SAINC – muzyka płynąca z serca

Sainc to formacja, która – mimo bardzo ciekawego podejścia do muzyki – zawsze miała trochę „pod górkę”. Niedawno ukazał się w sieci album z cover’ami, który, miejmy nadzieję, nie będzie ostatnim wydawnictwem zespołu. O sytuacji w Sainc, o planach, muzyce i paru innych kwestiach opowiadał główny sprawca całego zamieszania czyli SVierszcz.

 

 

Witaj Svierszcz!! Jak obecnie wygląda sytuacja w zespole Sainc, niedawno światło dzienne ujrzała nowa porcja muzyki tego bandu lecz nie można chyba uznać dziś, że Sainc to formacja „normalnie” funkcjonująca?

Witam ponownie Violence! Sainc od dłuższego czasu nie funkcjonuje normalnie. Za normę można  przyjąć grupę ludzi z jednego miasta grających regularne próby. Po pierwszym naszym albumie szeregi zespołu opuścił Ari i zastąpił go nowy perkusista, który jest z Żywca. Próby „graliśmy” do mp3 a jak udało się nam złożyć materiał i zabukować koncerty to Tomek brał urlop i ruszaliśmy w teren. Po kwietniowych koncertach odszedł od nas gitarzysta Doc.  Drugi gitarmen Cacek stwierdził, że mam gdzie grać i poszukał sobie nowego zespołu (Nampa). Zrobiliśmy jeszcze razem album cover’owy i nasze drogi się rozeszły… Na obecną chwilę wygląda to tak, że nadal mam kontakt z perkusistą a dodatkową gitarę wspomaga Czyż mieszkający w Norwegii. Mam kilka utworów na nowy album. Czas pokaże, czy uda się coś zrealizować…

Skąd pomysł na zrobienie płyty z coverami i zupełnie banalnie… Opowiedz w dwóch słowach historię wyboru kawałków na „Decameron”?

Jak już w luźnej rozmowie Ci wspomniałem, pomysł był prosty. Zanim nagramy nasz nowy album szybciej stworzymy materiał złożony z cover’ów. W ten sposób chciałem podtrzymać ciągłość wydawniczą i pchnąć zespół w kierunku mocniejszego grania. Na początku mieliśmy chyba z dwadzieścia utworów, ostatecznie wybraliśmy te, które po prostu najbardziej nam pasowały. Z mojej strony padły propozycje SYL (Devin to mój wokalny guru), Yattering (chciałem zrealizować utwór jaki mieliśmy przygotowany na nasz nienagrany, piąty album) oraz Napalm Death.  Slayer, Rammstein grywaliśmy na koncertach… Korn, Illusion i Kiettie to faworyci Cacka. Pozostałe jak Sepultura, Pantera to wybór naturalny (śmiech).

Decameron” kończy się utworem „5th element”, który jest (popraw mnie jeśli się mylę…) niepublikowaną kompozycją jeszcze z czasów Yattering. Masz jeszcze jakieś inne stworzone dla Yattering kawałki, które ukrywasz w szufladzie?

Prawdę mówiąc, mieliśmy już zrobiony perkusyjnie cały piąty album Yatta, ale dziś tylko ten kawałek pamiętam ze starych czasów…

„Decameron” mimo tego, że coverujecie zespoły z różnych biegunów muzycznego świata, to chyba zdecydowanie najcięższy materiał jaki do tej pory nagrał Sainc. Ciągnie SVierszcza do death metalu?

Wydaje mi się, że tak samo ciężkie są pozostałe albumy. „Pathogen” jest wolniejszy jak death metalowy Korn, „Schizis” można porównać mocą do „Decameron”. Muzyka często wypływa wprost z serca, na materiale tym są blasty i ogólna moc cięższego metalu. Teraz po „rozpadzie” trochę podcięło mi skrzydła no i mam Ogotay, jednak może uda się jeszcze wypuścić coś do obiegu…

W tej chwili jesteś zajęty z promującym debiutancki krążek Ogotay czy w związku z tym wystarczy Ci czasu i energii na to, by zebrać nowy skład Sainc? Nie myślałeś o tym by Sainc stał się tylko i wyłącznie projektem studyjnym w którym będziesz eksperymentował z materią ciężkich dźwięków?

Jak wspomniałem, jestem z chłopakami w kontakcie, mam pomysły trzeba tylko znaleźć czas, by wszystko to dokończyć. Owszem, każdy z nas ma co robić w swoich składach, ale jak ogarnę się z wokalami na nowy album Ogotay, to mam nadzieję, że natchnienie do mnie wróci (śmiech)… Chciałbym bardzo wzbogacić muzykę Sainc o brzmienie i niskie tony 8-strunowej gitary, ale na razie nie mam środków na zakup konkretnego, interesującego mnie modelu Mayo lub Ibanez.

Nie było nikogo, kto byłby zainteresowany wydaniem „Decameron”? Wiesz, mam wrażenie, że materiał ten przechodzi bez echa, bez większych starań promocyjnych…

Niestety, ale prawdę powiedziawszy jest tak, jak mówisz. Wystawiliśmy „Decameron” na strony typu Soundcloud i Youtube, myślę, że w dobie Internetu oraz z uwagi na to, że nie są to nasze autorskie kompozycje to jedyna, sensowna opcja, by ten materiał trafił „do ludzi”. Mimo całkiem fajnej sprzedaży i zainteresowania nami po „Schizis” nie mieliśmy tyle szczęścia co Ogotay i nie udało się nam znaleźć sensownej wytwórni. Staram się promować to wydawnictwo w sieci, ale i tak na dzień dzisiejszy najwięcej czasu zabiera mi Ogotay…

Każdy z materiałów Sainc zawiera nieco inne dźwięki; czy w tej chwili planujesz, w jakim kierunku mógłby pójść ten zespół jeśli kiedyś ruszą prace nad kolejną dużą płytą?

Chcę, żeby Sainc brzmiał jeszcze niżej. Nie mam aż takich umiejętności jak Periphery czy Meshugah, ale są to zespoły, których brzmienie bardzo mi się podoba. Przerobiłem 7-mkę Mayo do pogrywania w niższych tonacjach i nagrałem jeden taki utwór. W sumie to mam już około 9 nowych kawałków dla Sainc. Ten wywiad sprawi, że zmobilizuję się do działania i jeszcze raz odpalę sesję… Na dzień dzisiejszy polecam się z Ogotay i korzystając z tego, że mam głos zapraszam na nasze koncerty: 12 sierpień koncert charytatywny na Szymona Czecha w Sopocie i 24-25 sierpień Cytava Metal Fest w Pruszczu Gdańskim…

Dzięki za rozmowę!!

 

Rozmawiał Wiesław Czajkowski