ATOMICO PATIBULO – Hiperglobalny niepokój

Myśląc o zespole Atomico Patibulo zaczynam w duchu śmiać się z tych wszystkich kapel, które bredzą o anonimowości i że „muzyka jest najważniejsza i otoczka nie ma odwracać od niej uwagi”, a z drugiej strony wyskakują z reklam, dudnią buńczucznymi hasłami, leją się z portali społecznościowych i straszą milionem zdjęć jak z karnawału w Rio. Twórcy „Hiperglobalnego Żalu” od zawsze tłukli się gdzieś po opłotkach sceny hardcore/punkowej – istniejąc albo nie, nagrywając muzykę odważną dźwiękiem i słowem, i nie zabiegając dosłownie o żadne uznanie. Album Dreszcze jest jedynym śladem po zespole, który już dziś nie istnieje. Bez problemu można go posłuchać, ale i tak mało kto o nim wie, bo zatonął w powodzi internetowej brei. Wyciągnijmy tę perłę na światło dzienne we wspominkowym wywiadzie.

Trudno dokopać się do jakichkolwiek informacji o tym, co działo się z Atomico Patibulo w tym stuleciu. Dlaczego Hiperglobalny Żal i Dreszcze dzieli prawie dwadzieścia lat?

Rafał: Atomico było dość efemerycznym zespołem, działającym nieco z doskoku, w ciągu kilku lat dzielących nagrania zmieniał się także skład. Poprzednie materiały przynajmniej dla mnie miały pewne mankamenty więc ta „opieszałość” mam nadzieję, dała możliwość zrealizowania w pełni zadowalającej płyty.  Artur: Atomico Patibulo był zespołem zmieniających się basistów. Jakiś czas po wydaniu „Hiperglobalnego Żalu” z zespołu odszedł Robal, którego zastąpiła Nancy, a jakiś czas przed rozpoczęciem nagrywania Dreszczy jej miejsce zajął Niski. Wymieniłem tylko trzy osoby, które pograły z nami dłużej, a przecież w międzyczasie było jeszcze kilku „krótkodystansowców”. Nie zmieniało się to z miesiąca na miesiąc, raczej szło to w lata, stąd taka zwłoka. Jednak każda z tych trzech wymienionych osób ma swój wkład w płytę „Dreszcze”.

W którymś momencie Atomico Patibulo powróciło, dziś znów nie istnieje. Co właściwie działo się dookoła zespołu i nagrywania nowej płyty? Czemu wróciliście, czemu znów was nie ma?

Rafał: To chyba pytanie do Artura. Dla mnie formuła nieco się wyczerpała, zwłaszcza od strony formalnej. Dreszcze podsumowywały okres kilku lat pracy, podczas której coraz wyraźniej w zespole widoczne były różnice co do muzycznej wizji jaką drogą powinno podążać Atomico.  Artur: Tak naprawdę Atomico oficjalnie zakończyło działalność wraz z nagraniem płyty Dreszcze. Wspomniane wyżej zmiany w składzie, kłopoty z salami prób i inne prozaiczne życiowe sprawy powodowały nienaturalnie długie przerwy w oficjalnej działalności. Ale wciąż heroicznie graliśmy próby i dążyliśmy do skompletowania kompozycji na następny album. Inna sprawa, że samo nagrywanie płyty także odbyło się „na raty”, na przestrzeni kilku lat. No a kiedy już zrobiliśmy mastering, została podjęta decyzja o zakończeniu działalności. „Dreszcze” przeleżały w szufladzie kolejne kilka lat, aż w końcu stwierdziłem, że może nie powinny się tak marnować i wrzuciłem do sieci. „Wydaliśmy” więc płytę, mimo że nie istniejemy.

Hiperglobalny niepokój

Hiperglobalny niepokój

Wiszące na bandcampie Dreszcze to jedyny ślad po Atomico Patibulo, nie pozostał po was choćby profil na facebooku, który dziś wydaje się niezbędnym minimum. Oględnie mówiąc, nie zawracaliście sobą głowy ludziom, którzy na tę płytę czekali. Skąd ta efemeryczność i tajemniczość?

Rafał: Właściwie materiał powstał dawniej bo jakieś 3-4 lata temu. Nikt też nie planował rozwiązania grupy, w podobny sposób, nieco w zawieszeniu funkcjonowaliśmy przez lata praktycznie od samego początku istnienia. Nikt także nie myślał, żeby olać słuchaczy. Przeciwnie, mieliśmy plany aby z płytą ruszyć dynamiczniej niż do tej pory. Były o ile pamiętam rozmowy i o stronie internetowej i o Facebooku. Prozaicznie – zwyczajnie czasem coś się kończy i wszystko nie doszło do skutku.  Artur: Chyba jesteśmy okropnymi leniuchami. Nie było wśród nas żadnego „zajawkowicza”, który zadbałby o takie sprawy. My po prostu robiliśmy muzykę.

Dreszcze wydają mi się płytą zanurzoną w uroczo niemodnych hardrockowo/thrashowych brzmieniach lat 90., gdzieś między Mindfunk, Quicksand, późnym Cro-Mags a wczesną Ahimsą. Czy świadomie odeszliście od hardcore’owo/industrialnorockowego rdzenia?

Rafał: To też pytanie raczej do reszty zespołu. Ja nigdy o tym w ten sposób nie myślałem. Zawsze był to w mojej głowie band hc a jednocześnie z założenia miał być wolny w formule, zawsze była przestrzeń do łamania tej konwencji.  Artur: Nigdy świadomie nie kierowałem muzyki zespołu w stronę jakiegoś konkretnego gatunku. To zawsze był efekt miksu najróżniejszych fascynacji, zarówno moich, jak i innych członków zespołu. Ja nawet nie znam Mindfunk i Quicksand. Ale przyznaję się do flirtów z najróżniejszymi gatunkami muzycznymi: hardrockiem, rockiem, punkiem, metalem, hc, czasem hiphopem, folkiem i elektroniką i pewnie jeszcze innymi. Tak naprawdę to wszystko to jest rock’n’roll.

W swoim czasie podkreślaliście, że muzyka Atomico Patibulo powstaje jako nośnik dla tekstów i jest wobec nich w pewnym sensie służebna. Czy to założenie było aktualne przy tworzeniu Dreszczy?

Rafał: To akurat przez lata działalności prawie się nie zmieniło. Od początku muzyka miała wspomagać treść. Z perspektywy mogę tylko zauważyć, że w sumie z czasem metoda uległa zmianie, eksponując melodyjność, odchodząc od ilustracyjności.  Artur: Jeśli sam z siebie pojawiał się jakiś interesujący motyw muzyczny, to po prostu czekał na swój tekst i dopiero po połączeniu z nim był aranżowany „na czysto”.

Część tekstów na Dreszczach (np. Książę) kontynuuje wzniosłą poetykę „Hiperglobalnego Żalu”, ale pojawiają się też numery z przekazem prostym i wpisującym się w punkowy kanon. Czy to czasy wymagają takiej czytelnej narracji?

Rafał: To raczej wina pewnej niekonsekwencji spowodowanej rozciągnięciem tworzenia materiału przez kilka lat. Część piosenek powstawała zaraz po „Hiperglobalnym”, w jego duchu, inne w zupełnie odmiennych okolicznościach, gdy można powiedzieć byłem innym człowiekiem, już z innymi doświadczeniami. Zawsze jednak dążyłem do prostoty języka i pewien patos wcześniejszych tekstów to raczej efekt uboczny związany zwyczajnie z nieumiejętnością pisania.

Czy pojawiła się taka myśl, że rezygnując z jakiejkolwiek promocji tracicie okazję do przekazania odbiorcom czegoś dobrego, wartościowego?

Rafał: Promocja oczywiście wydaje się ważna, mnie jednak zawsze towarzyszyło poczucie dużej odpowiedzialności za to, co mamy do przekazania – a to budzi także dużo wątpliwości. Toteż pozostawienie swojemu biegowi tego, co dzieje się z utworem wydaje mi się bliższe. Starałem się raczej wyrażać własne emocje, nawet jak się o to staram – nie wiem na ile to co robię jest dobrem, a na ile nie.  Artur: My nie rezygnowaliśmy z promocji celowo. Tak po prostu się działo. Chyba ważniejsze było dla nas zawsze „wyrzucenie” tego z siebie od „wrzucania” tego komuś. Wystarczyło nam, że coś skomponowaliśmy, nagraliśmy, stworzyliśmy. I już. Gotowe.

Na demówce było „marzenie”, na pierwszej płycie „żal”, teraz mamy „dreszcze”… czy w takim razie słowem-kluczem do ostatniej płyty jest „strach”?

Rafał: W pewnym sensie jest to trafna uwaga, nigdy jednak nie komponowaliśmy naszych wydawnictw w taki sposób aby zostawić słuchacza z negatywnym podświadomym przekazem. Zawsze, i mam nadzieję, że także jest to wyczuwalne budowaliśmy materiał na opozycji-przeciwstawiając temu co budzi lęk pozytywne, alternatywne rozwiązania. Ja bym „strach” zamienił raczej na „niepokój”. To bardziej poszerzające określenie i wydaje mi się, dodatkowo przewijające się przez wszystkie płyty nie tylko ostatnią.

Jeśli już ktoś pisał o Atomico Patibulo, zawsze przewijała się ta etykietka zespołu z „chrześcijańskim przekazem”. Przeszkadzało wam to w jakikolwiek sposób?

Rafał: Myślę, że z tym pytaniem mógłby mieć kłopot każdy z członków zespołu. Chyba nie ma tu jednej odpowiedzi i każdy musiałby odpowiedzieć za siebie. Oczywiście w naszym graniu, przez moje teksty szuka się często odniesień do grania „chrześcijańskiego”. Każda łatka spłaszcza, może zniechęcać albo stwarzać oczekiwania, które niekoniecznie idą w parze z naszymi. Dla mnie nie jest to oczywiście problemem, przecież faktycznie teksty mają często takie odniesienia. Sami jednak nigdy tak nie określaliśmy naszej muzyki. To wydaje się zbyt ryzykowne zarówno na wielość innych inspiracji, zróżnicowany krąg odbiorców do których staraliśmy się dotrzeć ale głownie z powodu różnic światopoglądowych wewnątrz grupy.  Artur: Etykietki się przyklejają i nic się na to nie poradzi. Ale nie da się zaprzeczyć, że kluczem do wielu tekstów jest Pismo Święte.atomico2

Dreszczom daleko do kanonu sceny hc/punk, ale jeszcze odleglejszy jest im łopatologiczny rock katolicki czy patriotyczny. Reagowaliście jakoś na te wynalazki ostatnich lat – jako artyści i jako słuchacze?

Rafał: My raczej nie staraliśmy się należeć do jakiegoś nurtu albo programowo reagować na jakieś zjawiska, każdy oczywiście czasem na coś zwrócił uwagę, przynosił na próby jakieś swoje odkrycia ale to wszystko raczej w naturalny sposób mieszało się z pomysłami pozostałych.  Artur: Wydaje mi się, że takie bardzo konkretne w swoich założeniach projekty, zawsze były nam obce. Staraliśmy się raczej unikać jednoznaczności.

Dreszcze wieńczy kower utworu Dezertera, który równie dobrze mógłby być autorską piosenką Atomico, bo tekstowo i muzycznie pasuje do was idealnie. Czy dlatego go nagraliście?

Rafał: Tak, bardzo nam zależało, gdy braliśmy udział w powstaniu płyty dedykowanej Dezerterowi aby nagrać właśnie ten utwór-właśnie z tych powodów.Atomico Dreszcze Wychowaliśmy się na Dezerterze a ten numer przez swoją uniwersalność idealnie nam pasował. Nagrywając materiał do Dreszczy okazało się, że dotyka tych samych tematów, że warto aby zaistniał w nowym kontekście.

Jesteście w stanie wyobrazić sobie kolejny album Atomico Patibulo nagrany za 10-15 lat?

Rafał: W obecnej sytuacji to trudne, może koledzy z zespołu mają na to jakiś pomysł ale chyba konieczne by były jakieś zmiany…  Artur: Nigdy nie mów nigdy.

Od dwudziestu lat chciałem o to zapytać: kim są Higs i Willis z „Hiperglobalnego”?

Rafał: „Hiperglobalny” był takim trochę zlepkiem różnych skojarzeń, obrazów, zasłyszanych, przeczytanych gdzieś zdań. Higs i Wills to właśnie takie zlepki, bodaj z którejś powieści Thomasa Pynchon’a.

Rozmawiał Bartosz Cieślak

Zdjęcia: koncert w Zambrowie, dzięki uprzejmości Fakira (Castet)