MARKSMAN – ziarno niepewności

Nowy rok witamy krótką konkluzją – hardcore w Polsce nigdy nie miał się lepiej. Takiej ilości płyt, odłamów i pomysłów, wypływających z tego podziemnego rogu obfitości dawno nie doświadczyliśmy. Nie ma znaczenia, czy lubisz nowojorski hc, downbeat, hardcore flirtujący z grindem, black metalem czy death, a może klasyczny hc/punk z dawnych lat, zawsze znajdziesz coś dla siebie. Jasne, jakość zespołów i ich wypocin bywa różna, czasami faktycznie podziemna a czasami rzeczywiście budząca szacunek. Ważne, że urodzaj trwa. Już wkrótce ów worek powiększy się o kolejne dzieło – płytę Awaken zespołu Marksman. Grupa działa sobie od jakiegoś czasu, ich druga demówka z 2012 roku „Courage Steps” wzbudziła apetyt, który niedługo zostanie zaspokojony. W/g opinii mojego rozmówcy, perkusisty Przemka Głowackiego, zespół, po pewnych zawirowaniach złapał równowagę i już w lutym/marcu zwolennicy czarnych placków, będą mogli rozglądać się za fizyczną wersją płyty, aktualnie gotowej do obadania na zespołowym bandcampie.

Na początek kilka słów na temat historii i zawirowań w zespole. Czy teraz można powiedzieć, że Marksman wyboje ma już za sobą?

Pomysł na Marksman pochodzi od Łukasza, naszego byłego gitarzysty. Lata temu rzucił podczas jakieś imprezy byśmy coś pograli. Temat umarł na kilka miesięcy, po czym reaktywowałem go, zapraszając Maćka na pierwszą próbę i małymi krokami zaczęliśmy robić pierwsze numery, które podsyłaliśmy Kubie. W maju zarejestrowaliśmy nasze pierwsze demo, chwilę potem zagraliśmy pierwszy koncert w gdańskim Infinium i dalej sprawy nabrały rozpędu. Tak dotarliśmy do lipca 2014, nagrywając po drodze drugie demo i pełnowymiarową płytę, wtedy nasze drogi rozeszły. Łukasz wkroczył w dorosłe życie, był w przeddzień ślubu i dziś już to rozumiem, że ciężko jest pogodzić granie w zespole, który traktował hobbystycznie, z prozą życia. Czuliśmy, że mamy różne wizje przyszłości i na tej płaszczyźnie się ścieraliśmy; rozmowy o zastępcy pojawiały się już zresztą od jakiegoś czasu; wszyscy mieliśmy świadomość, że Łukasz w pewnym momencie nie będzie w stanie zaangażować się na podobnym poziomie jak reszta, więc w szacunku doszliśmy do wniosku, że ten czas już nastąpił. Marcina znam od lat, spotykaliśmy się na gigach w Trójmieście i to była właściwie jedyna osoba, dzięki której zespół ma szansę na krok do przodu. Po pierwszej próbie wszyscy wiedzieliśmy, że ta zmiana to najlepsza rzecz jaka mogła spotkać zespół w tamtym momencie. Do idealnej równowagi brakuje nam regularnych prób, ale i to wkrótce się zmieni, ponieważ w czerwcu wracam na stałe do Trójmiasta. Marcin jest bardzo zaangażowany i głodny grania w zespole, działa na nas bardzo mobilizująco co pozwala myśleć, że jesteśmy na dobrej drodze.

Intryguje mnie stylistyka Marksman. Generalnie hardcore, ale jest tu sporo dodatkowych smaczków, post- rock, melodie… W zasadzie jak sami definiujecie, to co wychodzi Wam spod palców?

To wynika tak naprawdę z tego, że jest wiele zespołów, którymi jaramy się wszyscy, ale każdy z nas słucha czegoś innego. Myślę, że to sprawia, że Marksman brzmi tak, a nie inaczej – w tych numerach jest część każdego z nas. Nie rozmawialiśmy o tym co tak naprawdę gramy i jak się to nazywa – zostawiamy ocenie innych, którzy potrzebują definiować w jakiś sposób, ale jeśli miałbym spróbować – jest to szeroko rozumiany „modern hardcore„, chociaż nie przepadam za tym określeniem.Marksman band

Przyznam, że ostatnio krajowa scena ha pęka w szwach. Jak postrzegacie ten boom? Z czego ta – może to przesada – nadprodukcja wynika?

Hardcore/punk w Polsce nigdy nie był mocniejszy i to cieszy. Mamy mnóstwo zajebistych zespołów, które wydają świetne płyty, grają kupę koncertów w kraju i za granicą – zresztą nie tylko w Europie, ale przecież w zeszłym roku Government Flu jako pierwszy zespół w historii polskiego punk rocka zagrał z powodzeniem trasę po Stanach – słabo? Myślę, że zespół staje się przedłużeniem tego w co wierzysz i z czym się nie zgadzasz – ludzie są wkurwieni nienawiścią, która zalewa nas w internecie, wzrostem nastrojów nacjonalistycznych/faszystowskich, homofobią, rasizmem, seksizmem i chcą powiedzieć „stop – nie zgadzamy się”! Hardcore/punk to przecież nie tylko zespoły, ale również szereg innych działań, w ramach których wyrażamy swój sprzeciw wobec czasów, w jakich przyszło nam żyć.

Skoro przy ideach jesteśmy – w jaki sposób Marksman włącza się w krzewienie pozytywnych treści? Jest coś takiego jak przekaz Waszego zespołu, myśl przewodnia?

Wszystkich nas łączą poglądy antyfaszystowskie, ale nie czujemy, że musimy cokolwiek komukolwiek udowadniać – uznajemy to za oczywistość. Jest wiele zespołów, które powiedziały wszystko na ten temat i nie ma sensu mówić tego samego, ubierając w inne słowa. Kuba w tekstach skupia się raczej na czynniku ludzkim, bo zanim stajesz się kimś o określonych poglądach, jesteś człowiekiem i pchasz ten sam wózek jak każdy – chodzisz do pracy, płacisz podatki, jesz, srasz i tak dalej. Trud życia determinuje to kim jesteś, w co wierzysz i z czym się nie zgadzasz. Codziennie ktoś decyduje za nas co jest dla nas najlepsze, co powinniśmy jeść, kogo kochać i w jaki sposób funkcjonować. Każdy z nas jest wolnym człowiekiem i istotą tej wolności jest to by nie zabierać jej innym na jakiejkolwiek płaszczyźnie – czy jest to religia, orientacja seksualna, dieta czy cokolwiek innego. Codziennie okłamują nas w mediach, okłamują nas politycy, koncerny farmaceutyczne, wszędzie, a my chcemy zwrócić uwagę na to, że nie warto podążać ślepo za tłumem frustratów, którym wręczamy narzędzia do kontrolowania i indoktrynowania nas samych.

Problem w tym, że z tego Marixa nie można się uwolnić. Myślisz, że za sprawą muzyki możecie uczynić świat choć trochę lepszy?

Myślę, że możemy, a nawet jeśli czasem nie da się tego uniknąć i uciec, istnieje szereg działań, dzięki którym możemy zminimalizować jego wpływ na swoje życie. Nie czujemy się na siłach by przekonywać kogokolwiek i nauczać. Nie dajemy odpowiedzi, a sami ich poszukujemy. Zespół jest pretekstem do rozmawiania o trudnych sprawach; wiele razy miałem sytuacje, w których moi znajomi niezwiązani ze sceną hardcore pytali „o czym ten wasz wokalista w ogóle śpiewa?” i w ten sposób wywiązywała się dyskusja, w której następowała konfrontacja dwóch różnych światów i poglądów na życie. Za sukces uważam choćby zasianie ziarna niepewności – czy aby na pewno jestem kimś kto powinien narzucać swój styl życia czy poglądy innym ludziom?

Wracając do zespołu i nowej płyty – jak wyglądał proces nagrywania – wydarzyło się coś, o czym warto wspomnieć?

Przede wszystkim, trafiliśmy do studia z prawdziwego zdarzenia. Całość zarejestrowaliśmy w studio Maq Records w kwietniu ubiegłego roku. Nad całością pieczę trzymał Piotrek z Satanic Audio, który jest drugim wokalistą w znanym coraz bardziej Thaw. W dużym studio zarejestrowałem bębny, po czym przenieśliśmy się do mniejszego by tam nagrać gitary oraz część wokali. Całość dopięliśmy w gdańskim studiu Velur zaprzyjaźnionym z wspomnianym Piotrkiem. Na czas nagrywania, mixów stał się on również piątym członkiem zespołu, ponieważ dograł nam kilka partii gitar. Jego pomoc i wkład są nieocenione i miał on bardzo duży wpływ na ostateczny kształt materiału. Uważam, że nie mogliśmy trafić lepiej i płyta brzmi w 150 % zgodnie z naszymi wyobrażeniami – nie ma w niej właściwie nic co chcielibyśmy zmienić. Nie wyobrażam sobie innego miejsca do nagrania kolejnych numerów, a bardzo chcielibyśmy na wakacje już z nowym gitarzystą nagrać ep-kę właśnie z Piotrkiem.

Jednym z bardziej zaskakujących kawałków na płycie jest „Bohemian Groove” – skąd pomysł na tai depresyjno – podniosły temat, kojarzący się np z Cult of Luna?

To był nasz ulubiony numer od samego początku. Proces twórczy był taki jak przy każdym numerze – zaczęliśmy od czegoś co przyniósł Łukasz i krok po kroku złożyliśmy go w całość. Skojarzenia sludge’owe niektórych bardzo śmieszą, ale nie da się ich uniknąć chociażby przez ciężkie, wolne bębny i leniwe gitary, więc nie mam nikomu tego za złe. Nigdy nie myślimy o tym jaki ma być numer – to jest po prostu wiele chaotycznych części i trzeba ułożyć je tak by stworzyły harmonijną całość. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego numeru – myślę, że definiuje ten zespół i to jak gramy.Marksman live

Kolejny kawałek, który zwrócił moją uwagę, to „Granice”. Ciekawy, dający do myślenia tekst i dwie części – dlaczego został on tak podzielony? Jaka jest jego historia?

Pomysł numeru po polsku wyszedł ode mnie, na zasadzie „sprawdźmy co się stanie”. Powstał tak jak każdy inny, ale to Kuba zaproponował, że właśnie do tego napisze polski tekst gdy dostał wersję instrumentalną. Druga część powstała kompletnie przez przypadek i jest wynikiem żartu – zagraliśmy i strasznie nas to śmieszyło, Łukasz robił do niego jakieś groźne wokale, generalnie nieźle się poskładaliśmy (śmiech). Jako, że rejestrowaliśmy każdą próbę, odsłuchaliśmy ten numer na spokojnie z Maćkiem i stwierdziliśmy, że po wprowadzeniu pewnych modyfikacji może być całkiem ciekawie i jako, że tam są właściwie te same zabiegi rytmiczne i dźwięki – brzmi to jako rozwinięcie poprzedniego numeru, wtedy też przyszedł pomysł by zrobić z niego coś w rodzaju „przerywnika”. Historie tych numerów są naprawdę mało ekscytujące – czasem czytam w wywiadach różnych odpowiedzi typu „siedziałem na wzgórzu patrząc na rozpościerający się horyzont i z oddali doszły mnie dźwięki – to było olśnienie i ten moment„. Kurwa, nasze numery składaliśmy maksymalnie w dwie próby! Kluczowym według mnie jest tutaj pierwsze wrażenie – albo coś jest fajne lub nie i tym kryterium się posługiwaliśmy. Jeśli nie jest – ląduje w koszu, nie ma co męczyć buły i dawać sobie czasu, że może później coś wymyślimy – nie oszukujmy się – to prawie nigdy nie kończy się stworzeniem numeru. Zrobiliśmy tę płytę naprawdę bardzo szybko ufając intuicji. Mam kilka takich rozpoczętych numerów na komputerze i czasem jak je odpalam, nie zadaję sobie pytań „dlaczego nic z nim nie zrobiliśmy?”. Jesteśmy dumni z tego, że „Awaken” to płyta, która podoba się nam samym.

I na koniec chciałem się dowiedzieć, co zamierzacie zrobić z płytą – premiera w lutym/marcu i co dalej? Jest jakiś pomysł, idea, jak tak dobry materiał osadzić w świadomości słuchaczy? Promocja itp?

Płytę wydaję na spółkę z Filipem z Trującej Fali – przewidujemy 300 egzemplarzy, dwa kolory, całość w kopercie, w środku czterostronicowa wkładka z tekstami i tak dalej. Wszystkie grafiki są autorstwa naszego Marcina, który prócz narysowania okładki zajął się całym artworkiem – jestem pełen nadziei, bo jeśli wszystko pójdzie jak należy to będzie skromnie, ale bardzo efektownie – płyta ta jest naszym marzeniem więc nie chcieliśmy iść na specjalne kompromisy. Piotr przygotował nam oczywiście mastering z myślą o tym nośniku, więc wydanie będzie cieszyć nie tylko oczy. Nie mogę się doczekać aż będę mógł ją zobaczyć, dotknąć i posłuchać. Promocja? Na pewno będziemy grać więcej koncertów – już w tej chwili przez najbliższe dwa miesiące mamy ich więcej niż przez ostatnie dwa lata (śmiech) – w końcu teraz wszyscy dysponujemy możliwościami i chęciami by grać i robić to zdecydowanie częściej niż do tej pory. Nie nastawiamy się na karierę, festiwale, nachalny marketing, jesteśmy wierni etyce DIY i polegamy na tym, że tu nas ktoś zaprosi, tam sobie coś sami ogarniemy i tak od gigu do gigu. Bardzo chcielibyśmy by płyta trafiła do jak największej liczby słuchaczy, ale nie uzależniam od tego swojego życia – bierzemy to jakim jest, ze świadomością, że nic samo się za nas nie zrobi.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: ROX SHOTS GIGS/xrobakx.blogspot.com