RADIANCE – Pozytywne zmiany

Radiance to krakowsko-ukraińska wschodząca gwiazda krajowej sceny hardcore. Zespół który już przed wydaniem debiutanckiego materiału narobił szumu wśród zwolenników oldschoolowego hc, nie przejmuje się ani hajpem ani modami panującymi w „biznesie”. Moimi rozmówcami byli – w większości Krystian, basista grupy oraz mózg przedsięwzięcia, przyjaciel ze wschodu, obsługujący sześć strun – Anton.

Trzeba przyznać, że macie naprawdę niezłe otwarcie. Sporo koncertów, od razu zainteresowanie całej sceny, dwa deale na wydanie materiału a do tego ciągnie się za wami nostalgia lat 90 i… nie przytłacza to was, że z mety, już przed nagraniami ep-ki obdarzono was sporym kredytem zaufania?

Krystian: Trochę przytłoczyło, to fakt. Ja byłem mega zaskoczony, że to poszło tak lawinowo… chłopaki z resztą podobnie. Ale to zajebiście pokazuje dlaczego hc/punk > juwenalia i inne woodstocki. Nikt tego materiału tak naprawdę jeszcze nie słyszał, a już mogliśmy zagrać na świetnych gigach i nawet nikt nie zwracał uwagi, że na początku było krzywo, czy na to, że nie mieliśmy własnego sprzętu. Dlatego tym bardziej jaramy się, że ktoś zainteresował się tym, żeby nas zaprosić i obadać czy coś z tego będzie he, he. Z tego miejsca wielka piona dla nich wszystkich!

Krzywo to było na salce w Częstochowie (śmiech). Dziwiłem się, że Paweł tak ciepło się o wasmc-okladka wypowiadał. Potem pojawił się temat wydania materiału i nagle scena nie tylko przypomniała sobie o zajebistości Turning Point i pochodnych, co wykazała brak takiego grania. I tu pojawia się pytanie – bo to co robicie w Radiance to może i owszem, wypadkowa wspólnych zainteresowań, ale bez Antona jako prowodyra całego zamieszania to by chyba nic z tego nie było (śmiech). Tak bardzo tęsknicie za tym brzmieniem? Jesteśmy chyba w podobnym wieku, to z lat 90., co najwyżej tych późnych pamiętamy znacznie bardziej dziecięce dźwięki, jeśli wiesz co mam na myśli (śmiech).

K: Czyli jednak ktoś zauważył, że było krzywo ha, ha… A wracając do pytania, ciężko powiedzieć, że Anton był takim szefem. Jak zaczęliśmy razem grać to po prostu wyszło, że mamy bardzo podobne pomysły na riffy, a on do tego miał wyczucie klimatu jaki chciałbym, żeby z tego ostatecznie wyszedł. Wtedy już mogliśmy kminić nad resztą składu, bo po prostu wiedzieliśmy, w jakim kierunku to pójdzie. W sumie, kierunku mogłem się spodziewać już w momencie gdy zobaczyłem te jego tlenione włosy i za duże koszulki ha, ha. No i z wiekiem też masz rację. Ja, Anton i Wiciu wychowaliśmy się w latach 90’s, z których pamiętam raczej niewiele. W sumie, nie wiem do końca skąd się u mnie i u nich pojawiła ta zajawka na 90’s. Muszę o to kiedyś zapytać chłopaków. A Piotrek miał to szczęście, że widział 90’s HC na własne oczy.

Anton: Co do muzyki to sama łatka 90’s w sumie nic nie znaczy. Liczy się to, co w tamtym okresie się działo, bo przecież nastroje z tamtych czasów pobrzmiewają w społeczeństwie do dziś. Wtedy boom na kulturę undergroundową był najlepiej dostrzegalny. Ówczesna muzyka była emocjonalną reakcją zmęczonej i wkurwionej młodzieży na przemiany ustrojowe jakie wtedy się odbyły i odbywają się nadal. Ludzie ciągle mają nadzieję na jakieś pozytywne zmiany, które niestety, nie mają miejsca, więc musimy liczyć tylko sami na siebie.gig-1

W pewnym sensie wydaje mi się, że to właśnie wasz perkusista trzyma to w pewnych dla tego gatunku ryzach. Albo inaczej – dokonuje swoistej kontroli jakości. W tamtym czasie równie mocno co dobry riff i spora doza smutku liczył się groove. U was nie brakuje solidnego rytmu.

K: Myślę, że nie bardzo ma czego trzymać w ryzach, bo na całe szczęście mamy tak podobny gust muzycznie, że on akceptuje co my zrobimy, a my akceptujemy to, jak on pod to zagra. Ale dalej pełna zgoda – Piotrek ma na całe szczęście ten 90’sowy sznyt.

Ep-ka ma jednak mocno wkurwiony charakter. Pamiętajmy, że to nadal hardcore, mocny, może nie do końca walący po pysku szybkim rytmem czy breakdownami, ale wciąż wściekły. Tylko – nie wiem, czy się zgodzisz – u was ta agresja jest jakby ukierunkowana. Nie chodzi o to aby krzyczeć, że to my kontra reszta świata, ale konkretne problemy. Co boli was najbardziej?

K: Wiesz, mnie w sumie wkurwia mnóstwo rzeczy, ale głównie w sprawach społeczno-politycznych. Jedną z nich jest obecna moda na nacjonalizm, której zupełnie nie rozumiem, a która nie wróży nic dobrego. Ludzie widocznie zapomnieli do czego to prowadzi. Właśnie o tym jest numer Inheritance. Poza tym poczynania obecnie panującej nam władzy, ograniczanie kolejnych swobód obywatelskich… jest tego naprawdę sporo. W sprawach personalnych i życiowych bardziej niż wkurw czuć chyba rozczarowanie tym, jak wygląda obecnie kondycja społeczeństwa, tego bliższego nam i jako ogółu. No i oczywiście samych relacji międzyludzkich, które często są przyczyną negatywnych emocji. Ale w kawałkach jest też dużo pozytywnych kwestii, które gdzieś tam się przeplatają.

A: Trudno powiedzieć, teraz tyle się dzieje i tyle się uwidoczniło, że trudno coś w skrócie wyróżnić z całego natłoku wkurzenia. Najbardziej chyba to, że ludziom łatwiej nienawidzić, niż samodzielnie myśleć. W ep-ce wbrew pozorom jest mniej agresji i rozczarowania, a więcej  pragnienia zmian i pozytywnego rozwoju. Chciałbym, żeby ludzie postrzegali to nie tylko jako wkurwiony krzyk, jaki mógłby znaleźć odbicie w każdym z nas, ale też jako coś co może ich zachęcać do pozytywnych zmian.

Pozytywne zmiany

Pozytywne zmiany

Nasze pokolenie traci wiarę w ludzi? Jesteśmy bezideowymi, egoistycznymi marionetkami rządzących?

K: Rozbiję to pytanie na dwie części. Co do bezideowości naszego pokolenia, to wręcz przeciwnie. Właśnie teraz ludzie w naszym wieku przeżywają zupełnie niezrozumiałą dla mnie fascynację nacjonalizmem, autorytaryzmem i ich pochodnymi. A to wszystko podszyte jest ogromną falą nienawiści do wszystkiego co inne. Wiadomo, że takie idee dochodziły do głosu zawsze w momencie większych kryzysów, ale w XXI wieku, gdy mamy swobodny dostęp do Internetu, książek i źródeł historycznych, po prostu nie jestem w stanie pojąć tego, że tak się dzieje. Tutaj dochodzimy do rządzących, bo w dużej mierze to właśnie ich „zasługa”. Udało im się totalnie odwrócić podstawowe pojęcia. Popatrz na takich korwinistów, którzy sami siebie nazywają „wolnościowcami”… no chyba, że jesteś gejem, kobietą, czy wszelkiej maści lewakiem, to już wtedy ta wolność obejmuje cię do pewnego momentu, potem już nie. Trochę śmiesznie, trochę strasznie.

Najbardziej rozbrajająca jest ślepa wiara w polską martyrologię i robienie z niej powodu do dumy podszytej niechęcią do wszystkich, którzy nie są dumnymi Polakami patriotami. A potem okazuje się, że wszędzie ulokowany jest zagraniczny kapitał – czy to w tym nieszczęsnym kebabie, modnej odzieży patriotycznej a na usługach kończąc. Przekłamuje się historię, wypacza fakty i deprecjonuje dokonania wielu „lewaków” w imię pisania własnej, historii. Co ciekawe, przekłada się to również na muzykę – czy to rap, czy ostatnio popularny na wschodzie ruch nacjonalistycznego straight edge (punka, hardcore czy metalu). Hardcore zawsze wydawał mi się – miejscem, społecznością i kulturą, a jednak od środka coś go zżera i nie jest to lenistwo i bezradność.

A: Ooo, miasto w którym ostatnio mieszkałem (Dniepropietrowsk) jest teraz stolicą nazihardcoru. Jest to spowodowane tylko tym, że naziole, których jeszcze 5 lat temu nie wpuszczano na koncerty, „obrazili” się i zrobili swoje kapele. Ale te kapele tylko kopia etykietki hardcore i tak naprawdę nie mają w sobie nic poza ciężkimi, z reguły chujowymi riffami. Sa zwykłymi naziolami, którzy kradną fajne idee i zazdroszczą, że mamy scenę.

K: U nas to raczej – na szczęście – nisza w niszy. Chociaż jak ostatnio zobaczyłem teledysk jednego typeczka, który napierdalał „sport, zdrowie, nacjonalizm” z X’ami na łapach, to konkretnie się podkurwiłem.

Jest nawet taki fanpage, gdzie modelowe łyse karki promują brunatne barwy, gwałcą nasze godło igig-3 obnoszą się z byciem sxe. Historia zatacza – nie po raz pierwszy – koło, i nie wiadomo co z tego wyniknie. Czy w niedalekiej przyszłości skrajna prawica jak w wielu krajach Europy (Słowacja, Holandia, Belgia, Węgry) dojdzie do głosu i będzie sadzać po kątach, czy przybierze to inną, może bardziej zmilitaryzowaną i niekontrolowaną formę. Hardcore choć stał (i nadal stoi) okoniem do establishmentu, nie raz dawał upust społecznej frustracji. Radiance wydaje się być raczej zespołem emocjonalnym niż zaangażowanym społecznie. Zresztą, dopiero co wydaliście pierwszy materiał, ale nie wyobrażam sobie abyście brali za cel wypominanie rządowi jego nieudolności. Czy może się mylę? Szkoda, że nie rozmawia z nami Wasz perkusista, bo był naocznym świadkiem kilku systemów władzy.

K: Wydaje mi się, że nawet będąc zespołem, w tekstach którego dominują raczej tematy bardziej osobiste, to samo działanie w obrębie sceny hc/punk wiąże się z pewnymi postawami i zaangażowaniem społecznym. To nie jest tak, że unikamy tematów społeczno-politycznych, a wręcz przeciwnie, jak chociażby we wspomnianym numerze Inheritance. Teksty powstają w wyniku obserwacji aktualnych wydarzeń, a że akurat taka tematyka ostatnio siedziała mi w głowie najbardziej, to powstał taki, a nie inny. A do wypomnienia władzy nieudolności opartej o fanatyzm nie trzeba specjalnego kawałka.

Co dalej, zamierzacie kuć żelazo póki gorące, i szybko nagrać coś nowego? Czy na razie tylko koncerty, koncerty….

A: Koncerty i robienie nowych numerów. Chcielibyśmy wydać coś w pierwszej połowie przyszłego roku. A jak wyjdzie, to zobaczymy. No i fajnie byłoby pojechać w trasę na kilka dni.

Rozmawiał Grzegorz Pindor

Zdjęcia: archiwum zespołu