ZEAL – świat nie jest idealny

Z Adrianem Kasprzakiem, członkiem poznańskiego Zeal rozmawiamy o debiutanckiej EP grupy, kwestii wiary, która jest nieodłączną częścią zespołu, planach na nadchodzące miesiące oraz o kondycji krajowej sceny metalcore.

Nie ukrywajmy, że na wasz pełnowymiarowy materiał przyszło trochę poczekać. Wynik pietyzmu, który towarzyszył wam w czasie procesu komponowania i nagrywania, a może zmian w składzie, lub jeszcze czegoś innego?

Adrian: Kompozycje były przygotowane już przed rozpoczęciem nagrywania. Opóźnienie  wynikało po części z faktu, że Daniel na poważnie zaczął rozkręcać działalność Aurora Studio i miał natłok różnych spraw z tym związanych, a po części z naszego perfekcjonizmu i chęci dopieszczenia materiału. Zmiany w składzie miały miejsce, ale nie wpłynęły na proces produkcji. Poprzedni perkusista Kapa (Lie After Lie) napisał już wcześniej całość partii bębnów. Tak czy inaczej, postaramy się, żeby praca nad kolejnym wydawnictwem przebiegała sprawniej, a dodać mogę tyle, że zaczynamy o nim myśleć już teraz.

W każdym bądź razie, warto było czekać. „Skies” to naprawdę bardzo przyzwoite wydawnictwo, które pozwoli zawalczyć o rozkochaną w takim graniuZeal okładka południową część kontynentu oraz wschód. Jakie działania macie zamiar podjąć, aby wypromować ten krążek? Pole manewru jest dość ograniczone, ale z drugiej strony, zawsze można skorzystać z agencji PR, które stają się coraz popularniejsze również na naszym rynku.

Adrian: Wszyscy wiemy, jak powoli rozkręca się polska scena. Są kapele takie jak Drown My Day, czy Final Sacrifice, które osiągnęły sukces i są rozpoznawalne w kraju, ale pewnie nawet one liczyły na więcej. Trudno powiedzieć z czego to wynika. Na pewno będziemy starali się dotrzeć wszędzie z naszym materiałem. Ep postanowiliśmy z tego powodu udostępnić całkowicie za darmo w sieci. Zdecydowaliśmy też nie oglądać się na wytwórnie i sami wydać pudełkową wersję „Skies”, żeby sprawy potoczyły się jak najszybciej. Oczywiście, porozsyłamy krążek w różne miejsca, ale traktujemy to raczej jako inwestycję na przyszłość, z myślą o kolejnych nagraniach. Teraz chcemy skupić się na koncertach i promowaniu naszej muzyki live. Fajnie byłoby pograć za granicą, ale nie jestem w stanie powiedzieć, na ile jest to w tej chwili możliwe. Osobiście zawsze podobał mi się kierunek wschodni i możliwość koncertowania np. w Rosji. Rzecz jasna, chcielibyśmy też zwiedzić całą Polskę wzdłuż i wszerz, ale wszystko zależy od odbioru ep-ki.

Macie utrudnione zadanie, ponieważ odważnie przyznajecie się do kwestii wiary, która jest nie tylko motorem napędowym do działania pod szyldem Zeal, ale przede wszystkim ideą przyświecającą tekstom. Muzycznie, również nie odbiegacie od tego, co dzieje się na amerykańskim rynku, który wyraźnie faworyzuje takie formacje. Nam wpływ tego, co ‘’chrześcijańskie’’ na rynek nie grozi, choć nie ukrywam, że gdyby brać ten czynnik pod uwagę, mogłoby być ciekawie. Szkoda, że mentalność odbiorców często jest ograniczona i – nie wiem – choć ciężko to jednoznacznie określić, chyba się boją się styczności z takimi ‘’tworami”.

Adrian: Nie wydaje mi się, żebyśmy mieli jakkolwiek utrudniony rozwój z uwagi na chrześcijański przekaz. Czasem ludzie podchodzą do nas po koncertach i mówią, że podoba im się to, co robimy. Przez innych jesteśmy z tego powodu postrzegani jako zespół-ciekawostka. Generalnie nie zauważyłem negatywnego odbioru ze względu na treści, jakie prezentujemy. Myślę, że problem leży nie w mentalności ludzi, a raczej w sposobie postrzegania kwestii wiary w Polsce. Zbyt często zamiast z wewnętrznymi potrzebami człowieka kojarzona jest ona z całą otoczką tworzoną np. przez polityków czy media. Z tego względu nie przewiduję u nas boomu na kapele chrześcijańskie, w porównaniu z tym co działo się/dzieje choćby w Stanach czy Szwecji.

Taka postawa nie przyświeca za to uczestnikom Slot Art Festivalu w Lubiążu, który daje możliwość zaprezentowania się z takimi dźwiękami. To chyba jedyny taki event w Polsce, który skupia alternatywnych wykonawców, jawnie przyznających się do religijnych powiązań. Bierzecie pod uwagę zgłoszenie na ten festiwal?

Adrian: Jasne. To bardzo fajna inicjatywa i prawdopodobnie gralibyśmy tam już w ubiegłym roku, ale organizator nie zdecydował się na utworzenie osobnej sceny dla mocniejszych kapel. W poprzednich latach Daniel i Cinek (gitarzysta) grali tam ze swoim ówczesnym zespołem Aurora Aurora.

Zeal

Zeal

Krajowa scena przeżywa rozkwit metalcore’a i jego pochodnych. Mnogość zespołów, które w ciągu ostatniego roku pojawiły się na rynku przyprawia o zawrót głowy. Jak Ty sądzisz – ten gatunek wreszcie (sic!) się u nas zadomowił? Pojawia się jednak refleksja, czy czasem nie za późno.

Adrian: Myślę, że sam gatunek zadomowił się już dawno. Problemem w naszym kraju jest podejście ludzi do grania. Zbyt mało kapel przywiązuje uwagę do detali, o ile detalami możemy nazwać jakość nagrania, zgranie poszczególnych instrumentów, czy przemyślane kompozycje. Bo tak naprawdę to są podstawy. Jeśli zespół wie, że nagranie będzie brzmiało średnio, niech poczeka trochę dłużej. Uzbiera więcej pieniędzy na studio, poćwiczy na próbach żeby całość miała ręce i nogi. Efekt na pewno będzie znacznie lepszy. My staramy się myśleć o wszystkim, planować szczegółowo każde posunięcie, czy to związane z muzyką, czy z samą otoczką. Wlać odrobinę zachodniego profesjonalizmu na nasze, lekko skostniałe podwórko. Sam oceń, w jakim stopniu nam się to udaje. Fakt, coraz więcej jest konkretnych zespołów, ale wciąż wiele młodych bandów podchodzi do grania na zasadzie „fajnie jest mieć kapelę, grajmy, jakoś to będzie”. W efekcie na scenie mamy garść ekip na poziomie i całe mnóstwo średnich. Nasze zespoły na pewno stać na więcej. Okej, nie neguję takiego podejścia, każdy jakoś musi zacząć i niech każdy robi to, co uważa za słuszne. Nam szkoda czasu na dawanie z siebie 50%.

Choć z drugiej strony, biorąc pod uwagę serię koncertów organizowanych przez KnockOut Productions, No One Likes Us, Winiary Bookings, United Visions czy One Way widać, że nasz rynek ma jeszcze sporo czasu aby się nasycić. Co najważniejsze, zdarzają się koncerty, jak kwietniowa sztuka For The Fallen Dreams czy poznański gig Unearth, na których polskie zespoły supportują gwiazdy. Staracie się nawiązywać takie kontakty z agencjami, czy, co w zasadzie wcale nie jest błędną postawą, robicie swoje i czekacie na ‘’odzew’’? Mam nadzieję, że jesteście uczuleni na transakcje typu pay-to-play i nie bierzecie takich rozwiązań pod uwagę.

Adrian: Dużych koncertów jest coraz więcej,  z czego jestem zadowolony. Najczęściej są to jednak profesjonalnie zorganizowane trasy, z kompletnym line-upem i z doświadczenia wiemy, że trudno dodać na support jakikolwiek polski zespół. Chociaż tak jak mówisz, fajnie że ostatnio zdarzają się wyjątki. Póki co, nie mieliśmy karty przetargowej w ręku, więc granie na takich sztukach było niemożliwe. Teraz po premierze ep – ki możemy postarać się o możliwość zagrania na jakimś większym evencie. Nie będziemy jednak nic robili na siłę. Zresztą trzeba rozróżnić dwie rzeczy. Jeśli impreza jest naprawdę spora i grają na niej kapele, które tak czy siak chciałbym zobaczyć na żywo jako widz, nie widzę przeszkód, żeby dojechać tam z własnej kieszeni i zagrać za darmo. Przynajmniej nie będę musiał płacić za bilet. Inną sprawą są koncerty relatywnie mniejsze, na których grają kapele lokalne. Podam Ci prosty przykład. Przyjeżdżamy z zespołem do miasta X zagrać koncert. Na samej sztuce zarabia klub, czy to z pieniędzy, które bierze za udostępnienie miejscówki, czy ze sprzedaży alkoholu. Zarabia też akustyk, który w naszym kraju, niestety, najczęściej o swoim fachu wie niewiele, zazwyczaj średnio rozgarnięty muzyk z kapeli sam nagłośniłby koncert lepiej (oczywiście, jak wszędzie zdarzają się chlubne wyjątki). Gdybyśmy przyjechali na taki koncert grać za darmo (czyli bez zwrotów za dojazd, bo tak naprawdę tylko o tym cały czas mówię), okazałoby się, że na tym biznesie zarabia każdy, poza samą kapelą, która musi dołożyć z własnej kieszeni, a tak naprawdę napędza tę imprezę. Chyba zgodzisz się, że w tej sytuacji jest coś nie tak? Podkreślę jeszcze raz – nie chcę zarabiać pieniędzy na graniu, choć hciałbym, tak pewnie byłoby w idealnym świecie. Ale świat idealny nie jest, wystarczy mi więc zwrot za dojazd i mała przekąska na miejscu. Tylko tyle i aż tyle.

Wróćmy na chwilę do ep – ki. Materiał zarejestrowaliście w Aurora studio, co chyba dla nikogo kto śledzi losy Zeal nie jest żadną niespodzianką (śmiech). Tym jednak, którzy nie wiedzą dlaczego akurat to miejsce, nakreślmy co wiąże Zeal z tym studiem, oraz jak duży komfort – a zarazem niebezpieczeństwo przedobrzenia – daje możliwość pracy nad muzyką „u siebie’’?

Adrian: Aurora to studio Daniela. Osobiście uważam, że zrobił on dużo dobrego dla polskiej sceny metalcore (i nie tylko), oferując bardzo wysoką, zagraniczną jakość nagrań w bardzo przystępnych, polskich cenach. Teoretycznie jako Zeal mamy więc nieograniczone możliwości przy nagrywaniu, w praktyce jednak aż tak różowo nie jest. Dla Daniela to praca, na dodatek firma jest w początkowej fazie rozwoju więc musi wkładać w nią 200% wysiłku. Nie może sobie pozwolić na to, żeby rzucić wszystko i przez miesiąc nagrywać i miksować Zeala. Nad nagraniem pracowaliśmy więc z doskoku, wtedy kiedy miał dłuższą chwilę wolnego. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Długi okres produkcji pozwolił na osłuchanie się z materiałem. W międzyczasie wprowadzaliśmy smaczki, które prawdopodobnie nie pojawiłyby się na płycie, gdybyśmy skończyli ją w dwa tygodnie. Niemniej, tak, jak mówiłem przy okazji pierwszego pytania – postaramy się o bardziej efektywną, szybsza pracę nad następnym wydawnictwem. Jeśli pytasz o niebezpieczeństwo przedobrzenia, odpowiedź jest bardzo prosta. Gdy zespół wie, jaki efekt finalny chce osiągnąć i jest dobrze przygotowany do nagrania, nie potrzeba wielu kombinacji. Tak naprawdę brzmienie ep – ki powstało w godzinę. Najwięcej czasu zajęło nagranie wokali, co poza wyżej wymienionymi przyczynami wynika też z perfekcjonizmu Daniela.

Część utworów została wzbogacona o kilka interesujących klawiszowych pasaży dodających niejako „podniosłego charakteru” kompozycjom. To spełnienie konkretnej wizji czy wpływ inspiracji przykładowo The Elijah lub Devil sold his soul?

Adrian: Zgadzam się, że na „Skies” pobrzmiewają echa post metalu, inspiruje nas bardzo różnorodna muzyka i na żadne wpływy się nie zamykamy. Wizja była jednak jasna od początku. Pierwszą rolą muzyki jest dostarczenie rozrywki. Utwory muszą być chociaż w niewielkim stopniu chwytliwe, wpadające w ucho. Takie, które czasem nawet nieświadomie można zanucić pod nosem. Drugą sprawą są emocje oraz nastrój i sposób, w jaki je uzyskujemy. Nie wiem, czy zwróciłeś uwagę, ale w naszych kawałkach jest wiele emocjonalnych motywów. Czasem są tworzone poprzez wkomponowanie klawiszy, czasem odpowiedni dobór melodii. Całość ep – ki prowadzi do kulminacji w postaci końcówki utworu „Lighthouse”, który sam w sobie stanowi osobną opowieść. Po szczegóły odsyłam do tekstów, niedługo pojawią się na naszym profilu. Mamy nadzieję, że w sposób zauważalny udało nam się połączyć obydwa wspomniane przeze mnie elementy – przebojowość (o tyle, o ile można o niej mówić w przypadku ciężkiego grania) oraz klimat.Zeal 1

Narzekam, że brakuje mi czystych wokali. Z jednej strony, „Skies” zyskało by na zróżnicowaniu i przebojowości, a zarazem dobitnie wpisało się w ramy gatunku, a z drugiej zaś, okazyjny śpiew jest pozytywnym zaskoczeniem i miłym dodatkiem. Nie myśleliście nad tym aby w tej materii mieć więcej kontrastu?

Adrian: Nie mamy nic przeciwko czystym wokalom. Podczas komponowania materiału na ep – kę wyrzuciliśmy z siebie pomysły, które siedziały w nas od dawna. Nie chcieliśmy tkwić w schemacie „dużo melodii w kompozycjach = dużo czystych wokali”. W efekcie okazało się, że utwory, które powstały nie dały zbyt dużo miejsca na cleany. Oczywiście, wszystko można zrobić. Bardzo ważną rzeczą jest jednak odpowiednie wyważenie kawałków pod tym względem, więc uznaliśmy, że nie będziemy niczego dodawać na siłę. Do tego dochodzi fakt, że Daniel wciąż uczy się sztuki wokalnej (wcześniej był gitarzystą, na wokal przerzucił się w 2011 roku…) i uważa, że cały czas jest w stanie znacznie poprawić swoją technikę. Z tych powodów na ep – ce znajdziesz stosunkowo mało czystego śpiewania. Te fragmenty to nie tylko urozmaicenie, ale w zasadzie także zapowiedź przed planowaną już przez nas pełną płytą. Zamierzamy stworzyć na niej więcej okazji do wykazania się Danielowi.

Dzięki za Twój czas. Do zobaczenia na koncertach i oby nie w telewizji. Ostatnie słowa dla Ciebie.

Adrian: A propos telewizji, mamy w swojej karierze epizod castingowy sprzed dwóch lat. Zagraliśmy „Breathe”. Pani zapytała nas, czy w programie moglibyśmy zagrać metalowy cover popowego kawałka, np. Madonny. Odpowiedzieliśmy, że nie i na tym nasza przygoda z telewizją się zakończyła. Teraz po czasie uważam, że formuła mocnej muzyki w telewizji zdecydowanie się nie sprawdza. Oczekujcie wieści z naszego obozu, w tym roku powinno wydarzyć się jeszcze wiele ciekawych rzeczy. Osoby, które nie przesłuchały naszej ep – ki gorąco do tego zachęcam i zapraszam do komentowania. Do zobaczenia na koncertach.

Rozmawiał Grzegorz „Chain” Pindor