HELLSPAWN – napierdalamy ile fabryka dała!!

Death metal to bardzo specyficzna odmiana sztuki, wydaje się, że wszystko, co ważne już dawno zostało w niej powiedziane. Dopóki jednak pojawiać się będą zespoły takie jak Hellspawn, które wokół klasycznego rdzenia budują własną wizję muzyki, gatunek ten ciągle będzie przynosił nam wiele wartościowych płyt. Na temat wydanego niedawno „The Great Red Dragon” rozmawiałem z Mariuszem – basistą oraz wokalistą Hellspawn.

Witaj Mariusz!! Na początek tradycyjnie i sztampowo czyli powiedz proszę dwa zdania o dotychczasowej historii i dokonaniach Hellspawn…

Siemandero. Nasza historia nie wyróżnia się niczym szczególnym oprócz tego, że gramy w niezmienionym składzie od początku istnienia, czyli już prawie 10 lat. Pierwsze wydawnictwo to „Demo 2005”, które stało się częścią splitu wydanego przez Nihilistic Holocaust. Nasz debiut „Child of Hell” ukazał się w 2010 roku, a „The Great Red Dragon”, co zapewne wiadomo już wszystkim i wszędzie, miesiąc temu.

Głównym powodem, dla którego męczę Cię swoimi pytaniami jest właśnie Wasz drugi (bardzo dobry), pełny album. Zbieracie dobre recenzje, album jest mocno promowany w sieci, tak dużo się w Hellspawn chyba jeszcze nie działo? Odbiór płyty przez scenę, fanów w pełni Cię satysfakcjonuje?

Tak, jesteśmy całkiem zadowoleni z recenzji i z reakcji ludzi. Dużo wysiłku włożyliśmy w ten krążek i cieszy nas niezmiernie fakt, że teraz ten wysiłek owocuje. Gorzej jest ze sprzedażą płyty, ale to już chyba znak rozpoznawczy naszych czasów.

„The Great Red Dragon” to bardzo zauważalny i to właściwie pod każdym względem progres w stosunku do debiutu. Nowy album również nagraliście swoim własnym studio? Uważasz, że tworząc death metal można ciągle się rozwijać czy też muzyka ta ma pewne granice po dotarciu do których zwyczajnie nie da się zrobić następnego kroku?

 Nie mam żadnych „mocnych” opinii w tym temacie, bo nigdy nie jest tak, że powiedziało się ostatnie słowo. Z całą pewnością jest jeszcze nieco gruntów do odkrycia w tym gatunku. Pokazuje to od paru lat choćby Fleshgod Apocalypse, a z rodzimego podwórka ostatnia płyta Embrional ma wiele nietuzinkowych momentów, jakich próżno szukać u większości innych zespołów. TGRD także nagrywaliśmy u siebie. Jako realizator umiem coraz więcej i przekłada się to na jakość płyt, jakie wydajemy. Chociaż, jak zauważyłeś, widać progres względem debiutu, to mnie jednak najbardziej cieszy fakt, że płyty są od siebie różne, a to dla nas ważne, żeby nie nagrywać w kółko takich samych płyt.

Wasz najnowszy album zabija nie tylko muzyką, ale też świetną, silnie związaną z tytułem szatą graficzną i okładką. Obrazy i bardziej ogólnie sztuka kontrowersyjnego Williama Blake’a mają dla Was szczególne znaczenie? Najpierw był pomysł, by przy kolejnej płycie użyć prac Blake’a czy też wpadliście na to, gdy muzyka była już gotowa?

Był to pomysł, który zrodził się w głowie naszego bębniarza, odpowiedzialnego też za nasze teksty. Podczas pisania tekstów na płytę skupił się na koncepcie Czerwonego Smoka, czyli Blake’owego wizerunku Szatana, opartego na Księdze Objawienia. Jest to cykl 4 obrazów, przedstawiających rozmaite sceny z ww. kawałka prozy. Trzeba przyznać, że obrazy robią piorunujące wrażenie i dlatego też zdecydowaliśmy się ich użyć.

The Great Red Dragon” jest płytą, która niesie wraz z dźwiękami jakieś konkretne przesłanie przemycane w tekstach czy też od strony lirycznej jest to typowy dla death metalu zestaw: diabeł, gore, zniszczenie (kolejność dowolna)?

Przekazu jako takiego nie ma. Jesteśmy ateistami o dość liberalnym podejściu do świata, więc nie czujemy się obowiązani do jakiejkolwiek formy nawoływania kogokolwiek do czegokolwiek. Nie znaczy to, że teksty są u nas dodatkiem robionym na siłę, jak to, niestety, daje się zauważyć u wielu death metalowych zespołów. Sens tekstów jest bardzo niejednoznaczny i ich interpretację pozostawiamy odbiorcom. Jednak jest to w pewnym sensie płyta koncepcyjna i teksty na niej, w mniejszym lub większym stopniu, odnoszą się do głównej tematyki.

Ile czasu minęło od nagrania materiału do wydania płyty na srebrnym krążku? Uważasz zawartość „The Great…” za w pełni miarodajną dla obecnych możliwości zespołu?

Minęły niemalże 2 lata od momentu nagrania. Do sesji przystąpiliśmy, mając gotowy materiał, a nie kontrakt w dłoni, więc oczywiste było, że trzeba będzie czekać na wydanie. 2 lata to faktycznie nie mało, ale w końcu doczekaliśmy się. W.M. Psycho to solidna firma i cieszymy się, że się możemy należeć do tego labelu. Co do miarodajności, to ta płyta zwieńcza pewien okres w naszej działalności i podsumowaliśmy nią to, co w momencie nagrywania potrafiliśmy i to, co chcieliśmy uwiecznić. Gdybyśmy nagrali ten materiał dzisiaj, zapewne zabrzmiałby inaczej.

W jaki sposób zamierzacie wykorzystać potencjał jaki bez wątpienia ma Wasz nowy album?

Przy tak nikczemnej sprzedaży ciężko mówić o jakimś potencjale. Tak na poważnie to udało się nam tym krążkiem przekonać do siebie Psycho, a także Godz Ov War i Mythrone, które pomagają nam przy promocji, czego efekty widać w Internecie na każdym kroku. Jedziemy w październiku na trasę z Pandemonium i to też zapewne jest zasługa tego, jak ruszyliśmy do przodu dzięki temu krążkowi.

Na zakończenie zdradź nam proszę gdzie w najbliższym czasie będzie można zobaczyć Hellspawn na scenie? Wieść niesie, że wchodząc na deski zmieniacie się w death metalowe bestie, które po prostu niszczą publikę! Dzięki za rozmowę.

Dobrze wieść niesie. Scena to żywioł dla nas i nawet jak gramy dla garstki osób to i tak napierdalamy, ile fabryka dała. Oprócz wcześniej wspomnianej trasy, mamy tylko jeden zaplanowany występ: sobota 21 lipca, Białystok, Żubrfest. Zagramy tam jako headliner drugiego dnia festiwalu.

Rozmawiał Wiesław Czajkowski