MAMA SELITA – nie siedzimy w garażu czekając na cud

Jeśli ktoś odczuwa w tym momencie dysonans, niech wrzuci luz. Po morderczych potyczkach z grindem i death metalem, lubię się dobrze zabawić. Zamiast jednak udawać wielkiego fana dico polo i po pijaku śpiewać o majteczkach w kropeczki (co, zdarzało się wam?), zarzucam „3, 2, 1…!” warszawskiego kwartetu i czuję błogi przypływ sił witalnych. Sztuką, jaką osiągnął zespół nie jest wymyślanie na nowo prochu, ale odnalezienie się w popularnej niegdyś stylistyce, wraz z całym bagażem zupełnie współczesnych przemyśleń. Mama Selita to buzująca żywiołowość, rap podany z zajebistym bujnięciem, fajny tekst i muzyczna maszyna, nie ustępująca najlepszym zachodnim formacjom. Jeśli lubicie Rage Against The Machine czy Red Hot Chili Peppers, musicie koniecznie sprawdzić ekipę. Na moje pytania raczył był odpowiedzieć Igor Seider, wokalista zespołu, człowiek mocno przekonany do swoich racji…

 

Nie czujecie się zbyt „retro” w tym współczesnym, mocno eklektycznym świecie muzycznym?

A co masz na myślisz mówiąc „retro”? Nasza muzyka na pewno jest eklektyczna i czerpie z różnych stylów i estetyk. Staramy się łączyć to, co najbardziej nas inspiruje, ale robić to w taki sposób, jak zespoły rockowe z czasów, gdy muzyka miała więcej duszy.

Wasza płyta to produkt, z którym możecie startować bardzo wysoko – czy interesuje was sukces komercyjny, czy  – w kontekście gatunku, jakim się zajmujecie – pozostajecie zespołem niszowym, niezależnym?

Nie wiem, jaki jest kontekst gatunku jakim się zajmujemy, ale wiemy na pewno, że nasza muzyka ma niesamowity potencjał i wielką siłę. Dlatego zrobimy wszystko, żeby dotrzeć z nią do jak największej liczby odbiorców. Nie boimy się wykorzystywać mediów i innych środków, bo mamy świadomość, ze siedząc w garażu i czekając na cud nie trafisz do hall of fame.

Jak wyglądają wasze koncerty i do kogo adresujecie muzykę – czy łatwo w 2012 roku grać muzykę, która swoja świetność przeżywała w 1996?

1996 rok? Chyba żartujesz! Ja czuję, że nasz czas dopiero nadchodzi. Poza tym naszą płytę wypełniają bardzo różne klimaty. I nawiązanie do RHCP czy RATM to tylko część z nich. A koncerty to coś, co zdecydowanie najbardziej nas kręci. Cała nasza muzyka jest o emocjach i scena to miejsce, gdzie wspólnie je uwalniamy. Jest głośno, mocno i bezkompromisowo. Zapraszam, musisz to zobaczyć.

Igor – Twoje teksty i sposób nawijania mocno odstają od tzw. ulicznej łobuzerki polskiego środowiska hip-hopowego – jak jesteś w nim postrzegany? A może mamy do czynienia z totalną ignorancją ziomali?

Nigdy nie byłem bardzo blisko środowiska, więc nie wiem jak stoją w nim akcje Mama Selita i moje osobiście. Znam i szanuję wielu hiphopowych artystów, trudno natomiast wypowiadać się za całe środowisko. Artyści, których muzykę bardzo lubię, jak np. Jan Wyga zapraszają mnie na swoje płyty i jest to dla mnie mega wyróżnienie. Wiem, że mój styl nawijania nie trafia raczej do standardowego odbiorcy hip hopu w Polsce, ale to już nie jest mój problem.

Marcin Bors jest dzisiaj jednym  z najciekawszych producentów muzycznych w Polsce – jak pracowało się z taką osobowością i czy w jakiś sposób wpłynął on na waszą muzykę?

Od początku wiedzieliśmy, że w etapie postprodukcji nasza płyta musi trafić w ręce kogoś, kto spojrzy z dystansem i nada jej ostateczny szlif. Udało nam się nawiązać współpracę z Marcinem, który jak zauważyłeś jest absolutnym topem w Polsce. Jego estetyka, wrażliwość i podejście do brzmienia bardzo odcisnęły się na miksie i masternigu „3,2,1…!”. Bardzo wiele się od niego nauczyliśmy i mamy nadzieję, że nasze drogi jeszcze kiedyś się skrzyżują.

Jak planujecie zagospodarować ten rok – jakaś trasa, teledysk itp.?

Już niedługo zaatakujemy z nowym singlem, którym będzie „Mistrzyni kamuflażu”. Strasznie lubię ten numer i jestem ciekaw jak przyjmą go nasi słuchacze. Mogę zdradzić, że towarzyszyć mu będzie teledysk, który będzie naprawdę gruby i szalony. Co do planów koncertowych, to cały czas promujemy album, a jesienią ruszymy w trasę klubową. Równocześnie każdą wolną chwilę spędzamy w naszym studiu, gdzie powstają nowe numery, którymi jesteśmy na maksa zajarani. Nie możemy doczekać się, kiedy w końcu zaprezentujemy je na naszych koncertach. Stay tuned.

Na koniec – kilka słów o waszych fascynacjach muzycznych – jacy wykonawcy ukształtowali waszą osobowość zespołową?

Każdy z nasz wywodzi się z innego środowiska i na pewno inni artyści ukształtowali jego indywidualną muzyczną wrażliwość. Czymś co nasz łączy i jest selitowym wspólnym mianownikiem jest na pewno rockowa ekspresja i mocny groove, dlatego kiedy jedziemy w trasę, w naszym selitowozie zawsze można usłyszeć kawałki takich zespołów jak: Pearl Jam, Queen, RATM, Stone Sour czy RHCP,  The Roots, Beastie Boys czy Audioslave. Natomiast czymś, co leci na każdym zespołowym melanżu i sprawia, że Herbert wchodzi na bar, Grzesiek skacze backflipa  a Mikołaj wyrzuca krzesło przez okno jest piosenka „Moves like Jagger” Maroon 5.

 

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Daria Matczuk&Adam Sajda

Fota koncertowa: Tomasz Szeremeta