SIŁA – Inny trans

Czy zespół o nazwie Siła może być słaby? Raczej nie, co najwyżej zarozumiały. Czy zatem Gorzowianie zadzierają nosa? Na szczęście nie, są raczej realistami, stąpającymi mocno po ziemi. Być może właśnie ta równowaga i pewność pozwalają im generować tak opętańczą muzykę. Muzykę, która niczym wyboista droga prowadzi słuchacza przez meandry załamań, rytmicznych łamańców i gitarowego nojzu. Siła ma na siebie pomysł i potrafi go realizować, nawet jeśli jeszcze brakuje im nieco pokerowego dystansu.  Ale jestem pewien, że i to przyjdzie z czasem. Jeśli tęsknicie za Kobongiem, lubicie matematykę w muzyce i szaleństwo w genach – ten zespół jest dla Was. Słuchajcie i czytajcie, jak dobry jest hałas, który wykłada nam perkusista Łukasz. 

Dlaczego nie lubicie prostej muzyki?

Nigdy nie składaliśmy takich deklaracji. Prostota to często doskonały przepis na dobre życie. Tylko w przypadku naszego zespołu raczej się nie sprawdza. Naginanie reguł i kontestacja chyba trochę leży w naszej naturze. Tak organicznie.

A gdyby wpadł Wam do głowy genialny i prościutki temat? To co – też go wykrzywicie? Nie ma zmiłuj się?

Staramy sobie niczego nie narzucać i niczego nie wykluczamy, ale pewnie byłoby tak, jak piszesz. Zazwyczaj wszystkie tematy rozpracowujemy dość4 długo i podejrzewam, że mimowolnie zaczęlibyśmy udziwniać. Widzisz, tak naprawdę nie jesteśmy żadnymi „muzykami”, ale nuda i przewidywalność to coś, czego absolutnie nie jesteśmy w stanie tolerować. Także na tę chwilę – nie ma zmiłuj.

Przewidywalność nie musi oznaczać nudy! Bo wtedy pojęcie transu w muzyce musiałoby mieś konotację negatywną!

Masz rację, ale jak napisałem wcześniej, pewne rozwiązania w tym zespole się nie sprawdzają, przynajmniej jak na razie. A z resztą, my jednak dość sporo transujemy, ale, hm… trochę inaczej.

Zastanawia mnie wasza nazwa. Oczywiście „siła” to mocne słowo choć z drugiej strony… pretensjonalne. Możesz nazwę jakoś obronić?

Ten temat przedyskutowaliśmy już między sobą wiele razy, wiele lat temu. Decydować się? Zmienić? Zostawić? Zgodzę się, że to pretensjonalna i mocna nazwa, ale tak samo prowokująca i konotująca wiele różnych skojarzeń, które najczęściej prowadzą na intelektualne i ideologiczne manowce. Jak to ostatnio ktoś ładnie o nas napisał: „Siła = masa x długość/czas do kwadratu” i przy tym zostajemy.

Zastanawiam się nad tym wpływem Kobonga? Słucham płyty i wyraźnie to słyszę. Nawet jeśli inni tego nie widzą. Jakie znaczenie ma dla Was ten zespół i jaki realny wpływ miał na to co słychać na krążku?

Kobong to zespół, do którego jesteśmy najczyściej porównywani i w takich momentach na naszych, młodocianych licach zwykle pojawia się rumieniec. Wpływu tego zespołu na nas nie da się przecenić. Tylko że Kobong, w kierunku, który wskazał, poleciał na pewno dobrych kilka galaktyk dalej niż my. Ta płyta to zresztą takie trochę rozliczenie z młodzieńczą fascynacją tym zespołem. W końcu mastering zrobił dla nas Maciej Miechowicz i chwała mu za to. Na pewno wpływ Kobong jest na naszym materiale namacalny, ale mam nadzieję, że da się też usłyszeć tam wiele innych rzeczy. Bo my cały czas, na miarę naszych skromnych możliwości poszukujemy – czegoś tam. Muzyka Kobong po prostu kiedyś powiedziała nam: „Nie bój się„.

Myślisz, że faktycznie Kobong miał szansę na większą czy międzynarodową karierę?

Pozwolisz, że przytoczę nagłówek recenzji „Chmury Nie Było”, która ukazała się w amerykańskim Metal Hammerze zaraz po wydaniu tejże płyty: „Polish metal? Fucking toilet!„. Uwierz mi, że jako nieletni nie mogliśmy ustać na nogach ze śmiechu.Siła band

Wizjonerzy zawsze sławę zdobywali po śmierci. A wy chcecie być wizjonerami? Czym jest dla Ciebie ponadczasowość w muzyce? Czy dzisiaj jest jeszcze szansa na popchnięcie muzyki do przodu?

Nie mamy aż takich ambicji, możliwości i talentów, chociaż pewnie byłoby miło. Dla mnie muzyka ponadczasowa to ta, która trafia w odpowiednim momencie i zostaje ze mną mimo wszystko. I nie jest istotna jej jakość, struktura czy stopień uznania. W dodatku czas weryfikuje wszystko. Nie uznaję kamieni węgielnych, niby kilka swoich mam, ale i tak nie uznaję. W muzyce poza głównym nurtem, którego zwykle unikam, nigdy nie odczuwałem żadnego zastoju, czy tym bardziej osobistego deficytu. Trzeba tylko wykopać parę dołów i odrobinę się ubrudzić.

Jak to jest z tymi dwoma basami? Nie znaleźliście odpowiedniego gitarzysty? Chęć poszukania innego brzmienia?

Widzisz, my na początku mieliśmy regularnego gitarzystę a jedyne czego poszukiwaliśmy, to satysfakcji i poczucia dobrze wykorzystanego czasu. Nie wydaje mi się, żeby w tej kwestii do dzisiaj cokolwiek się zmieniło. Gitarzysty nawet zbytnio nie próbowaliśmy znaleźć. Trudno. W końcu: „Po co?”. Okazało się, że w takiej konfiguracji jesteśmy w stanie funkcjonować z dużo lepszym powodzeniem niż wcześniej, pod każdym względem. A dwa basy w tym zespole to zwykłe, szczęśliwe zrządzenie losu.

Jest płyta, teraz potrzebne jest… No właśnie – co?

Dużo dobrej woli.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Gosia Makucewicz/Gosia Banaszek (zdjęcie czarno-białe)