SLAIN – Bezkompromisowość i szczerość

Zespołów death metalowych mamy w kraju nad wisłą tyle, że z pewnością każdy proboszcz może sobie wybrać swój własny by nienawidzić go do woli, ciągle jednak pojawiają się twory zupełnie nowe. Przyznam, że ostatnimi czasy niespecjalnie mi po drodze z metalem śmierci, ale gdy trafię na wydawnictwo takie jak debiut Slain, znęcam się nad nim bezlitośnie przez dobrych parę dni. Before the Inferno to mocny, death metalowy cios dla fanów łomotu sprzed dwudziestu lat. Kilka pytań zadałem Pawłowi, gitarzyście grupy.

Slain narodził się w okolicach roku 2005 lecz wieść gminna niesie, że korzenie zespołu sięgają o wiele głębiej w przeszłość – na początek poproszę was zatem o dwa słowa w temacie dotychczasowej historii Slain?

Paweł: Rzeczywiście, jako datę powstania Slain przyjęliśmy rok 2005 i pod taką nazwą zespół występuje od tego roku. Nasza historia nawiązuje jednak luźno do zespołu Cryptic Stench, grającego jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Wówczas był to projekt grupy przyjaciół mający na celu wspólne spędzanie czasu, grając przy okazji to, co każdy z nas lubił najbardziej, czyli death metal. To były fajne czasy, pomimo prozaicznych kłopotów choćby z salą prób czy dostępem do instrumentów. Jakoś jednak dawaliśmy sobie radę. Wtedy to była fascynacja takimi zespołami jak Death, Obituary, Deicide, Morbid Angel itp. Dość nieudolnie próbowaliśmy je wtedy naśladować. Cryptic zagrał dosłownie kilka koncertów, ale było też po drodze jakieś demo nagrane w ówczesnym Domy Kultury “Gwarek” w Bełchatowie. Po jakimś czasie zaprzestaliśmy grania i każdy poszedł swoją drogą. Niektórzy z nas grali jeszcze dalej w bełchatowskich zespołach. W 2005 r. postanowiłem, że fajnie byłoby znowu zagrać i tak to się zaczęło. Od czegoś trzeba było zacząć, więc na początku graliśmy niektóre, przearanżowane numery Cryptic Stench. Tworzyliśmy też nowy materiał. Tak naprawdę, to Slain, podobnie jak Cryptic Stench, miał być odskocznią od życia codziennego, okazją do spotkania się grupy przyjaciół. I tak po części jest chyba do tej pory. W zespole grali różni ludzie, często niezwiązani z death metalem. Po pewnym czasie jednak skład zaczął się stabilizować. Zagraliśmy kilka koncertów, na których nasza muzyka spotkała się z dobrym przyjęciem. Między innymi dlatego postanowiliśmy nagrać materiał.

Nie macie na swoim koncie oficjalnych meteriałów demo, ep-ek; od razu atakujecie debiutanckim albumem. Czuliście, że wasza muzyczna forma jest dojrzała na tyle, że nadszedł czas na LP? Materiał z „Before the Inferno” zawiera kompozycje stworzone z myślą o tym wydawnictwie czy jest to może zlepek waszej twórczości jak powstała na przestrzeni lat?

Jedyne demo, które się zachowało z dawnych czasów, to któreś z nagrań Cryptic Stench. Materiał ten nie został jednak nigdy wydany oficjalnie. “Before the Inferno” składa się zarówno z nowych utworów, jak i tych, które grałem jeszcze z Cryptic Stench, przearanżowanych na potrzeby nowego projektu. Tak więc jest to rzeczywiście zlepek materiału powstałego na przestrzeni lat.

Muzyczna zawartość „Before the Inferno” to podróż w czasie do grania z początku lat 90-tych. Osobiście uważam, że nie powinniście obrażać się za porównania do choćby Bolt Thrower… Która z death metalowych scen była dla was największą inspiracją przy tworzeniu debiutanckiego krążka? Z czego waszym zdaniem wynika powracająca w ostatnich latach popularność old school’owego grania?

Absolutnie, nie obrażamy się na takie porównania, a wręcz przeciwnie, jesteśmy dumni, kiedy przyrównuje się nas do takich tuzów jak choćby Bolt Thrower. To dla nas zaszczyt. Jak wiadomo, death metal jest muzyką wtórną, tak więc uzasadnione jest czerpanie z dokonań wielkich zespołów lat dziewięćdziesiątych. Moim zdaniem, wszelkiego rodzaju przekobinowywanie przy tym gatunku powoduje, że przestaje to być prawdziwy, szczery death metal, a jedynie jakaś jego pochodna. To nie to samo. Jeśli chodzi o inspiracje, to czerpiemy je z różnych scen. Ja uwielbiam amerykańską scenę deathmetalową (Death, Obituary, Deicide, Morbid Angel, itp.). Ważna jest też angielska scena metalowa ze wspomnianym Bolt Thrower, ale i Napalm Death, Carcass czy Benediction. Wojtass słucha przede wszystkim black metalu i szwedzkiego death metalu. Jeśli chodzi o pozostałych to mniej więcej kształtuje się to podobnie. Moim zdaniem, stary death metal swoją popularność zawdzięcza szczerości i bezkompromisowości. Wydaje mi się, że ludziom przejadł się już new metalowy plastik. Szczególnie tym, którzy w muzyce szukają ekstremalnych emocji.Slain band

Death metal to w waszym wydaniu nie przypadkowa droga muzycznego rozwoju – za co najbardziej cenicie ten gatunek hałasu? Czy waszym zdaniem death metal jest gatunkiem, który ciągle się rozwija?

Tak, granie tego rodzaju muzyki wybraliśmy całkiem świadomie. Nie wyobrażam sobie grania innej. Cenimy ją właśnie za wspomnianą już bezkompromisowość i szczerość. Rzeczywiście, przez ponad dwadzieścia lat gatunek ten przeszedł niemałą ewolucję, jednak moim zdaniem kwintesencją tego rodzaju muzyki są dokonania zespołów właśnie z lat dziewięćdziesiątych. Wiele z nich gra do tej pory, ale nie zatraciło pierwotnej siły i brutalności. Inne, niestety, poszły za modą, co moim zdaniem na dobre im nie wyszło. Mówię to z perspektywy słuchacza. Żadnym autorytetem w tej dziedzinie nie jestem, ale takie jest moje zdanie. Myślę, że wiele osób je podziela. Kiedyś death metal to była nie tylko muzyka, ale również sposób życia dla wielu osób. Teraz wystarczy napisać na stronie internetowej, czy powiedzieć w wywiadzie, że gra się death metal, choć muza dalece odbiega od konwencji gatunku.

Slain zadebiutował udanym materiałem, z tego co widzę pojawiło się sporo recenzji spoza granic naszego kraju. Promujecie „Before…” również poza Polską? Jak oceniacie przyjęcie debiutu Slain przez polskie podziemie?

Dzięki za uznanie. Nasz materiał rzeczywiście zbiera dobre recenzje, co ogromnie nas cieszy. Szczególnie zadowoleni jesteśmy z dobrego przyjęcia w Polsce, bo oznacza to, że death metal w naszym kraju ma się dobrze i jest na niego zapotrzebowanie. Dobrą promocję “Before the Inferno”, również za granicą, zawdzięczamy Kubie “Devastatorowi” Oleszczakowi, który wydał nasz materiał. Tak naprawdę, to dzięki niemu zaistnieliśmy. Kuba zajął się tym profesjonalnie, bo my mamy o tym nikłe pojęcie. Dzięki Kuba!!!

Dobry debiut to rzecz trudna, Wam się udało. Co dalej ze Slain?

Chcielibyśmy pójść za ciosem i nagrać kolejną płytę, utrzymaną jednak w podobnej konwencji jak “Before the Inferno”. Mamy nadzieję, że będziemy mieli możliwość grania koncertów, bo ta muzyka, moim zdaniem, najlepiej wypada na żywo. Na razie krótka przerwa z powodu wyjazdu zagranicznego naszego drugiego gitarzysty, ale wkrótce uderzymy z podwójną mocą!

Rozmawiał Wiesław Czajkowski