MASTABAH – nie idę na kompromisy…

Jeśli, Drogi Czytelniku, śledzisz to, co dzieje się w naszym rodzimym undergroundzie, z pewnością natknąłeś się na informację, że death metalowy Mastabah pracuje nad nowym albumem. Jeśli poświęcasz podziemiu trochę więcej uwagi, istnieje duża szansa, że słyszałeś już opublikowany w sieci premierowy „Shackles of the Past”. Jak się okazuje, płyta (a imię jej „I Hate You”) jest już gotowa i w oczekiwaniu na ten bardzo ciekawie zapowiadający się materiał postanowiłem zasięgnąć informacji u źródła – na moje pytania odpowiadał Goro.

 

 

Witaj Goro! Nowy materiał Mastabah jest już gotowy? „Shackles of the Past” numer, który udostępniliście na swoim profilu YouTube to finalna wersja utworu, który znajdzie się na „I Hate You”?

Goro

Goro

Witaj! Ten numer jest wersją ostateczną, co nie znaczy, że to jak brzmi na Youtube, czy Myspace jest tym co usłyszycie na krążku. Normalną rzeczą jest, że kompresja stosowana na tych portalach załamuje nieco faktyczny „obraz” dźwięku. Całość jednak będzie brzmiała w podobnym duchu, a więc stawiamy na dość mroczny, zatęchły klimat. Myślę, że dźwięki na „I Hate You” oraz okładka płyty wraz z nadchodzącą sesją zdjęciową będą dobrze ze sobą współgrać i tworzyć przekaz albumu zarówno dźwiękowy, jak i wizualny oraz emocjonalny.

Wspomniany numer to cholernie chaotyczny, brutalny i dziki death metal naprawdę wysokiej próby. Numer ten jest wyznacznikiem całej płyty czy może będziemy zaskoczeni tym, co znajdzie się na pełnym albumie? Gdybyś miał w krótkich słowach porównać nowy lp do debiutanckiej płyty to…

Mam nadzieję, że cała płyta będzie zaskakiwać z minuty na minutę, liczę, że w pozytywnym tego słowa znaczeniu (śmiech). Jest tu po prostu uknuty pewien „misterny plan” i póki co wydaje mi się, że zmierza we właściwym kierunku. Nie wyobrażam sobie tej płyty inaczej zaaranżowanej. Zobaczymy, jaki będzie odbiór po jej wydaniu. Co tu dużo mówić, albo ludzie zrozumieją o co w tym wszystkim chodzi, albo nie;  jedno mogę podpowiedzieć – wskazane jest nie słuchać tej płyty po łebkach, skacząc suwakiem co 5-10 sekund, albo zaczynać np. od środka. To trochę tak jakbyśmy zamiast całej książki przeczytali jej streszczenie, albo pominęli w niej kilka rozdziałów, a później próbowali się domyślać co główny bohater robił w ominiętych przez nas rozdziałach. Staraliśmy się, aby poszczególne numery łączyły się w pewną całość. Wydaje mi się, że ludzie spodziewający się zwykłego prania po mordzie mogą być nieco zaskoczeni, stety/niestety, trzeba będzie się nieco wsłuchać w to wszystko, może nawet odpuścić inne czynności, posadzić dupę w fotelu i skoncentrować się tylko i wyłącznie na dźwiękach dobiegających z głośników. „Shackles Of The Past” to absolutny początek tego co ma nastąpić. Numery są bardzo różnorodne, ale na pewno znajdziemy w nich ciężar, dużo tzw. schizy, mroku, ale także nie obejdzie się bez ekstremalnych blastów itd…

Z tego co wiem, szukacie wydawcy, który wsparłby Mastabah w dziele szerzenia death metalowej zarazy, w związku z tym zasadne wydaje się być pytanie, kiedy spodziewać się możemy gotowej płyty na sklepowych półkach? Czy jest też opcja (z której korzysta coraz więcej kapel), że wydaniem materiału zajmiecie się sami?

Na chwilę obecną jeszcze ciężko mi cokolwiek powiedzieć w tym temacie. Prawdę powiedziawszy, mamy jeszcze trochę innych spraw na głowie i nie zaczęliśmy poszukiwań wydawcy na sto procent. Owszem, jest kilka osób zainteresowanych przesłuchaniem całego krążka i wtedy może dojdzie do jakichś poważniejszych rozmów, ale jak już wspomniałem, potrzeba nam jeszcze trochę czasu, aby zapiąć wszystko na przysłowiowy ostatni guzik. Co do wydania płyty samemu to nigdy nie mówię nigdy, kto wie, może zaistnieje taka potrzeba, na razie się jednak nad tym nie zastanawiamy, na pewno zechcemy się podzielić tym materiałem z ludźmi, będziemy się więc starać, aby zrobić to jak najszybciej, niezależnie od opcji jaką przyjdzie nam wybrać.

 nie idę na kompromisy

nie idę na kompromisy

Materiał jeszcze nie ujrzał światła dziennego a już ogłosiliście światu, że poszukujecie perkusisty i gitarzysty. Co było powodem zmian w zespole? Czy znaleźli się już chętni  by grać „chaotic evil death metal”?

Obecnie – podobnie jak to ma miejsce z wydawcą – postanowiliśmy wstrzymać się z poszukiwaniami reszty składu. Uznaliśmy to póki co za mniej ważne, natomiast priorytetem jest przede wszystkim płyta i całą energię wkładamy w to, aby jak najszybciej się ukazała. Do tematu pozostałych członków zespołu wrócimy nieco później, jak będziemy czuli, że nadeszła odpowiednia chwila aby wznowić poszukiwania. Co nie znaczy, że narzekamy na totalny brak zainteresowania grą w Mastabah. Jest kilka zainteresowanych osób, ale, jak już wspomniałem, daliśmy sobie na razie na wstrzymanie w tym temacie.

Jak mniemam, materiał na „I Hate You” jest w większości (lub w całości) Twojego autorstwa? Jaka była największa inspiracja, która miała na Ciebie wpływ przy tworzeniu tego materiału?

„I Hate You” jest materiałem, który swoje korzenie ma jeszcze w naszym wspólnym tworzeniu numerów na próbach (w pełnym, starym składzie), jednak z czasem, już po stopniowym „rozpadzie” tegoż składu, nastąpiły nawet dość drastyczne zmiany, niektóre kawałki prawie całkowicie zmieniły swoje oblicze, zostało „wtłoczone” sporo mrocznej atmosfery, słowem nastąpiło wiele zmian w aranżacji, a nawet w samym wyglądzie riffów. Osobiście nazywałem to powstaniem Mastabah z martwych. Album w rezultacie nagrywały dwie osoby, czyli Belzebub – gitary, które na moją prośbę w wielu przypadkach zostały dość mocno zmodyfikowane, część pomysłów jest również autorstwa Belzebuba, jest także kilka numerów, które wymyśliliśmy całkowicie we dwoje. Kwestię basu (a także perkusji oraz wokali) załatwiłem ja i tu kładłem nacisk na to, aby odgrywał on  w większości przypadków całkowicie inną rolę niż gitary. Raczej nie jest to dość powszechne w death metalu, ponieważ zazwyczaj bas jest zintegrowany z gitarami i jego zadaniem jest jedynie zmasować brzmienie. W przypadku „I Hate You” starałem się, aby było inaczej. Bywa tak, że to właśnie bas gra tu pierwsze skrzypce, chociaż zdarza się, że na pierwszy plan wysunie się czasami perkusja, innym razem sam hi-hat, albo wokal lub jakieś inne elementy itd. Co do ostatecznego wyglądu numerów, to prawdę powiedziawszy, nie ukrywam, że mam tu najwięcej do powiedzenia. Owszem, uważnie słucham moich kolegów z zespołu, nie puszczam mimo uszu żadnej ich uwagi, bądź sugestii (jestem nawet bardzo na nie wyczulony) i staram się analizować dokładnie to, co od nich usłyszałem, bywa też, że ulegnę ich propozycjom i dam się przekonać do ich zrealizowania, jednak głównie staram się trzymać pewnego nakreślonego przeze mnie schematu i w wielu kwestiach jestem, niestety, nieugięty i wręcz uparty, nie idę na kompromisy… Dodać jeszcze muszę, że za kwestię solówek gitarowych na „I Hate You” jest odpowiedzialny nowy gitarzysta Mastabah, Phobos. Jeśli chodzi o inspiracje… na pewno nie zwracam uwagi na to jak grają inni, nie sugeruję się ich twórczością, tu po prostu mamy do czynienia z Mastabah i ostatnią rzeczą jaką bym chciał osiągnąć to zabrzmieć czy zagrać podobnie jak ktoś inny. Wszelkie ewentualne podobieństwa są czysto przypadkowe (śmiech). Powiem tak: uważam, że samo życie potrafi być wystarczająco inspirujące, ono podsunęło mi wiele pomysłów, sporo rad udzieliła mi też życia siostrzyczka, czyli śmierć…

Jako, że ledwie chwilę temu skończył się nam tak zwany stary rok, to poproszę Cię o krótkie podsumowanie 2012 na niwie death metalu. Które albumy najdłużej gościły w Twoim odtwarzaczu, a które z płyt polecałbyś omijać szerokim łukiem?

Najczęściej z głośników leciał Mastabah (śmiech). Rok 2012 był dla mnie bardzo wyczerpujący i prace wokół płyty „I Hate You” wypełniały każdą chwilę mojego wolnego czasu. Nie miałem za bardzo komfortu na zgłębianie innych wydawnictw, chociaż skłamałbym gdybym powiedział, że nie słuchałem niczego prócz Mastabah. Bywało, że „resetowałem” sobie słuch najnowszymi dokonaniami Cattle Decapitation, Cannibal Corpse, Decapitated, czy Behemoth… Polecam omijać szerokim łukiem płyty, których nie czujecie… Szkoda na nie czasu…

Rozmawiał Wiesław Czajkowski