DIABOLIQUE – metalowa ortodoksja ma rację bytu

Pamiętacie Kochanowo i okolice? Ciepłą komedię o metalowcach z małego miasteczka, co chcieli zrobić karierę? Tamta historia wraz z jej konkluzją, że dążenie do celu nie ma wieku, przywołana jest celowo, bo jej autor przygotował kolejną opowieść, tym razem w formie sztuki, która z podobnej strony gryzie metalowy tort. Więcej zdradzał nie będę, dodam tylko, że już od przyszłego tygodnia na łamach Violence pojawiać będą kolejne części owej historii z gatunku płaszcza i… nie, raczej gitary i wzmacniacza. Mając nadzieję, że będziecie się przy tej lekturze dobrze bawić i nie uznacie jej za herezję, w ramach wstępu przedstawiam krótką rozmowę z autorem satanicznej sztuki „Diabolique”  – Przemkiem Jurkiem.

Na początek – zdradź nam, co tam słychać w Kochanowie?

Wiosna idzie, więc nastał czas siewu. Scenariusz filmu jest już gotowy, krąży po producentach, coś tam zaczyna kiełkować…

Zawsze boję się filmowych adaptacji książki. Myślisz, że jest szansa, by był to obraz, który stanie na poziomie, np. „Wszystko co kocham”?

„Wszystko co kocham” w ogóle mi się nie podobało, więc wolałbym, żeby nasz film był jednak trochę lepszy A scenariusz pisaliśmy wraz z Gregiem Zglińskim, zgodnie i bez konfliktów; myślę, że jest szansa, że film będzie fajny. Na pewno bliżej mu będzie do warszawskiego spektaklu („Exterminator” w Teatrze Dramatycznym; taki też będzie tytuł filmu, „Kochanowo i okolice” brzmi jednak fatalnie, szkoda, że tak późno zdałem sobie z tego sprawę…) niż do książki, ale to chyba lepiej. Ja już zresztą w ogóle nie mam dystansu do tej historii!

Tak się zastanawiam – dużo w tej historii było/jest Twojego własnego życia?

Trochę. Przede wszystkim cały wątek miłości do Kombi i parę podstawówkowych anegdot. Ale w żadnym zespole metalowym nigdy, niestety, nie grałem. Miałem za to stypendium od urzędu gminy jako obiecujący poeta – i stąd wziął się w ogóle cały pomysł na książkę. Bo w gminie chcieli, żebym rozsławiał ich hojność np. odczytując wiersze na dożynkach. True story.

Skąd wziął się pomysł na sztukę, którą niedługo nasi czytelnicy będą mogli ocenić na łamach Violence?

Był kiedyś taki konkurs dramaturgiczny na jednoaktówkę dla czterech aktorów. Jedno wnętrze, czterech facetów (bo ci aktorzy to mieli być mężczyźni). Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to komedia dziejąca się w garderobie jakiegoś klubu muzycznego – tuż przed koncertem. I jakoś to poszło, trochę utartym śladem, ale poszło.

Nie będziemy zdradzać historii, bo to byłoby niedobre, ale chciałbym zapytać, jak postrzegasz środowisko metalowe? Czy to tylko sentyment, czy przymrużenie oka? Wyczuwam w tym jednak – pod całą masą sarkazmu – pewną tęsknotę za tym, by wyjść na scenę i zrobić z siebie malutkiego pajaca…

Środowisko metalowe – którego częścią, mimo czterdziestki na karku, wciąż się czuję – oprócz wielu zalet ma także i tę, że doskonale nadaje się do obśmiania. Wszystkie te pozy, ta cała powaga, image, stroje – no, bywa to niesamowicie zabawne, a już szczególnie na koncertach Huntera Ale oczywiście ja też bardzo kiedyś chciałem występować na scenie, bywało, że zakładałem sobie słuchawki na uszy, przymykałem oczy i wyobrażałem sobie, że jestem Vorphem grającym riff do „Baphomet’s Throne”, podczas gdy publikę pod sceną ogarnia prawdziwy amok. No, wiadomo, nie wyszło mi – choć nawet nie próbowałem – i teraz się odgrywam. Mam tylko nadzieję, że całą tę frustrację udało mi się jakoś zakamuflować, że nie widać jej tak na pierwszy rzut oka. I że „Diabolique” jest choć trochę śmieszne.

Jest śmieszne, a kto znajdzie jakieś wątki z życia i sceny metalowej wzięte, to już jego sprawa. Zastanawia mnie tylko forma – nie łatwiej byłoby napisać powieść? Kolejną?

Nie, no – zdecydowanie trudniej! Praca nad powieścią to są miesiące, skąd wziąć na to czas?

metalowa ortodoksja ma rację bytu

metalowa ortodoksja ma rację bytu

Nie boisz się, że ta ironia, jakkolwiek ciepła by nie była, może spowodować złowrogie pomruki wśród nadal jednak dość „sierioznej„, metalowej braci?

No tak, to już nie te czasy, ale gdybym faktycznie znalazł się na jakiejś liście wrogów gatunku, uznałbym to za spory zaszczyt… A tak poważnie – nie, nie obawiam się, choć fajnie byłoby tego pomruku posłuchać. Pewnie będzie krótkotrwały.

W sumie jesteś swego rodzaju pionierem, bo taka tematyka sztuki to raczej rzadkość. Myślisz, że jest szansa, by ten temat przebił się do ludzi, niezwiązanych z metalem jako takim? Jako pewna opowieść, nazwijmy to – popkulturowa?

Sam nie wiem. Sztuką jest mocno zainteresowany Teatr Komedia z Krakowa, ale zapewne na nim się skończy. Temat jest jednak niszowy, cała ta metalowa ornamentyka dla wielu odbiorców jest zupełną egzotyką, więc nie liczę, że „Diabolique” może dotrzeć pod strzechy. Dlatego właśnie postanowiłem wrócić do tego tekstu i troszkę go uaktualnić i podrasować – właśnie po to, by wycelować go wprost w metalowców. To głównie dla nich. To znaczy – dla nas.

Nie masz takiego wrażenia, że owo puszczone oczko zrozumie głównie pokolenie metalowców 40+, czyli obdarte już z tej zawziętości i wojowniczego ducha? Myślisz, że w ogóle w dzisiejszych czasach „ortodoksyjny metalowiec” ma jeszcze rację bytu?

To prawda, „Diabolique” jest raczej tekstem dla „starszaków”. Nie chcę jednak narzekać na brak ducha w metalowym narodzie, bo w tym z powodzeniem realizuje się Peter z Vadera. Sam nigdy nie byłem w stu procentach true, sympatia do Kombi wystarczająco mnie przecież kompromituje, więc nie mogę wymagać tego od innych. Metalowa ortodoksja ma rację bytu, ale dla zdrowej jednostki jest chyba stanem nieosiągalnego ideału. Niestety!

A jeśli miałbyś określić/przybliżyć zainteresowanym lajtmotiv „Diabolique”? Myśl, ideę, która zapisana jest między wierszami? Na zachętę?

O właśnie – to zupełnie a propos Twojego poprzedniego pytania. Ideę „Diabolique” dałoby się niezgrabnie streścić tak: Jeśli nie jesteście true, to nie udawajcie, że jesteście, bo jak się cała ta wasza maskarada wyda, to przyjdzie Szatan i spuści wam manto. Albo inaczej: igraszki z diabłem to bardzo poważna sprawa!  To ostatnie zdanie szczególnie powinno zachęcić fanów Luxtorpedy. Albo Creation Of Death

Zdecydowałeś się na publikację „Diabolique” na łamach Violence – przyświecał Ci w tym jakiś cel? Zapytam może zbyt prosto – czy liczysz na jakiś konkretny efekt?

Liczę na to, że dostarczę czytelnikom Violence paru chwil dobrej zabawy, na nic innego. Jeśli efektem tej publikacji będzie zwykły, serdeczny śmiech – będę szczęśliwy.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Anka Kula