THUNDERWAR – Ekipa szczurów

Popyt na potop wciąż ma się dobrze. Nad Wisłą również. Jak inaczej bowiem wyjaśnić fakt, że kapele – w mniejszym lub większym stopniu – rekonstruujące szwedzki metal śmierci wciąż zdobywają coraz to nowych słuchaczy i dobrze radzą sobie w polskim podziemiu? Thunderwar jest jedną z formacji, które swą muzyczną tożsamość składają na podstawie tego, co słuchacz zwykł nazywać melodyjnym death metalem ze Skandynawii. Swoisty miks dźwięków prokurowanych przez Amon Amarth, At the Gates i chociażby Soilwork. Z okazji zeszłorocznej premiery bardzo udanego debiutu Thunderwar“Black Storm” – na spytki wzięliśmy wokalistę grupy, pełniącego jednocześnie obowiązki basisty. Wołają na niego „Madness”.

Thunderwar jest kolejnym już zespołem kultywującym staroszkolny death metal po szwedzku na polskim podwórku. Czy uważasz, że kapele grające podług tego trendu trzymają wysoki poziom?

A o jakich kapelach mowa? Chyba nie śledzę tak dokładnie tego nurtu, żeby móc się rzeczowo wypowiedzieć.

Mówię głównie o Eteritus, In Twilight’s Embrace bądź Ulcer. Ta tendencja jest zauważalna nie tylko w Polsce. Popyt na potop zatacza znacznie szersze kręgi.

Nie słucham tych kapel, więc nie będę udawał filozofa. Właśnie sobie odpaliłem jakieś randomowe kawałki na Youtubie i brzmi to spoko – więc chyba chłopy dają radę! Co do popytu, to nigdy nie interesowałem się sprawami rynku muzycznego. Wiem, że polscy „szataniści” bardzo reaktywowali ostatnimi laty plugastwa black/thrashu. Mnóstwo moich ziomków wzięło się za granie takiej muzy. Ja oczywiście też jestem kultystą wyziewów, ale chyba nie aż takim jak oni. Osobiście death metal gra mi się przyjemniej, bo poza skrajnie barbarzyńskimi emocjami towarzyszącymi tej muzie, lubię od czasu do czasu usłyszeć jakąś melodyjkę. Działa to kojąco na podrażnione od nieustającego napierdolu uszy!

Ekipa szczurów

Ekipa szczurów

Mówisz o „melodyjce” cechującej death metal, ale przecież klasyczne odmiany black metalu aż kipią od różnorakich melodii.

No jasne, jeszcze jak! Ale w black/thrashu to już gorzej, chociaż też się zdarzają.

Wasza muzyka jest bliska death metalowi uprawianemu przez Amon Amarth. Nie ukrywajmy, ta kapela ma bardzo szerokie grono prześmiewców. Jest więc okazja, by zapytać, co sądzisz o gorących protestach polskich muzyków metalowych przeciw tzw. „hejterom”?

Znowu nie jestem w temacie, bo o żadnych protestach nie słyszałem. Chyba zwyczajnie mam takie rzeczy w czterech literach (śmiech). Bardzo zwięźle rzecz  ujmując: wali mnie to. Sorry za bluzgi, ale muszę zgrywać twardziela, bo udawanie intelektualisty mi nie wychodzi.

A czy ciebie osobiście uwierają kąśliwe opinie słuchaczy nt. Thunderwar? O ile się z takowymi spotkałeś.

Nie, w ogóle mnie nie obchodzą kąśliwe opinie. Tak samo zresztą jak przesadne lizanie dupy (śmiech). Ja lubię dziwne opinie i komentarze, np. raz spotkałem się z takim (pisownia oryginalna): „Takie <rzeczy> nie mają co liczyć a moje wsparcie. Kolejna antypolska kapelka z Polski. To co chłopaki, mam fajną książkę do sprzedania pt „Polish in 4 Weeks”. Do książki dołączona jest płyta CD z dialogami, można posłuchać języka polskiego. Fajna sprawa, polecam gorąco. Gdy nagracie album w naszym języku to pomyślimy o zakupach. Póki co jest to twórczość ewidentnie adresowana do jankesów i fastfudożerców, z których ja nie jestem jednym. PS.Będzie edycja specjalna, box z hamburgerem i colą?” To jest mój faworyt. Jednocześnie pozdrawiam twórcę tego wpisu, chyba został moim nowym idolem.

Nie uważasz, że na polskiej scenie metalowej kolesiostwo jest wyjątkowo powszechnym zjawiskiem?

Uważam, że kolesiostwo to zjawisko istniejące na wszystkich rynkach, nie tylko muzycznych. Tak jest zbudowany świat – na kolesiostwie. Nie widzę w tym nic dziwnego, już się przyzwyczaiłem i sam staram się to wykorzystywać.

Ale jest to trochę niesprawiedliwe dla muzyków utalentowanych, lecz nie potrafiących zastosować się do scenowych konwenansów.

Jest na świecie tyle rzeczy niesprawiedliwych, wojny, choroby, klęski żywiołowe, że historia o biednych, poszkodowanych muzykach jakoś mnie rusza. Sam się zaliczam do ich grona, chcąc nie chcąc (śmiech). Wszystko co mniej lub bardziej kręci się wokół pieniądza jest oparte na komitywach, dogadywaniu się i załatwianiu spraw pod stołem. To, że ktoś jest utalentowany to zajebisty dar od bozi, ale w światku biznesu trzeba być albo szczurem (przetrwać w gównie największe kryzysy), albo kurwą (ładnie mówiąc: sprzedawanie się w celach zarobienia siana). My z chłopakami tworzymy zajebistą ekipę szczurów (śmiech). No i trzecia opcja, wspomniane wyżej kolesiostwo – każdy tak naprawdę chce poznać kogoś, kto zna kogoś, który załatwi, że ten ktoś załatwi. Zagmatwane to, ale mam nadzieję, że rozumiesz, co mam na myśli.W

Ot, trafna analiza przemysłu muzycznego. Przejdźmy do weselszych tematów. Kiedy po raz pierwszy zaryczałeś na „Black Storm”, pomyślałem, że oto polską kapelę zasilił Martin Van Drunen. Przepadasz za nim?

Kocham gościa! Asphyx, Hail of Bullets czy Pestilence to kapele, do których nie raz się tańcowało. Trzeba przyznać, że ten pan ma anielską barwę głosu, dzięki za to miłe porównanie, ale „w światku” krąży opinia, że w moim głosie więcej jest z Johna Tardy’ego.

Nie w mojej opinii (śmiech). Na sam koniec przyczepię się do waszej nazwy. Tworzyliście ją w jakimś „power metal names generator” (śmiech)?

Nie, wzięliśmy nazwę z takiej gry komputerowej o samolotach pt. „Warthunder” i tylko przestawiliśmy słowa. A tak naprawdę chcieliśmy występować pod nazwą Manowar, ale okazało się, że to już jest zajęte przez jakiś naoliwionych Amerykanów w skórzanych slipkach i musieliśmy przystać na Grzmotowojnie…

Rozmawiał Łukasz Brzozowski

Zdjęcia: Dorota Stolarska/Tomasz Przybyła