ORGANOLEPTIC TRIO – rozszarpać jazz…

Olsztyński Organoleptic Trio to zespół, który w swoich założeniach jak zwykle wyprzedza rozwój wypadków, grając muzykę, która zostanie zrozumiana zapewne za kilka dobrych lat. Podobnie było z Kobongiem, którego pałker, Wojtek Szymański, jest podporą OT i za pośrednictwem elektronicznej zabawki komputerem zwanej odpowiedział na kilka niemądrych pytań. Cóż, nic tak nie wyjaśni sprawy, jak przebrnięcie przez niełatwą, ale za to niesamowicie inspirującą, debiutancką płytę Organoleptic Trio…

Jak doszło do sformowania tej formacji – krótko o kulisach powstania OT?

Zespół powstał przez zaproszenie mnie do wspólnej improwizacji ze strony Krystiana i Sebastiana, którzy już od jakiegoś czasu spotykali się w duecie i nasze drogi splatały się bo mieliśmy próby w tej samej sali.

Czy od początku było założenie, że idziecie w stronę jazzu, czy tez to raczej spontaniczna akcja, tym bardziej, że wywodzicie się raczej z nie – jazzowych środowisk…

Czy to jest jazz czy nie i z jakich pochodzimy środowisk nie obchodziło i nie obchodzi nas zupełnie, miło nam się leci więc spotykamy się co jakiś czas żeby polatać.

Czy podstawą OT, tak w wersji studyjnej jak i koncertowej, jest improwizacja, czy też pojawiają się tu formy bardziej zorganizowane/powtarzalne?

Od początku było jasne, że będziemy improwizować i to miało być free – z czasem jednak pojawiły się tematy od których wychodzimy ale postanowiliśmy nie siedzieć nad nimi zbyt długo i w miarę szybko zarejestrować materiał żeby nie stracił na spontaniczności.

Jak przyjmowany jest wasz zespół – pytam o to, bo mam pewne obawy, że dla jazzowego środowiska będziecie zbyt „twardzi”, rockowi niemal, zaś dla miłośników bardziej tradycyjnej muzyki, staniecie się zbyt wysublimowani i niezrozumiali…

Zespół przyjmowany jest raz lepiej raz gorzej – jak np: we Wrocławiu gdzie dla kogoś tak bardzo rozszarpaliśmy jazz, że przestał go przypominać a dla kogoś innego byliśmy niezrozumiali, nieczytelni i wyszło na to, że się popisywaliśmy – przy czym ten ktoś zastrzegł sobie, że się nie zna – hmmm! Były też fajnie przyjęte koncerty i pełne zrozumienie, no może prawie pełne.

Zastanawiam się, czy zamierzacie oprzeć się tylko na własnych pomysłach, czy też może „porwiecie” się na interpretację jakichś klasyków jazzu? A może coś w stylu „jazzowe interpretacje utworów Kobong”??

O interpretacji jazzowych kawałków raczej nie myślimy choć Sebastian czasem na próbie coś znanego wplata ale o Kobongu nie ma mowy – nie, nie to inna bajka.

W recenzji użyłem w stosunku do Waszej płyty sformułowania „gdyby Tomasz Stańko chciał grać rocka, to wyszłoby właśnie OT”. Zgadzacie się, czy to raczej z waszego punktu widzenia bzdura? Jak wyglądają plany na najbliższą przyszłość?

Jeśli chodzi o pana Tomasza Stańko to na pewno zagrał by inaczej, a co do planów – cóż czekamy na powrót gitarzysty do kraju i wtedy zobaczymy.

Spisał Arek Lerch

Foto: Iva Altmajer, grafika: Wojtek Szymański