PSYCHOTIC VIOLENCE – breakdowny kopiące dupy!

Śląscy metalowcy z Psychotic Violence gościli już w Shark Attacku. Od tamtej pory, grupa parająca się połamanym deathcorem zagrała kilkadziesiąt koncertów i nie ma zamiaru przestać. Zazwyczaj, Psychole młócą w towarzystwie innych, deathcore’owych ekip, ale zdarza im się wyjść poza ten schemat. Na kilka tygodni przed premierą debiutanckiej ep-ki rozmawiamy z Wojtkiem Frohlichem, pełniącym obowiązki basisty.

Jesteście jednym z najbardziej aktywnych koncertowo Śląskich zespołów. Można powiedzieć, że bardziej uznane nazwy i znacznie lepsze techniczne grają od Was mniej. Co ciekawe, a do czego dojdziemy już za chwilę, Psychotic Violence nie może pochwalić się debiutanckim materiałem. Jasna cholera, ufają Wam „na gębę” czy zaproszenia na koncerty spływają dzięki dobremu słowu, które szepczą koledzy z innych kapel; żeby daleko nie szukać, Drown My Day?

Zaczynaliśmy od naszego, śląskiego podwórka. Sami organizowaliśmy sobie koncerty, zapraszaliśmy znajome, lokalne kapele i tak to jakoś ruszyło. Później poszerzaliśmy kręgi,1 poznawaliśmy ekipy z innych miast i tak to się kręci aż do dzisiaj. Co do Drown My Day to racja, chłopaki nas mega wspierają i zapraszają na wspólne koncerty. Jak widzisz, to wszystko opiera się na wzajemnej pomocy – ktoś nas zaprasza, organizuje koncert, a później my odwdzięczamy się tym samym.

Można by rzec, że niemal jak w hardcore’owym środowisku, a jednak na tej „ciężkiej” scenie pojawiają się dość poważne zgrzyty. A to ktoś nie zabrał kabla i inny muzyk proponuje odkupienie swojego, to ktoś nie zagra gigu z racji na jakieś antagonizmy między sobą. Spróbuj odwołać się do swoich doświadczeń – jak to jest na naszym poletku? Czy panuje, brzydko mówiąc, lizanie dupy i skrywanie w sobie zawiści czy może – o czym akurat ja nie wiem – wszyscy są wobec siebie szczerzy i „współpracują”?

Niestety – nic nie jest idealne i zgrzyty się zdarzają. Odwołując się do słynnej akcji z kablem – takie rzeczy powinno się załatwiać między sobą, a nie wyciągać na „światło dzienne”. Obrażanie się wzajemnie na facebook’u to strasznie dziecinne podejście, załatwiajmy takie sprawy na bieżąco – po koncercie. Jeśli chodzi o relacje między kapelami – rożnie to bywa. W większości staramy się wspierać. Wiadomo jednak, że jesteśmy tylko ludźmi. Zdarzają się zgrzyty, zdarza się obrabianie dupy, zdarza się też zawiść, bo ktoś poszedł do jakiegoś „talent show”, a ktoś inny nie zapłacił odpowiedniej kasy za koncert. Nie zawsze jest tak idealnie jak byśmy chcieli.

Mimo to, nie narzekacie. Dalej robicie swoje i choć nie gracie muzyki, która zawojuje świat, jest w tym pasja i poziom. Niebawem kończycie etap realizacji pierwszego własnego materiału. Za oprawę brzmieniową odpowiada Zvish, były gitarzysta wspominanego już Drown My Day. Dlaczego wybór padł na niego, a nie na np. na Urgula z IX Studio?

Zvish zajebiście kręci gałami (ha, ha…). Mieszka blisko, co jest również bardzo komfortowe, nie jesteśmy skazani na kontakt wyłącznie przez internet. Do tego koleś świetnie kuma klimat. Teraz, po wstępnych miksach, jesteśmy przekonani, że nasz wybór był słuszny. Efekty już niebawem!PV Główny

Ile utworów złoży się na to demo/ep? Czy w nagraniach usłyszymy jakiś gości?

Na ep-kę złożą się 4 utwory. Gości brak, chcemy, żeby na razie ludzie usłyszeli, co sami mamy do zaoferowania.

Co według Ciebie będzie największym atutem tego demo/ep?

Hmmm… to ciężki temat. Ta ep-ka będzie trochę eksperymentalna. Wiemy, że materiał, który stworzyliśmy świetnie przyjmuje się na koncertach. Jesteśmy ciekawi jak ludzie będą go odbierać gdy dostaną krążek do ręki. Największy atut? Breakdowny które kopią dupy!

Kiedy ostatni raz widziałem Was na żywo, odniosłem wrażenie, że deathcore jest dla Was tylko punktem wyjścia. Nie ciągnie Was aby porzucić ten wciąż modny gatunek na rzecz normalnego death metalu?

Strasznie mieszamy. Sami chyba do końca nie wiemy w jaką stronę to pójdzie. Mimo wszystko staramy się nie zamykać w jakichś ramach – nie gramy typowego, szablonowego 21deathcore’a. Próbujemy wnieść coś swojego do tego gatunku, mimo, że praktycznie wszystko zostało już powiedziane i zagrane. Death metal? Może kiedyś…

Nadchodzący materiał oznacza dla Was nowy start. Teraz, kiedy już będziecie mieli „czym się pochwalić”, Psychotic Violence jako zespół już okrzepnięty na scenie powinien utorować sobie drogę do coraz lepszych koncertów. Jakie macie plany na zbliżające się miesiące?

W kwietniu i na początku maja gramy kilka koncertów z Drown My Day. Na maj zaplanowaliśmy również premierę ep. Jeśli chodzi o dalsze plany to koncerty, koncerty i jeszcze raz koncerty. Chcemy zrobić trasę po Polsce, która będzie promowała nasze wydawnictwo. W planach mamy również nagranie teledysku. Do tego wszystkiego chcemy przysiąść nad nowym materiałem. Najbliższe miesiące zapowiadają się więc pracowicie.

Rozmawiał Grzegorz „Chain” Pindor

Zdjęcia: archiwum zespołu