LUNA AD NOCTUM – bez kompleksów, silni i jak nigdy dotąd…

W naszym kraju jest bardzo duża presja na to by być true. Zakładasz zespół, więc musisz grać ultra brutalnie, musisz mieć siarczyste i ostre jak brzytwa brzmienie. Klawisze to zło. Melodie jeszcze gorzej. Niby nie jestem fanem takiego grania, ale na naszej scenie brakuje mi zespołów lżejszych gatunkowo, bandów, którym nie tylko ekstrema w duszach gra. Dlatego też z radością przywitałem wracających do gry zawodników z Luna ad Noctum. O tym co działo się z zespołem przez siedem lat, o tym gdzie zespół jest dzisiaj, rozmawiałem z liderem grupy – Adrianem.

Luna ad Noctum zafundowała swoim fanom siedem długich lat ciszy co działo się z zespołem w tym okresie? Jaki był główny powód tego, że Luna praktycznie zniknęła ze sceny?

Adrian AN6: Witaj, no tak, trochę czasu minęło od ostatniej naszej aktywności. W gruncie rzeczy, sporo czasu zajęła nam reorganizacja pewnych procesów w szeregach zespołu a także znalezienie nowego kierunku dla Luna Ad Noctum. Odbyliśmy wiele rozmów, próbowaliśmy różnych rozwiązań w celu znalezienia odpowiedniej zgodnej nomenklatury przy tworzeniu nowych numerów. Chcieliśmy nagrać płytę inną niż dotychczas, o bardziej świeżym i soczystym brzmieniu. Dużo pracowaliśmy nad tym materiałem, co w gruncie rzeczy miało duży wpływ na naszą muzyczną pauzę. Nie ukrywam też , że ponad rok czekaliśmy na wolny termin w studio, poza tym kolejne 1,5 roku zajęło nam znalezienie wytwórni na wydanie „Hypnotic Inferno”. Sam fakt, że Massacre Records zainteresowało się naszym materiałem, przerósł nasze oczekiwania. Wiem, że trochę to trwało, ale widocznie tak to musiało wszystko się potoczyć. Jestem pewien, że warto było czekać na nową płytę i nową, silną Lunę.

Wracacie do gry z nieco odmienioną, dojrzalszą muzyką, wracacie na scenę, która jest zupełnie inna niż w czasie, gdy Luna wydawała albumy cyklicznie. Do kogo adresujecie swoją twórczość? Myślisz, że na dzisiejszej scenie nadal jest miejsce dla Luna ad Noctum?

Mamy świadomość, że dużo zmieniło się na scenie metalowej, zarówno w Polsce jak i za granicą. Wracamy na scenę po prawie 7 latach, natomiast byliśmy cały czas na bieżąco z tym, co dzieje się w muzyce itp. Wydaje mi się, że właśnie takiej stylistyki jak LaN brakuje na naszej, rodzimej scenie. Zauważ, że wszyscy albo napierdalają niemiłosiernie death, black, thrash lub też idą w kierunku progressive. Luna Ad Noctum to zespół łączący w sobie kilka stylów muzycznych. Zawsze szufladkowano nas jako symphonic BM, w sumie taką też tworzyliśmy muzę, dzisiaj jest nieco inaczej. Ograniczyliśmy klawisze, dopaliliśmy gitary i powstał „Hypnotic Inferno” – płyta o ciężkim brzmieniu, ale i przyjemnym, nowoczesnym podmuchu z emocjonującym flow & groove (śmiech). Myślę, że każdy znajdzie tutaj coś szczególnego dla siebie. Widzę po recenzjach albumu, że niektórzy faworyzują kawałki stricte black metalowe, inni zachwyceni są tymi wolniejszymi z melodyjkami i solówkami. Wiem, lata lecą, starzejemy się, ale jestem pewien, że właśnie teraz jest odpowiedni czas dla Luna Ad Noctum. Powracamy na scenę bez kompleksów, silni i jak nigdy dotąd a więc bierzemy łopaty i jedziemy z koksem (śmiech).

Luna Ad Noctum

Luna Ad Noctum

Nad materiałem na „Hypnotic Inferno” pracowaliście w spokoju, bez zbędnego ciśnienia. Czy taka forma pracy gdy nikt Was nie pogania, nie gonią Was umowy kontrakty jest dla Ciebie optymalna?

Wiesz, zawsze lepiej jest mieć więcej czasu na komponowanie, przemyślenie itp. Jeśli działasz pod presją czasu, jest szansa, że zrobisz coś mniej dokładnie i precyzyjnie. Wiadomo, że zupełnie inaczej pracuje się mając wiążący kontrakt oraz podane terminy oddania gotowego CD. Osobiście marzę o tym aby tworzyć materiał i nagrywać go w studio mając świadomość, że wytwórnia już tylko czeka na nasze nowe dziecko by szybciutko wydać go na świat. Wydaje mi się, że to kwestia podejścia i organizacji. My teraz pracujemy stopniowo nad tworzeniem nowego materiału, i mimo przygotowań do koncertów, już myślimy jak zabrać się za całkiem nowe kawałki. Wszystko jest kwestią stworzenia odpowiedniego planu i stopniowej jego realizacji.

Warto podkreślić to, że nowe dźwięki Luna to kontynuacja, ale przede wszystkim rozwinięcie pomysłów z wcześniejszych płyt; progres jest więcej niż zauważalny. Czy jesteś w pełni zadowolony z materiału jaki powstał na „Hypnotic Inferno”? Planujecie w przyszłości jakieś zmiany w dźwiękowej formule Luna ad Noctum?

Te wszystkie lata nauczyły nas innego podejścia do wielu spraw. Dojrzeliśmy muzycznie i na pewno, co jest logicznie, nastąpił progres w naszej twórczości. Na tej płycie podjęliśmy kilka dotychczas niestosowanych rozwiązań. Przede wszystkim zauważalna jest zmiana w kwestii brzmienia gitar i perkusji. Pięciostrunowy bas, mniej klawiszy no i nieco inny styl wokalny. Jest dużo szybkości, agresji na przemian z pasją i melodią. Jestem pewny, że właśnie tak miało to zabrzmieć. Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektu naszej pracy oraz wszystkich pomocnych sugestii od chłopaków z Hertz. Oni pomogli nam osiągnąć odpowiednie, nowoczesne uderzenie. Możliwe, że w przyszłości skorzystamy jeszcze z innych rozwiązań, przetestujemy inne opcje i pomysły. Na dzień dzisiejszy jestem jednak pewny, że formuła muzyczna jaką prezentujemy na „Hypnotic Inferno” będzie przez nas kontynuowana.

Nowa płyta, nowy kontrakt tym razem współpracujecie z Massacre Records. Uważasz, że jest to optymalny deal dla Luna dzięki, któremu zespół wypłynie na szersze niż dotychczas wody? Wsparcie wytwórni ogranicza się do wydania płyty, czy wydawca pomaga Wam też w organizacji koncertów po za granicami polski?

Massacre Records działa globalnie. Dystrybuują płyty na cały świat. Do tej pory nie mieliśmy możliwości aby nasze albumy dotarły do EU i USA. Organizują wywiady w dużych, światowych magazynach muzycznych, wysyłają promo do wszelakich zinów, gazet, portali itp. Mają duże doświadczenie jeśli chodzi o promowanie zespołów z ich stajni. W kwestii koncertów – tutaj akurat warto wspomnieć, że nawiązaliśmy współpracę z prężnie działającą agencją koncertową Heart of Rock, która zajmuje się gigami dla Luna Ad Noctum. Wiesz, sukcesem jest sam fakt, że metalowcy z Peru czy Kanady kupują naszą płytkę i dzielą się wrażeniami na naszym profilu FB. Jesteśmy dobrej myśli i robimy wszystko, żeby wypromować LAN gdzie tylko jest to możliwe, aby w przyszłości uniknąć wyrzutów sumienia, że coś mogło zostać zrobione lepiej lub inaczej. Wydaje mi się, że podążamy słuszną drogą.

Jeśli miałbyś porównać współpracę z Massacre Rec do wydawców, z którymi pracowaliście do tej pory to kto wypada na tym tle najlepiej?

Dotychczas współpracowaliśmy z wytwórniami w Polsce i EU. Generalnie z Europejczykami rozmawia się lepiej i konkretniej. Tutaj można liczyć przynajmniej na jakąś promocję i support, a co najważniejsze, istnieje mniejsze prawdopodobieństwo, że wydymają cię dziarsko na kasę. Jeśli chodzi o polskie wytwórnie to akurat w tej kwestii mamy złe doświadczenia. Polskie zespoły nie mają łatwo…  Jak tu żyć , jak grać ? (śmiech…).

Rozmawiał Wiesław Czajkowski