MATYS – Po prostu czad!

Polska drum’n’bassem nie stoi, ale dzięki młodym producentom, takim jak bohater poniższego wywiadu, wszystko jest na dobrej drodze aby ten stan rzeczy odmienić. Przy okazji premiery pierwszego wydawnictwa Matysa rozmawialiśmy o tym skąd i dlaczego ten cały ambaras, a przy okazji poruszyliśmy kwestię bratania metalowców i fanów elektroniki.

Jesteś tuż po premierze swojej pierwszej ep-ki i muszę zacząć trochę infantylnie: jakie to uczucie? Nigdy niczego nie wydałem, tym bardziej na fizycznym nośniku, a „Child of Contempt” to efekt dość żmudnej pracy w domowym zaciszu. Długo milczałeś.

To niesamowite uczucie, którego życzę każdemu. To tak jakbyś katował sztuczkę na skateparku przez 1,5 roku i ona w końcu siadła. Ale mimo wszystko myślę, że dotrze to do mnie w 100% dopiero jak zagram na żywo.

Nie będę ukrywał, że znamy się nie tylko na stopie czysto muzycznej, co prywatnej, stąd pytanie – czy okres istnienia Bad4You (poprzedni projekt Matysa – przyp.red) należy traktować jako wprowadzenie do tego, co robisz dzisiaj? Zaczynaliście w czasie, kiedy na parkietach królował dubstep, a do głosu dochodził trap i grime. Pójście w drum’n’bass i neuro to z jednej strony naturalny rozwój i chęć poszukiwań kolejnych agresywnych brzmień, a z drugiej spora niespodzianka. Co najbardziej urzekło cię w tej muzyce, że postanowiłeś spróbować sił właśnie na tym polu?

Zdecydowanie tamten okres traktuję jako wprowadzenie do tego co dzisiaj robię. Faktycznie, graliśmy sporo dubstepu, ale nie przypominam sobie żebyśmy grali set bez dnb. Słynęliśmy z grania różnych gatunków. Ja osobiście nie klasyfikowałem muzyki na gatunki, raczej ją dzieliłem na tempa i style. Do dzisiaj mam takie podejście. Już w tedy miałem plan na łączenie gitar z muzyką basową. Pod koniec mieliśmy przygotowanych parę kawałków w tej stylistyce, ale, niestety, nie ujrzały one światła dziennego. Nie chciałbym żeby ludzie kojarzyli mnie tylko z drum and bass’em. Wydaje mi się, że różnorodność gatunków na tej ep-ce mówi sama za siebie.

Premierze ep-ki towarzyszy spójny i przemyślany marketing, a sam starasz się śledzić scenę, choćby poprzez udział w licznych konferencjach czy wreszcie – udzielając się w mediach. Matys stał się platformą do urzeczywistnienia pomysłów i marzeń, ale czy aby na pewno ciągle będzie trzymał się agresywnej stylistyki? Czy właśnie tak ma być – produkcje pod tym szyldem mają jednoczyć ludzi z zarówno metalowego jak i elektronicznego środowiska?

Największym osiągnięciem dla mnie, jest usłyszeć komplement na temat mojej twórczości od kogoś, kto nie słucha d’n’b. To dla mnie znak, że jestem na dobrej drodze, w budowaniu pomostu pomiędzy różnymi środowiskami muzycznymi. Wydaje mi się, że mój przyszły live set z gitarą, perkusją i wokalem będzie najlepszym sposobem do dotarcia do ludzi z poza kręgu muzyki klubowej.

Po prostu czad!

Po prostu czad!

Słusznie wskazujesz, na możliwość występowania z tym materiałem w formie live, aczkolwiek nadchodzące imprezy z twoim udziałem, to dj sety. Czego wymagasz od siebie w przypadku oby rodzajów występów?

Chciałbym żeby ludzie pamiętali występ i chcieli przychodzić na następne. W przypadku dj setów, postaram się je wzbogacać o „żywy” pierwiastek. Pracuję obecnie nad swoim wokalem, także prawdopodobnie pokrzyczę trochę do ludzi podczas grania. Ponadto mam ADHD kiedy gram i staram się przelać tą energię bezpośrednio na parkiet. Kiedy ledwo chodzę po występie, to dla mnie sygnał, że set był udany.

Materiał cechuje duża różnorodność. W swojej recenzji zaznaczam, że w przyszłości chciałbym abyś bardziej przyłożył się do wolniejszych rytmów. Zadbał o atmosferę. Póki co stawiasz na żywioł. To konsekwencja drzemiącej frustracji czy zwyczajnie lubisz jak utwory cechują się dużym ładunkiem energetycznym?

Jeżeli pisałbym album, to na 10 utworów zrobiłbym jeden, może dwa takie, które poruszają u słuchacza głęboko ukrytą strunę. Po za tym, w mojej muzyce chodzi mi o to żeby dać czadu. Po prostu.

Twój ulubiony numer z ep-ki? Mój, ze względu na mocno odstające od reszty tempo, to „Zulu War Chant”.

Power, dlatego że był pisany jako ostatni i był dla mnie kawałkiem przełomowym jeśli chodzi o progres w produkcji.

Zadam trochę kontrowersyjne pytanie, ale ma ono wspólnego z rzeczywistością. Nie każdy dj może być producentem i nie każdy producent djem. Zgadasz się z tym? Jak odniósłbyś to do swojej osoby?

Ciężkie pytanie… Wydaje mi się, że każdy producent może być dj’em grając na poziomie „podstawowym”. W drugą stronę jest już trochę ciężej. Natomiast bardzo doceniam dj’ którzy są skupieni na zgłębianiu skill’ów. Wszystko jest kwestią praktyki.

Co sprawia Ci największą trudność w produkcji? Wyjście poza ramy gatunku, braki w wiedzy z zakresu teorii muzyki?

Sound design. Muszę się do tego zmuszać niekiedy, a jest to absolutna podstawa. Zdecydowanie jestem bardziej songwriter’em niż soundesigner’em. Byłem zmuszony wyrobić sobie workflow. Najpierw siadam do tworzenia dźwięków i po paru dniach, kiedy już mam wymyślone riffy w głowie, siadam i sklejam to w całość. Tak powstał „Power”. Był przełomowym kawałkiem jeśli chodzi o progres i workflow. Pisało mi się go znacznie przyjemniej, niż resztę kawałków.

„Power” to również najdłuższy kawałek i chyba najbardziej, jak to się mówi, „multilayered”. Nie kusiło Cię, żeby ten numer wydać osobno? Może nawet dać komuś do zremiksowania?

Od początku plan był taki żeby wydać self release, bo byłem świadomy, że różnorodność gatunkowa nie będzie dobrze przyjmowana przez wytwórnie. W lipcu zeszłego roku prezentowałem „Power” na konferencji w Pradze i okazało się to być wielkim sukcesem. Powymieniałem kontakty i mam w planie wydać zremiksowaną ep-kę z drum and bass’owymi editami. Już jestem dogadany z paroma producentami.M

A skąd ten metal? O ile w Bad4You zahaczaliście o ten nurt, na ep-ka pojawia się go dość sporo. Jest ciężko, ale póki co, te riffy nie nadają flow kompozycji, a raczej ją uzupełniają.

Taki dokładnie był mój zamysł. Cieszę się, że jest to tak odbierane. To jest muzyka klubowa, gitary ją jedynie uzupełniają. Ciężko mi mówić, że to co dodaję, to metal. Po prostu piszę riffy gitarowe i potem ustawiam brzmienie na wtyczkach. Wyszło to, co wyszło. Gitara to świetny instrument. Nadaje żywy, dziki charakter. Uwielbiam to brzmienie. W połączeniu z mocarnym basem i żywiołowymi garami to styl, który cenię sobie najbardziej.

Nadchodzące tygodnie to czas imprez, w których weźmiesz udział. Między innymi pojawisz się na eventach związanych z Chase and Status czy Prodigy, których wkład w muzykę basową jest nieoceniony. Gdzie jeszcze będzie można Cię usłyszeć? Nie miałbyś oporów zagrać imprezy z metalowymi kapelami?

16.04 i 27.05 to wspomniane przez Ciebie Łódź i Racibórz. Następne w kolejce są: 13 maja Katowice INQ i 1 lipca DNB Lake Fest nad jeziorem Przykona (niedaleko Łodzi). Prawdopodobnie w ciągu tego miesiąca ogłoszę następne daty imprez. Obecnie czekam na potwierdzenia promotorów. Zapowiada się więcej miast w Polsce, oraz wyjazdy za granicę m.in. do Czech i Niemiec. Jeśli chodzi o granie imprezy z metalowymi kapelami; nie miałbym oporów, ale zależałoby mi zagrać z bębnami i gitarą. Zdaję sobie sprawę, że fani ostrego grania to dość wymagająca publika i na pewno chciałbym się zaprezentować przed nimi jak najlepiej.

Rozmawiał Grzegorz Pindor

Zdjęcia: archiwum wykonawcy