MINORITY – wykrzyczeć to, co męczy…

Kolejny zespół reprezentujący coś, co można nazwać „czystym hardcore”. W dodatku ze Śląska, zagłębia hałaśliwego grania. Mają w sobie coś te formacje z krainy kopalń, że nie sposób przejść obok nich obojętnie. Jasne, Minority raczej nie ma szans na tytuł zespołu wszechczasów, jednak ich przekonanie o pewnej misji, o znaczeniu hardcore’a w życiu, jest tak silne, że łatwo im uwierzyć. Tym bardziej, że najnowsza płyta „Stand Strong” to przykład bardzo solidnego podejścia do tematu. Jeśli lubicie mocny, zaangażowany i dobrze zagrany hardcore, bez dodatków, wywiad, który przeprowadziłem z wokalistą zespołu, Kubą, jest właśnie dla Was… 

 

Kilka słów na temat wydarzeń, jakie miały miejsce między wydaniem poprzedniej płyty a „Stand Strong”. Co zrobiliście, gdzie byliście i jakie wrażenia z ostatnich dwóch lat zespołowej działalności?

Wiesz co, zaraz po wydaniu „Rise Up” zagraliśmy kilka koncertów u nas w Polsce, tak jak każdy zespół w tym kraju. Z tego co pamiętam, udało się zrobić dwie krótkie trasy razem z MinorityCastetem, w tym jedna po Niemczech. Do tego jeden niezapomniany wypad do Wiednia. W międzyczasie oczywiście pracowaliśmy nad „Stand Strong”. Myślę, że byłaby szybciej nagrana, ale po drodze mieliśmy chyba dwie zmiany sali prób. Do tego wiele w naszym życiu prywatnym się działo. Bolowi, który tworzył z nami jeszcze materiał na nową płytę urodziło się dziecko. Jeden z nas się ożenił. Ja kończyłem studia i miałem po drodze jeszcze wypadek, który wyciął mi kilka miesięcy z życia. W sumie tak naprawdę rok 2011 był dla nas kiepski, bo przez te wszystkie rzeczy stanęliśmy trochę. Już 2012 był bardziej przychylny i miejmy nadzieję, ten będzie jeszcze lepszy. Staramy się to pchać do przodu, dogadujemy się lepiej i chcemy mieć jak najwięcej satysfakcji z tego, co robimy. Tak szczerze, to nawet nie zauważyłem jaki czas dzieli te dwie płyty.

Napisałem w recenzji, że nowa płyta to taka Wasza matura. Czujecie, że udało się stworzyć materiał będący dla Was deklaracją dojrzałości?

Nie wiem jak chłopaki, ale ja się tak czuję. Trafiłeś w samo sedno tym stwierdzeniem. Bardzo chciałem, żeby teksty na tej płycie były jak najbardziej mi bliskie i opisywały bardziej mnie niż te z poprzedniej płyty. Tam było więcej scenowych i tym podobnych kawałków, tu już jestem ja. Z tego powodu chyba też nie ma żadnych gości na płycie. Uważam też, że udało nam się zrobić bardziej przemyśle kawałki niż na „Rise Up”. Jesteśmy starsi, więcej widzieliśmy i cieszę się, że to słychać. Zobaczymy, jak wyjdzie nam następny materiał, ale mam nadzieję, że będzie to już obrona dyplomu magisterskiego. Uważam też, że Stone Heart nagrali najbardziej dojrzały materiał do tej pory.

Pamiętaj, ze magisterium oznacza już poszukiwanie siebie. A tak poważnie – co jest takiego pociągającego w klasycznej formie hardcore’a? Nie korciło Was, żeby unowocześnić formę?

Kuba w akcji

Kuba w akcji

Jak na nas ta, forma już jest mega nowoczesna ha, ha… Tak na poważenie, nie wiem jakby to miało wyglądać – mielibyśmy dorzucić elektronikę? Czy więcej rapu? Pamiętaj, nic na siłę. Nigdy nad tym nie myśleliśmy i ja się cieszę, że właśnie tak to wychodzi. Tak gramy bo czujemy się w tym najlepiej i pewnie następny materiał też będzie „klasyczny”. Minority chyba właśnie takie zostanie. Dla mnie jest to akurat ogromny komplement, że ktoś słyszy w tym tradycyjne granie. Komentarze w rodzaju „typowe” i „nic nowego” nie są dla mnie niczym obraźliwym, tylko łechcą moje ego.

Ale jednak nagrywanie płyty, swego rodzaju ekshibicjonizm artystyczny, zakłada tworzenie dzieła, mającego oddziaływać na innych. Czegoś, co ma się wyróżnić, dotrzeć do odbiorcy. Co zatem wyróżnia waszą ofertę na tle krajowej sceny h/c?

Niech nas wyróżnia ta klasyczność i szczere podejście do tematu. To, że jesteśmy tu już kilka ładnych lat i pewnie jeszcze będziemy jakiś czas. Mimo przemijających trendów, my jakoś nie łapiemy haczyka. Niech płyta będzie tradycyjna, ale solidna i przemyślana. Kiedy słucham jakiejś nowej kapeli, nie szukam w niej czegoś oryginalnego, tylko czy łapie mnie to, jak chłopaki czy dziewczyny „ogarniają” temat. Niech to będzie setna kapela w stylu Cro-Mags’ów czy posi, ale mnie to nie interesuje. Mam nadzieję, że tą szczerość słychać w naszej muzyce. Na pewno czuć to na koncertach. Dużo ludzi przekonuje się do nas, kiedy zobaczą nas na żywo i widzą, że nie jesteśmy burakami, tylko chłopakami, którzy naprawdę jarają się tym, co robią.

A czy ta robota niesie jakieś przesłanie, którym chcecie kogoś zmienić? Jeśli ktoś zadałby pytanie, o co Wam chodzi, jaka byłaby odpowiedź?

Raczej nie chcemy nikogo zmieniać, może bardziej ostrzec lub zwrócić uwagę na jakieś tam sprawy. Nie mogę odpowiadać za cały zespół, ale jeśli ktoś zapytałby, o co mi chodzi to bym mu powiedział, że o dobrą imprezę… nie, żartuję. Powiedziałbym mu, że chcę wykrzyczeć to, co mnie męczy każdego dnia, kiedy muszę wstać do pracy i przeżyć kolejny dzień. To, że nie potrafię żyć w społeczeństwie w tym kraju i chciałbym, żeby w końcu się zmieniło. Chciałbym otwarcie mówić, że jestem niewierzący, nie jem mięsa, nie chcę samochodu za milion złotych i w sumie pierdoli mnie, czy nasza reprezentacja wygra jakiś mecz czy nie. Chciałbym, żeby ludzie zrozumieli, jak wiele rzeczy jest zbędnych do życia i jak bardzo dużo energii marnujemy na bzdury choć moglibyśmy zrobić coś pożytecznego lub pomóc komuś, kto tego potrzebuje… Nie wiem, czy odpowiedziałem na pytanie właściwie. Niech będzie, że chodzi mi choć odrobinę o zmianę myślenia i postrzegania rzeczywistości przez niektórych.

HC to, jak wiadomo, braterka. Z jakimi załogami z kraju i nie tylko łączy Was najsilniejsza więź? Czy uważasz, że nadal panuje wśród lokalnych załóg jednak swego rodzaju forma rywalizacji?

Jesteśmy chłopakami ze Śląska i jednak największe więzi mamy u siebie. Od jakiegoś czasu zaczęliśmy trzymać się razem bardziej niż miało to miejsce wcześniej. Najbliżej nam do Bright Light, Stone Heart, Pavlache, Nice Shoes (chłopaki mają nowy projekt już pod inną nazwą, mam nadzieję, że wyrwie z butów), „emowcy” Sight To Behold dla mnie są wporzo. Najbliżej byliśmy z Castetem dlatego, że skład mocno się pokrywał. Teraz będzie to chyba Good Lookin’ Out, bo grają tam trzy osoby z Minority. Brakuje mi jednak imprez wspólnych z crustowcami i punkami, bo taki podział się u nas, niestety, zrobił. Spotykamy się razem, więc to tylko taka muzyczna segregacja. Mordynga to kapela, która mnie zniszczyła – dobrze ogarnięte, ciężkie granie. Niech będzie, że Silesie Attack trzyma się raczej razem. Ja tam nie potrzebuję konkurencji i cieszę się za każdym razem, kiedy zespoły z naszego podwórka nagrywają płyty i grają koncerty. W tym przypadku mówię tylko za siebie, nie wiem jakie inni mają do tego podejście. Ja rywalizacji nie czuję. Strasznie jaram się większością nowych, krajowych kapel, np. Work For It. Ci kolesie grają dla mnie tak dobrze, że jestem obsrany. Nie wiem, do kogo nam najbliżej, ja tam czuję z każdą ekipą zajebistą wieź. Niech będzie „pozdro” z tego miejsca dla załogi z Poznania…

Kilka słów na temat sesji – gdzie, z kim i jak się nagrywało? Ostatnio w „Chaosie” czytałem, jak powinna wyglądać sesja nagraniowa punkowej kapeli – czy w Waszym przypadku jest jakiś model pracy? Żywioł czy raczej metodyka??

U nas nagrywka wygląda tak – bębniarz nagrywa gary w zaprzyjaźnionym studiu. Dostajemy tracki perkusji, a resztę nagrywamy sami u siebie na kanciapie. Leci gitara i bas, później ja sobie przyjeżdżam i nagrywam wokale, a potem chórki. Życzę każdemu zespołowi takiej formy nagrywania płyty, bo jest niewyobrażalnie wygodna. Nasz gitarzysta przy nagrywaniu muzycznego żartu złapał bakcyla i robi to wszystko sam. Przy takiej formie pewnie zostaniemy. Nazwijmy to żywiołem. Nie doszedłem jeszcze do tego numeru Chaosu, wydaje mi się jednak, że nie ma czegoś takiego jak wzorowa sesja nagraniowa kapeli punkowej. Każdy to robi, jak chce; przecież to punk rock i nie ma reguł!

Jak układa się współpraca ze Spookiem? To idealny wydawca? Czy dzisiaj, w dobie Internetu instytucja wydawcy ma jeszcze znaczenie?

KoncertZe Spookiem jest spoko, to miły typ, więc nie ma problemów. Idealny jednak nie jest, bo nie ogarnia tour busa z PS3 i tras po Azji, ale nie wymagamy tego od niego, he, he. Dla mnie nawet w dobie Internetu wydawanie płyt ma szalenie duże znaczenie, kupuję ich trochę i myślę, że takich jak ja jest jednak wielu. Na pewno sprzedaje się tego mniej niż kiedyś, ale myślę, że jak są ludzie, którzy chcą ładować kasę w wydanie czegoś, to nie jest jeszcze najgorzej. Byłbym strasznie smutny, gdyby zabrakło fizycznych nośników.

Zostaną tylko winyle i mp3, zaręczam. Choć sam jestem maniakiem cd’s… A jak zamierzacie promować swoją płytę? Co przygotowujące?

Ja tam wolę winyle, CD kupuję kiedy czegoś nie ma na winylu, a bardzo chce mieć np. Sailor’s Grave, którym strasznie się zajarałem. Spoko, że jest ktoś kto lubi CD – trzymam za nie kciuki. Płyta już leży trochę, ale myślę, że trzeba trochę promować. Na pewno dodatkowym kopem będzie obiecany winylowy split ze Stone Heart, myślę, że będzie to lada moment. Może dorzucimy coś extra od siebie? Nie jestem mistrzem marketingu, ale wydaje mi się, że najlepsze promo robią koncerty w związku z czym już na 100% jedziemy na dwie weekendówki w tej wiosny razem z Bright Light i Good Lookin’ Out. Miasta jakie odwiedzimy to Toruń, 3M, Poznań podczas jednej, oraz Rzeszów, Lublin i może Radom. To nic wielkiego, ale zawsze takie wypady cieszą. Może uda nam się pojechać gdzieś dalej, ale o tym na razie cicho. Poza tym dobrą promocją jest jednak Internet czyli Facebook itp. Zajebiście jara to, jak ktoś z Japonii czy Meksyku słucha, a Internet to jednak najłatwiejszy sposób dotarcia tak daleko. Zadałeś dobre pytanie – muszę pomyśleć jeszcze nad formą promocji…

Rozmawiał Arek Lerch