MALIGNANCY – mutujący rak

Długo czekałem na odpowiedzi Danny Nelsona, który, podobnie jak i wielu innych mieszkańców NY, został przez huragan Sandy odcięty pod koniec ubiegłego roku od świata. W zasadzie zapomniałem już o sprawie, jednak okazało się, że death metalowy hart ducha pokona wszelkie przeciwności i w końcu wywiad do mnie dotarł. W takim kontekście opóźnienie zostało oczywiście wybaczone… Malignancy ma na koncie trzy albumy, w tym wydany parę miesięcy temu, najlepszy chyba w karierze, krążek „Eugenics”, którym udanie łączy straszliwą brutalność z niezłym, technicznym zakrętem. Niby nic nowego, ale słucha się przyjemnie. Poniżej kilka słów na temat brutalności, techniki i kariery, jaką perkusista zespołu robi w Fear Factory… 

 

No to zaczynamy…

Witam wszystkich, jesteśmy Malignancy z Yonkers, Nowy Jork. Gramy techniczny death metal i jesteśmy razem już od dwudziestu lat…

Jaki jest w zasadzie wasz cel – hałas? Sukces? Czym jest Malignancy?

My wszyscy mamy swoje życie i kariery poza Malignancy. Może właśnie dlatego nie mamy jakichś strasznych ciśnień. Stworzyłem ten zespół razem z przyjaciółmi z liceum. Wspólnie ożywiliśmy bestię, która do dzisiaj jest nie do zatrzymania. Przede wszystkim chodzi o zabawę i na razie wcale mi się to nie znudziło. Dopóki czuję, że jest radość i przynosi mi ona tzw. oddech, nie chcę tego kończyć. Wolę podróżować i przede wszystkim poznawać ludzi z całego świata.

No, akurat dzisiaj, w dobie globalnej wioski to żaden problem, nawet bez zespołu… Z drugiej strony Internet i ponad-kontynentalne powiązania to rodzice kryzysu światowego…

Świat jest teraz całkowicie spętany i czasami są to pęta samobójcze. Miejmy nadzieję, że to wszystko zostanie kiedyś rozwiązane, chociaż globalizacja czy Internet akurat pozytywnie wpłynęły na scenę metalową. Zobacz, jaka jest więź między zespołami z całego świata. Myślę, że problemem reszty ludzi jest fakt, że nie potrafią wykorzystać w tak konstruktywny sposób idei globalnej wioski. Brakuje im wspólnego celu, wątpliwe, że kiedyś nastąpi na tym polu zmiana…

mutujący rak

mutujący rak

Słuchając Waszej muzyki, nawet jeśli doceniam ciężkie, gore’owe riffy, i tak słyszę, że ważniejszy jest chyba techniczny aspekt. Czy to nie przesądza o waszym statusie na scenie?

Jesteśmy technicznym zespołem. Jednak, w przeciwieństwie do wielu innych grup, potrafimy stroić się odpowiednio nisko, dbając o cholerny ciężar kompozycji. Nie zapominamy, że riff i brutalny aspekt tej muzyki jest najważniejszy. Kiedyś byliśmy tylko brutalnym zespołem. Technika przyszła z czasem.

Intryguje mnie Wasza nazwa – co dla was znaczy „złośliwy” jako, że odnosi się to głównie do choroby nowotworowej? O co chodzi?

Myślisz, że nasza nazwa może drażnić? Może faktycznie jest lekko niepokojąca i w ten sposób odbiera ja jakieś grono osób. Kiedy wyszła sprawa tej nazwy w 92 roku, po prostu myślałem, że dobrze brzmi i jest dobra dla metalowego zespołu. Mam sygnały od fanów metalu, którzy przeżyli nowotwory złośliwe i oni nie traktują naszej nazwy jako prowokacji czy coś w tym stylu. Nasze brzmienie zresztą jest jak rak – cały czas mutuje.

Muzyka na nowym albumie stoi w połowie drogi między brutalnym atakiem Dying Fetus a technicznymi zawijasami Death czy Obscurity. Zgadzasz się z taką opinią?

Cóż, to jest twoja opinia i ją szanuję. Nigdy bym nie śmiał pomyśleć, że gramy tak technicznie jak Death. Dzięki za porównanie…

Jakie są  różnice między nowym materiałem a waszym poprzednim krążkiem „Inhuman Grotesqueries”?

Nowy album, w stosunku do poprzednika, jest zdecydowanie bardziej wyluzowany, można powiedzieć, otwarty. Oczywiście, nadal jest to bardzo techniczna muzyka, pełna szczególnie rytmicznych kombinacji. Jednak tym razem zależało nam, by wyeksponować też  potężny riff. Jeśli miałbym jakoś określić ten album, nazwałbym go koncepcyjnym, ale nie nieludzkim..

4_PanelW recenzji płyty napisałem, że muzyka jest wypadkową takich słów jak „technika”, „brutalność”  i „szybkość”. Może nic oryginalnego, ale w Waszym wydaniu brzmi to bardzo świeżo. Myślisz, że udało się znaleźć złoty środek?

Wiesz – sporo czasu zajęło nam napisanie i przygotowanie tej muzyki, długo nad nią siedzieliśmy i to pewnie słychać. Cieszę się, że tak jest ta płyta postrzegana, choć oczywiście zawsze podczas nagrywania skupiamy się i staramy osiągnąć szczyt. Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale zawsze chcemy brzmieć inaczej niż death metalowe zespoły, bo to gwarantuje, że więcej osób zwróci na nas uwagę. Choć nie ukrywam, że dzisiaj, kiedy są takie nieograniczone możliwości i tyle zespołów, to piekielnie trudne zadanie. Prawie nieosiągalne (śmiech…). To ciekawe, bo nasza praca sprawia, że jesteśmy trochę jak zombie, budzimy się wieczorami, kiedy zaczynamy grać. Właśnie muzyka powoduje, że mamy energię do życia. Czasami w trasie, kiedy jesteśmy chorzy, zmęczeni i wydaje się, że już nie wyjdziemy na scenę, okazuje się, że właśnie scena nas ożywia. Wszystko dla fanów!

Opowiedz coś na temat życia koncertowego Malignancy – kiedy było kiepsko a jakie występy wspominacie najlepiej?

Najgorsze koncerty to przede wszystkim nasze początki. Bywały takie sztuki, że nikogo nie było na sali, poza kilkoma stałymi bywalcami baru, którzy naszego hałasu nienawidzili. Uważam, że każdy musi przejść przez takie „bicie”, zaliczyć syf, by zrozumieć, o co w tej zabawie chodzi. Najlepsze też były, ale później, trudno wybrać jeden koncert… Ok., pamiętam jeden w 2007 roku, kiedy byliśmy w Willowtip Records. Było to na czymś w rodzaju pre – festu Maryland Deathfest i odbywało się w Ottobar. To był koncert zespołów z Willowtip. Było brutalnie, szybko a agresja dosłownie wisiała w powietrzu. Tego nigdy nie zapomnę….

Wasz perkusista Mike Heller robi teraz karierę w Fear Factory – nie boisz się, że odpuści sobie grę w Malignancy?

Mike to przede wszystkim profesjonalny perkusista i rozumiem fakt, że gra w różnych zespołach, bo to jego zawód. W Fear Factory ma szansę na dużą karierę. Ale wiem tez, że zawsze, w miarę możliwości, będzie z nami grał, bo to jego dom. Będziemy razem grać koncert na Brooklynie i to chyba pierwszy od ośmiu miesięcy moment, kiedy znajdziemy się razem na scenie. Jestem spokojny o naszą współpracę.

Rozmawiał Arek Lerch