SARATAN – metalowo-etniczny Slipknot

Założony w 2003 roku zespół musi popracować przede wszystkim nad promocją, bo nazwa Saratan nie jest zbyt dobrze znana miłośnikom mocnych wrażeń. Sprawdziłem. A szkoda, bo to, co prezentuje krakowski band na swojej trzeciej płycie „Martya Xwar”, może niejednego weterana z długim wszarzem nieźle zaskoczyć. Soczysty, napięty jak struna death/thrash, poprzetykany całkiem inteligentnie orientalnymi smaczkami, stanowiącymi integralną część utworów. W kraju diskopolo i ajronmajden to dość oryginalne/odważne posunięcie, prowokujące do nazwania Saratan polskim odpowiednikiem Nile. Co ciekawe, nasz zespół łączy metal z dziwacznymi instrumentami lepiej niż coraz nudniejsi koledzy zza wielkiej wody. Dodatkowo, co wynika z mojej rozmowy ze śpiewającym basistą, Jarkiem Niemcem, bliskowschodnie fascynacje są jak najbardziej uzasadnione. Dlaczego? Zapraszam do lektury…

Co w waszym przypadku zadecydowało o wyborze metalu jako docelowej drogi muzycznego życia – przypadek czy np. kontakt z jakąś płytą, która wywróciła Wasze życie do góry nogami?

Jarek: To była kwestia naszych gustów muzycznych. Kiedy zebraliśmy się razem by pograć covery, wszyscy od lat słuchaliśmy tego typu muzyki. Pierwszy kontakt z metalem miałem jeszcze w szkole podstawowej. Zaczęło się od „Master of Puppets”, a drugą kasetą którą sobie kupiłem był – do dziś uwielbiany przeze mnie – Mercyful Fate „Melissa”. Jeśli miałbym wymienić dwie płyty, które „wywróciły mi życie do góry nogami”, to by były właśnie te dwie!

Nowa płyta intryguje przede wszystkim tymi wszystkimi smaczkami orientalnymi. Nawet nie wiem, jakie to są  kultury… Skąd zainteresowanie tymi orientalizmami i jak dochodziliście do ich zastosowania? Czy to typowe korzystanie z sampli, czy też część dźwięków produkowaliście sami?

Z wykształcenia jestem filologiem orientalnym, kierunek – język perski. Pracę pisałem z tradycyjnej muzyki perskiej. Dawniej naszym gitarzystą był Staszek Chorązki, który studiował ze mną, ale na arabistyce. Niestety, tuż przed nagraniami dema, Staszek zginął w wypadku samochodowym. Trzeba powiedzieć, że Staszek dużo dał zespołowi, razem wymyśliliśmy nazwę Saratan, która w języku arabskim i perskim znaczy „rak”. Dodatkowo zawsze dużo podróżowałem, a z miejsc, w których byłem, często przywoziłem instrumenty etniczne. Na nowej płycie wykorzystaliśmy prawdziwe instrumenty jak na przykład tar, który przywiozłem z Azerbejdżanu, czy tabl (instrument perkusyjny) z Egiptu. Oczywiście, niektóre instrumenty pochodzą z „komputera”. Założyłem u siebie w domu mini studio, mam całkiem dobre banki brzmień. Natomiast przy okazji nagrań nowej płyty będę starał się używać jeszcze więcej „naturalnych” instrumentów!

metalowo-etniczny Slipknot

metalowo-etniczny Slipknot

Fajnie, że można naukę przekuć na sztukę. Jest tylko jeden problem – nową płytą założyliście sobie małą pętlę na szyję. Te „smaczki” są tak integralnie związane z muzyką, że nie wyobrażam sobie koncertów bez ich zastosowania. Czyli musicie być bogaci i zatrudnić gościa od efektów specjalnych, albo rozszerzyć skład, bo nie wiem, czy we trójkę da się muzykę z takim samym rozmachem przedstawić… Jak zamierzacie to rozwiązać??

Płyta powstawała w trzyosobowym składzie. Koncerty gramy z dodatkowym gitarzystą – Robertem Zembrzyckim. Jeśli chodzi o dodatkowe instrumenty, wykorzystujemy dość oczywiste rozwiązanie, czyli sampler. Chcąc zagrać z wszystkimi dodatkowymi, żywymi instrumentami – tak jak mówisz – musielibyśmy stworzyć metalowo – etnicznego Slipknota.  To by się nie kalkulowało. Może kiedyś… Promując nową płytę zagraliśmy już osiem koncertów i szczerze mogę powiedzieć, że rozwiązanie, które stosujemy, sprawdza się!

Z taką orkiestrą byłoby super… Kiedyś musicie zrobić choć jeden, wyjątkowy koncert w tym stylu. Jak doszło do współpracy z Massacre? Przypadek, brak zainteresowania krajowych wydawców?

Skończył nam się kontrakt z włoskim My Kingdom Music, więc od razu po nagraniu płyty zaczęliśmy rozsyłać promopacki do większych wytwórni. Od razu też dostaliśmy odpowiedź z Massacre. Niemcy gwarantują nam lepszą dystrybucję, reklamę i „otwierają kolejne drzwi”. Dzięki ich działaniom promocyjnym recenzje „Martya Xwar” pojawiły się dosłownie we wszystkich większych, europejskich magazynach i stronach. Dodatkowo zainteresowanie zespołem wyraźnie wzrosło. Jak zwykle za to mamy problemy z dystrybucją w Polsce, tak więc jeśli ktoś jest zainteresowany kupnem płyty, niech do nas pisze!

No właśnie – niemiecka wytwórnia, to warto uderzyć na zachód – myślicie, że są szanse na jakiś większy tour, czy raczej odpuszczacie ten temat?

Warto, co więcej, działamy w tym temacie. W grudniu podpisaliśmy kontrakt z niemiecką agencją koncertową – Dragon Productions – współpracującą z takimi zespołami jak Dark Funeral, Grave, Tyr, Ektomorf itd. Mamy nadzieję, że z ich pomocą pojawimy się na koncertach w zachodniej Europie jeszcze w tym roku. Na ten moment jednak będziemy promować płytę na wielu koncertach w Polsce i za naszą wschodnią granicą.

W recenzji napisałem, że przez te orientalizmy Wasza muzyka kojarzy się z poczynaniami Nile. Co odpowiecie na takie porównania? Czy jacyś fani metalu z np. Syrii mieli okazję usłyszeć waszą muzykę??

Porównania z Nile czy Melechesh nam nie przeszkadzają. Każdy zespół jest zestawiany i porównywany z innymi, to dziś normalne. Z racji tego, że rynek muzyczny jest determinowany przez Internet, stosunkowo łatwo jest dotrzeć do ludzi z innych krajów, czy kontynentów. Wiem, że fani metalu z Iranu, Egiptu czy Maroka w jakiś sposób interesują się naszym zespołem. Przede wszystkim spowodowane jest to naszą nazwą. Mieliśmy nawet propozycję koncertową z jednego z krajów z półwyspu arabskiego, ale w rezultacie nic z tego nie wyszło.

Czego krajowi fani mogą się po Was w tym roku spodziewać – jakie bliskowschodnie akcje szykujecie? 

Co do Polski, to jak mówiłem, będziemy czynnie promować „Martya Xwar” na koncertach. Prócz 10 najbliższych z serii „Frozen Plague Tour” zagramy jeszcze co najmniej jedną trasę i wiele pojedynczych koncertów. Do tego szykujemy drugi (po „Ba’al Zevuv”) teledysk promujący płytę. Prawdopodobnie nakręcimy go w wakacje. Dzięki za wywiad i do zobaczenia na koncertach!

Rozmawiał Arek Lerch