ROTENGEIST – wychodzimy na prostą

Historia Rotengeist sięga 2005 roku. Sporo czasu zespół obija się już po krajowych scenach, jednak dopiero teraz, wraz z nowym kontraktem i premierą drugiej płyty „Start to Exterminate” wszystko zaczyna nabierać kształtu. Zarejestrowany już 2012 roku album wreszcie ujrzał światło dzienne za sprawą Defense, koncerty cieszą się coraz większym powodzeniem. Sukces thrash metalowej maszyny? Na pewno ciężka praca. Zapraszamy na krótką rozmowę z Piotrem, który sześć strun szarpie a nie pogardzi też mikrofonem…

Na początek trochę o historii Rotengeist. Jak to się stało, że sięgnęliście po instrumenta?

W sumie to gramy już bardzo długo. Każdy z nas zaczynał jeszcze w szkole w mniej lub bardziej poważnych kapelach. Jeśli chodzi o motywy to w moim przypadku właściwie od dziecka miałem wokół siebie jakieś instrumenty. Później gdy przyszła fascynacja metalem i gdy usłyszałem grę Mustaine’a wiedziałem, że zostanę gitarzystą

Zastanawiam się, czy nie demotywuje Was fakt, że wokół jest milion metalowych zespołów, przez co szansa na ugryzienie tego kawałka tortu, staje się jeszcze mniejsza?

Czasem tak, ale gdy zakładałem ten zespół nie myślałem o wbijaniu się w cokolwiek. Zanim zaproponowałem kolegom, z którymi tworzę od początku Roten wspólną grę, miałem ok 8 – letnią przerwę w konkretnej grze na gitarze. Więc na początku motyw był prosty – grać, nieRot - okładka ważne dla kogo, po prostu GRAĆ!

Dotychczasowa kariera – bez urazy, rzecz jasna – nie była może błyskotliwa, ale jeśli miałbyś wypunktować jakieś znaczące dla Was wydarzenia, to byłyby to…

Jakichś spektakularnych wydarzeń brak, ale bardzo miłym przeżyciem były dla nas wspólne koncerty z Esqarial czy zaproszenie na jedną z edycji Uzhgorerot, gdzie zagraliśmy m.in z Decapitated. Cieszę się też ze współpracy z Defense.

Jak z dzisiejszej perspektywy odnosicie się do „Fear is the Key”? – co byście w tej płycie najchętniej zmienili? A może macie podejście bezkrytyczne?

Po pierwsze produkcja – kiedy teraz tego słucham, mam wrażenie, że nie bardzo wiedzieliśmy co się dzieje. Z mojego punktu widzenie „Fear…”  jest też trochę zbyt kanciastym materiałem. Pewne rzeczy są przekombinowane na siłę. Z nowym albumem sytuacja jest już inna. Czuję, że wychodzimy na prostą.

Jak w zasadzie można zdefiniować wasz styl – thrash metal? Techniczny thrash/death? W materiałach promocyjnych pojawiają się nawet (co mnie osobiście zdziwiło…) porównania do niemieckiego thrash’u…

Wiesz co, ja właściwie sam mam z tym problem. Nigdy nie lubiłem szufladek i też ciężko jest mi się odnieść do swojej muzyki. Porównanie do niemieckiego thrashu, którego nawiasem mówiąc nie jestem die hard fanem, znalazło się w wielu recenzjach i zasugerował też nasz wydawca. Dlatego ten termin pojawia się w materiałach promocyjnych. Mimo wszystko, jest to ciekawe i zabawne zarazem, że dowiadujesz się od innych co naprawdę grasz.

Nowa płyta: nowy początek, kolejne otwarcie? Nowe nadzieje?

Tak, dla mnie to nowy początek zespołu. Po pierwsze, ze względu na to, że zespół muzycznie jest na właściwych torach. Widzę to po reakcji publiki na koncertach. Po raz pierwszy mam wrażenie, że ludzie zaczynają kumać o co nam chodzi. Wcześniej widziałem to tak, że byliśmy pośrodku. Ani nie był to totalny „napierdol”, ani muzyka dla instrumentalistów – onanistów. Nie byliśmy zbyt dobrzy dla jednych i dla drugich. Po drugie, poszerzyliśmy skład o kolegę Dyvana, który wspierał nas wokalnie na nowej płycie. Nie napalam się na nie wiadomo co, ale jestem dobrej myśli.Roten band

Co zostanie przez was zatem uznane za „sukces”?

Jeśli to co mówię znajdzie uzasadnienie na kolejnej płycie, to będzie właśnie to. Ludzie coraz chętniej zaczynają przychodzić na nasze koncerty. Musimy im udowodnić, że naprawdę warto.

Czy jest coś takiego jak przekaz ideologiczny Waszego zespołu, czy też tekst odgrywa drugoplanową rolę? Pytanie o tyle istotne, że treści związane z estetyką metalu często są o nieco zbyt, hmmm, komiksowej proweniencji. Co o roli tekstu w muzyce rockowej możecie powiedzieć?

Tekst w naszym przypadku po prostu uzupełnia całość. Jest ważny, ale nie idzie za nim konkretna ideologia. To mają być zwykłe życiowe treści, a nie historyjki z dupy wzięte. Nieszczególnie przepadam za zespołami, które serwują swoim fanom na scenie swoiste teatrzyki. Taka właśnie komiksowa estetyka o której mówisz.

Ale właśnie te „teatrzyki” pozwalają się wyróżnić z tłumu. Nie uważasz, że swoją postawą ciutkę wtapiacie się w tzw. tło?

Niby tak, ale… owszem, ważne jest jak to wszystko wygląda, ale dla mnie najważniejsze jest jak brzmi. Odpowiednia kombinacja dźwięków dla mnie tworzy niesamowite obrazy. Właściwe co nie jest tłumem? Zwróć uwagę na to ile mamy klonów Behemoth. Zespoły zaczynają się podobnie ruszać, brzmieć. Może trochę z innej beczki, ale jakiś czas temu dostaliśmy się do finału konkursu na udział w MetalFest. Najbardziej mnie uderzyło to, że przytłaczająca większość miała identycznie zsamplowane gary.

Pewnie dlatego, że coraz trudniej wymyślić coś swojego. Nie uważasz, że trochę cała ta, metalowa machina goni w przysłowiową piętkę?

Dokładnie tak, ale najbardziej zabójcze jest to, że wszystko jest za łatwo dostępne. Kapel i płyt jest tak dużo, bo dzięki technice muzykę może nagrać każdy. 20 czy 30 lat temu tylko nieliczni mogli nagrać dobrze brzmiący album i nie chodzi o pieniądze na dobre studio, tylko umiejętności

Na koniec zdradź co czeka nas z Waszej strony – szykujecie jakąś spektakularną akcję promocyjną i koncertową?

RotenRok zaczęliśmy krótką kilku-koncertową traską i zamierzamy kontynuować takie akcje. Będziemy się starać grać jak najwięcej. Pod koniec roku mamy zamiar zacząć nagrania nowego materiału

Ostatnie słowa skazanych dla naszych czytelników??

Poświęćcie nam trochę czasu, a przekonacie się, ile niespodzianek kryje muzyka Rotengeist. Wypatrujcie nas na koncertach!

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu