj, niedobrze z tobą. What’s your name, soldier?

ABBADON

Przestań.

DESECRATOR

What’s your name, pytam?

ABBADON (niechętnie)

Abbadon.

DESECRATOR

No, i pamiętaj – to zobowiązuje. Dobra, ile nam jeszcze zostało?

ABBADON

Godzina.

DESECRATOR

Kto teraz gra?

ABBADON

Gołoledź chyba. Czy Mżawka? Jakoś tak.

DESECRATOR

To ci ambitni, w kapturach?

ABBADON

Nie. To znaczy – ambitni, ale w maskach.

DESECRATOR

Aha, kumam. Czyli free jazz z doom metalem. Kto ich wybrał?

ABBADON

Zgadnij.

DESECRATOR

A fakt, kierownik się z Mazolewskim ostatnio zakumplował. Czy z Trzaską? Nie wiem, dobrze, że nie z Kydryńskim.

ABBADON

Z tego, co wiem, z Kydryńskim też się lubią.

DESECRATOR

Kurwa, trudno za nim nadążyć. Dziś na supporcie Szadź…

ABBADON

Gołoledź. Chyba jednak Gołoledź.

DESECRATOR

…jutro Anna Maria Jopek. Ja pierdolę. A ty długo tak tu siedzisz?

ABBADON

Dwadzieścia minut.

Zapada milczenie.

DESECRATOR

Odzywał się do ciebie?

ABBADON

Kto?

DESECRATOR

No jak kto? Słońce nasze. Prezes miłościwie nam panujący. Jego wysokość Okkulto.

ABBADON

Nie. A do ciebie?

DESECRATOR

Przez ostatnie dwa miesiące nie. Kiedy z nim ostatnio gadałeś?

ABBADON

No… też gdzieś tak będzie.

DESECRATOR

O, a ja myślałem, że wy w lepszym kontakcie jesteście.

Abbadon milczy.

DESECRATOR

He, he, kiero ma teraz nowych kolegów, co?

ABBADON

Jego koledzy, jego problem.

DESECRATOR

Gorycz przez ciebie przemawia. To o to chodzi? Zazdrosny jesteś?

ABBADON

Odpuść sobie, co? Przebrać się trzeba.

DESECRATOR

Ty, a propos kolegów, koleżanek właściwie. Na Pudelku czytałem, że szefu ma nową laskę. Z jakiegoś serialu chyba. Fajna, zdjęcia były, jak ze sklepu Ewy Minge wychodzą. Kiero miał pięć toreb, ona jedną.

Desecrator śmieje się, kręci głową. Abbadon wzrusza ramionami.

ABBADON

Myślisz, że po Stanach będziemy robić nową płytę?

DESECRATOR

Jakiś tydzień temu u Prokopa i Wellman mówił, że tak. Że coś na wiosnę.

ABBADON

Kurwa.

DESECRATOR

No co?

ABBADON

Nic. Miałem to sobie nagrać, ale zapomniałem.

DESECRATOR

Stary, musisz być na bieżąco z telewizją śniadaniową, bo nie będziesz wiedział, co się w kapeli dzieje. To co? Przebieramy się?

ABBADON

No. Ja się tym razem za kurczaka przebiorę.

Desecrator patrzy z niepokojem na Abbadona. Ten wzdycha ciężko, podchodzi do szafy, wyjmuje z niej swój sceniczny rynsztunek. To wielkie, wysokie buty z kolcami, czarne, skórzane spodnie, T-shirt z logo kapeli, obszerny, czarny płaszcz z kolcami na ramionach, do tego kilkanaście wyćwiekowanych pasków, pieszczoch, łańcuchów itd. Desecrator po chwili idzie w ślady Abbadona. Jego strój wygląda niemal identycznie. Obaj rzucają swoje estradowe stroje na jedną z kanap, zdejmują dotychczasowe „cywline” ubrania, przez chwilę stoją w samych slipkach.

Patrzą na siebie, potem na oba stosy swoich scenicznych kreacji.

DESECRATOR

Kurwa mać, the circus is back in town.