FETO IN FETUS – bardziej świadome pomysły…

Feto In Fetus to młoda załoga, która wystartowała w 2005 i dała się poznać szerszej publice za prawą debiutanckiej płyty „Far From The Truth” (RedRum666, 2008) plującej death metalowym ogniem. Dwa lata kiełkowała nowa muzyka i dzisiaj, dzięki potrójnemu splitowi który dzielą z Fulcrum i Norylsk, Feto In Fetus prezentuje odmienione i bardzo ciekawe oblicze. Zamiast typowego death metalu mamy tu i wpływy industrialu i nieśmiały klawisz a także zdecydowanie mroczniejszy klimat. Czy to wypadek przy pracy czy świadomy „lot”, starał się objaśnić gitarzysta zespołu, Michał Grabowski…

Kilka słów na temat okresu, jaki dzielił wydanie debiutanckiego albumu i 3 Way Splita – co się wydarzyło godnego uwagi?

Zmienił nam się wokalista i basista, co też wpłynęło w pewnym stopniu na muzykę. Jako zespół bardziej się zgraliśmy i łatwiej nam teraz tworzyć nowe rzeczy.

Nowy materiał pokazuje wyraźną ewolucję zainteresowań, trochę ruchów w stronę industrialu, nieco inne, bardziej otwarte aranżacje. Skąd takie pomysły – czy to jednorazowy kaprys, czy raczej kierunek, w jakim chcecie zmierzać?

Jest to naturalna zmiana, myślę, że na drugiej płycie będzie jeszcze ciekawiej. Debiut był takim „nieśmiałym” początkiem. Chcieliśmy grać, ale nie wiedzieliśmy dokładnie, co, każdy ciągnął w inną stronę. Teraz  pomysły są bardziej świadome, idea jest jedna – ma napierdalać po pysku. Po zmianie basisty zaczęliśmy robić brutalniejszą muzę, nie ma już elementów punk rocka, z czego się bardzo cieszę. Ciągnie nas w stronę death grindu i różnych innych „meszugowatych” patentów. Nie silimy się na oryginalność, nie zależy nam na tym, chcemy przemycać do muzyki to, czego prywatnie lubimy słuchać.

Split z racji swojego charakteru jest w pewnym sensie przerywnikiem pomiędzy regularnymi płytami. Kiedy możemy spodziewać się nowego materiału i czy ponownie będzie on wydany przez RedRum – jak współpracuje się z tą wytwórnią?

Właśnie jesteśmy w trakcie prac nad nowym albumem, mamy już 4 nowe numery, a 3 następne są w fazie szlifów. Chcemy żeby album miał nie więcej niż 30min. Mam nadzieję, że ukaże się jesienią, niedługo zaczniemy rozglądać się za wydawcą. Z RedRum współpraca przebiegała bezproblemowo, ale chcemy spróbować czegoś nowego.

Death metal w Polsce – jakie refleksje macie w związku z naszą sceną ekstremalnego grania – co boli, co cieszy a co śmieszy?

Raczej nic nie boli, cieszą nowe zespoły, które bardzo dobrze sobie radzą, cieszy też fakt, że mamy bardzo silną i płodną scenę death metalową i grindową.

Pytanie głupie – dlaczego death metal? Co pociąga Was w tej formie ekspresji?

Dlatego, że nie ma nic lepszego. Co może być lepszego od odpalenia sobie rano cd Morbid Angel? Chyba tylko odpalenie cd Immolation. Ogólnie w tej muzie jest wszystko, co nas kreci, szybkość, moc, siła, klimat, a jak już trafi się wolny death metal, to wgniata w ziemię.

Pytanie głupie na koniec – czy uważacie, że już wkrótce death metal zupełnie przeniesie się do sieci i wszyscy korzystać będą jedynie z blogów typu „Brutal Zone”, czy też wierzycie w renesans klasycznych płyt i powrót do tradycyjnych form promocji muzyki?

Chyba nie jest tak źle z kondycją śmiertelnego metalu? Pojawiają się nowe kapele, jest dla kogo grać, ludzie jednak kupują nowe płyty. Sam ściągam muzę z netu, bo szkoda nie poznać tylu wartościowych płyt, ale też kupuje na CD to, co mnie zabija. Uwielbiam klimat rozpakowywania świeżej płyty i wkładania do odtwarzacza. Po prostu miazga, empetrzy nie ma takiej mocy i nie wywołuje takich emocji.

Rozmawiał Arek Lerch