EBOLA CEREAL  – nie zamykamy się przed nikim

Śląsk alternatywą stoi, a skład o enigmatycznej nazwie Ebola Cereal jest tego dowodem. Nieszablonowa, momentami dziwna, ale wciąż ciężka muzyka kwartetu z Katowic to remedium na skostnienie sceny. Całej sceny. Poniżej zapis krótkiej rozmowy z Dominikiem Czajkowskim – gitarzystą formacji.

 

 

Witaj! Słuchaj, główkuję i główkuję, ale po wczorajszej tragedii w postaci meczu z Czechami pewnie i tak nie wymyślę. Skąd nazwa Ebola Cereal i czy ma jakieś nieinwazyjne znaczenie? 

Ebola Cereal to najmniej inwazyjna nazwa spośród długiej listy propozycji, które zaprezentował nam Karol. Przewrotna i dwubiegunowa, trochę jak nasza muzyka.

„Mapping The Unknown” to co najmniej dobry materiał, szkoda tylko, że nasza scena nie potrafi docenić takich projektów. Spotkaliście się z radykalnie negatywnymi opiniami bądź niechęcią ze strony twardogłowych metalheads?

Nie. Spotkaliśmy się z różnymi opiniami, ale nikt nas jeszcze nie opluł piwem. Mimo, że dajemy punktowo możliwość zarzucenia piórami, w większości jednak jesteśmy kapelą do słuchania. Nie pchamy się jednak między zespoły stricte metalowe – dobrze nam się współpracuje z publicznością i zespołami, które – podobnie jak my – cenią sobie eklektyczność zamiast trzymania się sztywnych ram.

A skoro już o metalach mowa; lawirujecie między elementami tego co „post”, niezależnie, czy to punk, metal czy rock, ale prawdę mówiąc, chyba nie macie ściśle określonego targetu odnośnie odbiorców. Myślisz, że w tym, co zawarliście na „Mapping The Unknown” to, co ‘’tygryski lubią najbardziej” odnajdą zarówno Ci żądni jebnięcia, jak i Ci, którzy cenią sobie sweter i spokój ducha? 

Oczywiście. Taki był zamiar gdy zabraliśmy się do tworzenia tego materiału. Celowo uprościliśmy strukturę utworów,  łatwiej było się słuchaczowi w nich odnaleźć. Nie znaczy to jednak, że złagodnieliśmy. Dalej jest to energiczna i dynamiczna muza z przeplatającymi się miłymi dla ucha przestrzeniami. Nie precyzujemy grupy odbiorców, nie zamykamy się przed nikim. Gramy swoje licząc, że innym spodoba się to tak samo jak nam (a każdy z nas w kapeli jest totalnie z innego świata).

Wasz wokalista jest niewątpliwie atutem zespołu. Choć przyznać trzeba, że tak wysoki śpiew dla wielu może być nie do przejścia. Nigdy nie męczyliście Karola o to by, no wiesz, podarł japę?

Czasem nawet dla mnie jest nie do przejścia. Ale wtedy szybko się posprzeczamy i wszystko jest ok (śmiech). Oczywiście, przydaje się czasem trochę wrzasków, ale nie zamierzamy nagle zmienić drastycznie kierunku. Generyczna muza typu screamo czy deathcore nas nie interesuje (co nie znaczy, że jej nie słuchamy). Nic na siłę. Jest fajnie tak, jak jest, wokal u nas jest zawsze uzupełnieniem klimatu i napięcia w utworze – nigdy nie próbuje tworzyć osobnej historii.

Wasz nowy materiał jest dostępny zarówno w wersji elektronicznej, zupełnie legalnie i za darmo, ale nie poddajecie się i „Mapping The Unknown” można również zakupić. To jeszcze wiara w to, że ludziom zależy na fizycznym nośniku, czy raczej gratka dla siebie i tych, którym rzeczywiście zależy?

nie zamykamy się przed nikim

nie zamykamy się przed nikim

To nie do końca jest prawdą. Nie sprzedajemy naszej muzy, udostępniamy ją za free poprzez naszą stronę www.ebolacereal.com  a płytki służą jedynie do promocji bądź obdarowywania nimi naszych przyjaciół. Nie oszukujmy się – muzyka w postaci cyfrowej zabiła ducha obcowania z dziełem artystycznym w wymiarze fizycznym.  Teraz, jak każdy, posiadam setki płyt na dysku zewnętrznym których nawet w połowie nie przesłuchałem. Studiowanie tekstów i grafiki było dla mnie nieodłącznym elementem poznawania nowych zespołów. Nie zapominamy o tym i dlatego, jeśli w przyszłości będzie nam dane nagrać LP, to pudełko z książeczką będzie dziełem samym w sobie.

Śląsk wydaje się być dobrym miejscem do grania rzeczy dziwnych, eksperymentalnych. Od black metalu a’la Thaw, rapu w postaci A Jezusowi Kazali Spać czy wreszcie do tego, co gracie Wy. Do niedawna ten teren utożsamiano to z death metalem, a z drugiej strony ze sceną hc. Co się zmieniło?

Faktycznie, mamy bogatą, kolorową i prężnie działającą scenę. Feel miażdży breakdownami a Myslovitz hipnotyzuje połamanymi tempami (śmiech). Każdy eksperyment muzyczny jest bardzo cenny, rozszerza bowiem horyzonty i świadomość ludzi, którzy do tej pory słuchali swoich 3-4 ulubionych zagranicznych kapel a nie wiedzieli, że w mieście obok gra coś równie dobrego. Są też pierwsze owoce takich działań: SFC i Mouga w Mysticu, JDO w Metal Mind, Chico na Woodstocku (wspominam celowo zaprzyjaźnione kapele, wokół jednak funkcjonuje masa utalentowanych zespołów odnoszących sukcesy). Podsumowując: wychodzimy powoli z dupy, ale jest to trudniejsze niż mogłoby się wydawać.

Po dość niefortunnym końcu działalności Piotra Płoszyńskiego aka Piona, Katowice i okolice stają się nieco martwym punktem na mapie koncertowej Polski. Nie, żeby ów ‘’biznesmen” był cudotwórcą, ale prawdę mówiąc, przed nami raczej posucha. Czy może według Ciebie jest nadzieja dla Katowic? Sam MegaClub przecież nie bookuje zespołów.

Historia pana Piony nie jest mi znana. Mega Club nie pełni tej roli, którą powinien. Koncertów jest tam jak na lekarstwo. Warunki są świetne, nagłośnienie i oświetlenie też, ale cóż z tego, skoro ściany lokalu oblepione są plakatami z cycatymi laskami reklamującymi dyskoteki dla licealistów. Zabrzański CK Wiatrak dla odmiany spamuje mnie masą koncertów. Żeby było ciekawiej, Źródło i Pub Morrison zamknięto do odwołania. Katafonia i Old Timers Garage raczej swą scenę udostępnia wąskiemu gronu artystów. Pozostaje Korba i Kultowa, gdzie, jak wiadomo, warunki akustyczne rozczarowują. Nadzieję widzę w prężnie działającej inicjatywie społeczników, kolektywów artystycznych i ludzi dobrej woli, których zaangażowanie odmienia stopniowo Katowice pod kątem kulturalnym. Większa liczba plenerowych koncertów, festiwali (tych dużych oraz mniejszych) czy eventów robi nam wszystkim dobrze.  Ale rockowy klub z porządną sceną i zimnym piwem w centrum jest potrzebny od zaraz!

Dzięki za krótką rozmowę. Do zobaczenia!

Dzięki bardzo i zapraszam na koncerty

Rozmawiał Grzegorz „Chain” Pindor