DISPERSE – blisko perfekcji

Nasi czytelniczy w komentarzach pod recenzją nowego albumu Disperse zaznaczają, że Jakub Żytecki już jest gwiazdą. Owszem, jako instrumentalista, ale do postawy celebryty mu jeszcze daleko, więc zanim do tego dojdzie, nasz wywiadowca postanowił porozmawiać z obchodzącym dwudzieste urodziny muzykiem, o nowym albumie, kontrakcie z Season of Mist, oraz nowych rolach w jakich sprawdza się lider Disperse.

 

„Living Mirrors” to naprawdę plastyczny i wielowymiarowy album. Zakładałem, że ten krążek będzie dziełem niemal stricte metalowym, a tu proszę, niespodzianka. Zupełnie nowe oblicze Disperse to wynik Twoich doświadczeń na międzynarodowej arenie, gdzie trochę odgórnie, a trochę z własnej inicjatywy, zaszczepiono Ci progresywny metal? W którym momencie to wszystko „zaskoczyło’’ i zdecydowałeś się na taki kierunek?

Szczerze mówiąc, nie wiem, czy na cokolwiek się decydowałem, bo już pierwsze numery, które powstawały po „Journey Through The Hidden Gardens” były znacznie cięższe i wszystko wskazywało na to, że tak będzie wyglądać nowa płyta. Rzeczywiście, nie jest może ona aż tak drapieżna, ale znacznie wybija się pod tym względem jeśli porównujemy ją z pierwszym albumem.

Progresywny metal, djent, ambient, floydowski rock – to wszystko ma swoje miejsce w Waszej muzyce. W inspiracjach pojawia się również Toto czy Aeon Spoke. Kiedy pracowałeś nad tym albumem, co było najważniejsze – sama atmosfera czy motyw przewodni danej kompozycji? W twórczości grup, które podajecie jako inspiracje nie rzadko oba te elementy się równoważą. O to chodziło? Aby znaleźć złoty środek?

Wydaje mi się, że ten złoty środek był celem, do którego dążyłem. Może nie było to nawet do końca świadome, ciężko powiedzieć. Nie mam już siły tego analizować. Obydwie rzeczy, które wymieniłeś, były tak samo ważne.

W procesie realizacji tego albumu, byłeś również współproducentem. Jak czułeś się w tej roli, z czym zmagałeś się najbardziej i z czego jesteś najbardziej zadowolony?

Najwięcej czasu spędziłem nad aranżacją. Czasami próbowałem stworzyć coś z multum przeróżnych brzmień co przekładało się na niekończące się ilości śladów w sesjach, a czasami próbowałem zlepić jakąś fajną całość z kilku podstawowych instrumentów. Ciężki, ale zarazem zabawny proces!  Z czego jestem zadowolony? Ciężko powiedzieć… (śmiech). Myślę, że ten album całkiem przyjemnie słucha się od początku do końca. Cała płyta ma fajny flow. Bardzo się o to martwiłem, ale wyszło przyzwoicie.

Brzmienie krążka jest zarazem bardzo ciepłe i lżejsze, niźli znany wszystkim, djentowy sound.  Niewielu twórców w tym gatunku może się pochwalić naturalnością. Celowy zabieg czy wynik eksperymentów w studio?

Ostateczny mix i mastering wykonał Grzesiek Mukanowski, i to jego pomysłem było aby nadać płycie nieco „grubszy sound” co spowodowało, że płyta brzmi ciemniej i cieplej. Pomysł był na prawdę świetny, zważywszy na fakt, że większość dzisiejszej metalowej muzy brzmi bardzo jasno i jest pozbawiona tego środka, który  w sumie odpowiada za „ciało” nagrania. Z kolei wszystko jest wtedy na pewno bardziej klarowne. U nas niestety momentami z klarownością bywa różnie, gdyż, niestety, nie dysponowaliśmy odpowiednią ilością czasu na końcowy mix. Moim zdaniem, pomysł na grubszy sound w cięższej muzie jest genialny i wydaje mi się, że jest to coś w co będziemy się coraz bardziej wgłębiać.

Jednym z elementów, który jest niespodzianką, a nie jest specjalnie lubiany przez metalowe środowisko, to wspomaganie się autotunem. To było konieczne?

Pewnie! Przede wszystkim dlatego, że nie jest to element (nie)lubiany przez metalowe środowisko! (śmiech)disperse

Dawno żaden z polskich zespołów, nie licząc ostatniego dealu łódzkiej Comy, nie podpisał kontaktu z zagranicznym dużym labelem. Wasza obecność w stajni znanej z death metalowych wydawnictw, jest niemałym zaskoczeniem. Jak doszło do tego kontraktu? Mieliście inne oferty? Co przeważyło na korzyść Season of Mist?

Pewnego dnia, jeden z facebookowych przyjaciół napisał mi, że rozmawiał z Michaelem Barberianem z Season Of Mist na temat Disperse, a następnie powiedział mi, że Michael jest zainteresowany współpracą z nami i chce ze mną porozmawiać. Tak też się stało. Dalszą rozmowę z Barberianem przeprowadziła nasza menedżerka Justyna Kesler. Tak, rozmawialiśmy z innymi labelami, w zasadzie jeszcze większymi niż Season Of Mist, ale ostatecznie przystaliśmy na ich ofertę. Zrobiliśmy to po prostu dlatego, że była znacznie lepsza od innych.

Dołączenie do katalogu takiego labelu wiąże się z licznymi perspektywami w postaci tras czy umów endorsemenckich na sprzęt. Co najważniejsze, istnieje duża szansa, że zjawisko pay-to-play Was ominie. Być może jest za wcześnie aby o tym mówić, ale z kim – jeśli w ogóle – możemy zobaczyć Was w trasie? Gdybym miał obstawiać kapele z labelu, pewnie wylądowalibyście na wspólnej trasie z Cynic lub The Contortionist.

Granie z tymi zespołami byłoby spełnieniem marzeń! Niestety, jest jeszcze za wcześnie żeby mówić, z kim mielibyśmy zagrać…

Znakomita większość gitarzystów zarówno nagrywa jak i gra koncerty wykorzystując procesor Fractal Axe Fx. Jesteś zwolennikiem takich rozwiązań, czy stawiasz na klasyczny zestaw paczka  – head?

Byłbym, gdyby było mnie na niego stać (śmiech…). Mówiąc szczerze, myślę,że mimo wszystko zostanę przy klasycznym zestawie. Ostatnio, dzięki uprzejmości mojego przyjaciela Grzesia Pintschera, Jacka Królika oraz Grzesia Rybickiego z MusicInfo, nabyłem świetny wzmacniacz Randall RM100M, i póki co nie chcę grać na niczym innym. Co do efektów, też zastanawiam się czy nie pójść w stronę totalnie analogową… Będzie to na pewno inne podejście od większości dzisiejszej metalowej sceny, ale właśnie może o to chodzi (śmiech…).

Na jakim sprzęcie nagrywaliście ślady? Starasz się korzystać wyłącznie z instrumentów sprawdzonych i popularnych marek, czy poszukujesz czegoś unikatowego jak np. gitar Skervesen?

SolóOkładka Dispersewki i riffy nagrywałem na moim MusicManie JP7, zaś crunche i większość czystych na moim starym, dwudziestoletnim Ibanezie RG560. Wszystko to przechodziło przez Line 6 UX 2. Na tych Skervesenach grałem raz w życiu, mój znajomy Czarek Wal pokazywał mi ten instrument, świetna gitara!! Swoją drogą kto jeszcze nie słyszał, polecam zaznajomić się z jego projektem o nazwie Terrormuzik. Z tego co wiem, Czarek szykuje nam ep-kę jeszcze tego roku, nie mogę się doczekać!

W ubiegłym roku miałeś przyjemność jammować z różnymi muzykami. W tym m.in. z perkusistą Monuments. Podobał Ci się ten jam? Co wynosisz z takich spotkań?

Ten jam to była jedna z najpiękniejszych chwil w moim życiu! Mike Malyan i Swanny z Monuments, do tego David I Yeqy z Destiny Potato, było genialnie. Co wyniosłem? Mega radość, radość z tego, że natrafiłem na tych straszliwie utalentowanych i inspirujących ludzi. To niesamowite uczucie, kiedy jesteś kogoś wielkim fanem i nagle masz okazję stanąć z nim na jednej scenie! Z tego co wiem, w tym roku szykuje się powtórka…

Festiwal Euroblast, który wyrasta na jedną z najciekawszych dorocznych metalowych imprez stał się miejscem w którym prowadzisz warsztaty. Udzielasz również lekcji, a z pewnością niebawem będzie można Cię spotkać na serwisie Bandhappy. Jak zatem czujesz się w roli nauczyciela?

Matt Halpern zapytał mnie o dołączenie do Bandhappy jeszcze na wakacjach poprzedniego roku, ale musiałem odmówić, ponieważ zaczynałem współpracę z GuitarManic. Teraz już tam nie pracuję, więc może wrócę do starej propozycji, albo po prostu będę działał na własną rękę. Zobaczymy. W każdym razie, nauczycielem jestem tragicznym (śmiech…).

A czego sam chciałbyś się nauczyć?

Bardzo wielu rzeczy… Przede wszystkim, moim marzeniem jest, aby techniczny poziom opanowania instrumentu był jak najbliższy perfekcji. Składam tutaj szczere podziękowania Jackowi Królikowi, który jest na tyle miły, że dzieli się ze mną swą niekończącą się wiedzą na temat gitary oraz inspiruje mnie do polepszania swoich umiejętności. Będę mu za to wdzięczny do końca życia. Chciałbym po prostu znaleźć swój własny głos w kompozycjach i w instrumencie.

Powodzenia i do zobaczenia na koncertach. Ostatnie słowa dla Ciebie.

Dzięki za wywiad, dzięki za zainteresowanie. Pozdrawiam wszystkich serdecznie!!

Grzegorz „Chain” Pindor