CHECKED – wyciągamy wnioski

Z Danielem, gitarzystą hardcore’owego Checked rozmawiamy o tym, jak ma się scena na wschodzie kraju, jak wygląda relacja pomiędzy męską a damską częścią załogi tworzącej Checked i jak doszło do tego, że w składzie pojawiła się charyzmatyczna Mariola. Ponadto, zasięgamy języka o tym, co dzieje się na wschodzie kraju i czy ma to związek ze sceną hc…

Zaczniemy trochę z przymrużeniem oka, a jednak poważnie. Mówił wam już ktoś, że jesteście nie tylko mili dla ucha ale i dla oka? (śmiech)

Jasne, że tak. W pełni zdajemy sobie z tego sprawę.

Nie chciałem od razu mówić, że to Mariola „robi robotę”, ale coś w tym jest. Jak znalazła się w waszych szeregach?

Spoko, sami mówimy, że Mariola jest naszą wisienką na torcie (śmiech). Historia z jej dołączeniem do składu nie różni się od tych „jak to było” w większości kapel. Wrzuciliśmy ogłoszenie na któryś z portali, że szukamy wokalu i Mariola się do nas zgłosiła. Mieliśmy już gotowych kilka numerów, Mariola przyszła na próbę, krzyknęła, wszyscy byli zgodni, że chcemy ją w zespole. Krzyczy dalej, więc musi być w tym dobra (śmiech).

I rzeczywiście, krzyczy bardzo dobrze. Nie dziwiliście się, kiedy odpisała Wam dziewczyna? Scena – niezależnie czy to metal, czy hardcore, zazwyczaj gości kobiety w roli co najwyżej w kategorii publiczności. No, i wiadomo. Dziewczyn muzyków (śmiech).

Generalnie z Mariolą znaliśmy się już wcześniej z widzenia, tylko nie wiedzieliśmy, że w chwili kiedy nasz skład zaczynał, ona mieszka w Rzeszowie. W sumie, wiąże się z tym pewna historia – parę lat temu, u nas w mieście spotkaliśmy się wszyscy na jednej scenie i na jednym koncercie. Tamtego dnia graliśmy ze Schizmą, praktycznie każdy z naszego składu, grał wtedy innej kapeli. Każdy z tego koncertu zapamiętał właśnie Mariolę, więc wiedzieliśmy na co ją stać. Gdy się do nas odezwała podjaraliśmy się, wiedząc, że to jest właśnie to. Na koniec: dopiero w trakcie koncertowania, zdaliśmy sobie sprawę, jakim magnesem na słuchaczy jest Mariola.daniel

Z nią w składzie dorobiliście pierwszych materiałów, w tym jednej, bardzo przyzwoitej ep-ki. Od tamtej pory – jak sam niedawno zauważyłeś – zrobił się na Was tzw. hype.

Tak jak już sam zauważyłeś, mało jest kobiet na scenie metal/hardcore/punk i to przyciąga, chyba z czystej ciekawości. Dostajemy sygnały od odbiorców, że ogólnie muzyka, którą gramy podoba się i chcieliby nas usłyszeć na żywo, szczególnie za zachodnimi granicami.

Sukcesywnie uciekacie ze ściany wschodniej na rubieże zachodnie. Niedawno mówiłeś mi, że wzrost zainteresowania Checked zaobserwowaliście przede wszystkim w Niemczech a nawet w Portugalii. Z pewnością mile łechce to ego, ale co z Polską?

To nie jest tak, że uciekamy, tylko jakoś na wschodzie mniej się dzieje. Co do całej Polski, gramy wszędzie tam gdzie się da i gdzie nas chcą. Po wypuszczeniu w sieć klipu, dotarliśmy do większego grona, dostaliśmy parę propozycji grania za zachodnią granicą, ale jakoś to przespaliśmy i nie podjęliśmy tematu. W tym roku odświeżamy kontakty i chcemy uderzyć gdzieś dalej. Na razie na październik mamy zaplanowane koncerty w Niemczech, zobaczymy co z tego wyjdzie. Jak będzie fajnie to następnym razem pojedziemy jeszcze dalej. Borykamy się jeszcze z logistyką dalszych podróży, głównie mamy problem z transportem siebie i naszych gratów.

Mówisz, że na wschodzie mało się dzieje. Z czego to wynika? Jest za mało kapel, klubów, a może zwyczajnie – chęci do ożywania sceny?

Szczerze, nie wiem, dlaczego tak jest, ale skoro rozmawiamy o naszym mieście, wszystko co wymieniłeś, ma miejsce. Jedno z drugim też jest powiązane. Brakuje ekipy, na koncerty nie przychodzi dużo ludzi i jest mało zajawkowych osób.

Może hardcore nie jest wystarczająco modny dla młodzieży? Tym bardziej, że ideowo raczej daleko mu do prawicy, która niepodzielnie rządzi na wschodzie.

To miałem powiedzieć, że na pewno nie jest modny i może dlatego. Nasi studenci też nie garną się do hc. Choć różnie bywa.

Młodzi ludzie w tym wieku nie chcą tworzyć sceny?

Chyba nie czują potrzeby jednoczenia się w jakimś konkretnym ruchu związanym z muzyką. Nie mam im tego za złe. Ale mimo wszystko, mogliby chodzić na koncerty (śmiech).

Gdzieś tam jednak chodzą, skoro koncerty odbywają się w innych miejscach. Stosunkowo niebawem zagracie m.in. na Fest Mocnym Szlagu w Katowicach, gdzie prawdopodobnie średnia wieku będzie około – studencka. Towarzystwo takiego Vitamin X czy 211 to doskonała okazja do nawiązania nowych kontaktów. Staracie się z zasady zacieśniać więzi z kapelami, z którymi gracie koncerty, czy stawiacie na naturalny rozwój takich relacji?

Jaramy się festem w Katowicach, osobiście cieszę się, że zobaczę Deszcz w akcji, bo jeszcze nie miałem okazji. Nie mamy jakiegoś parcia na zacieśnianie więzi, dzieje się to samoistnie najczęściej po gigach, gdzie każdy może spokojnie siąść i pogadać. Mamy otwarte głowy, więc nie ma problemów z kontaktem z innymi kapelami. Z jednymi lubimy się bardziej z drugimi mniej, a niektóre są nam obojętne.

Spotkaliście się z jawną niechęcią w stosunku do was lub ze scenowymi podziałami?

Były jakieś akcje, krytyka, ale wiadomo, że nie wszystkim to co robimy musi się podobać. Zawsze staramy się wyciągnąć ze wszystkiego wnioski. Nie uniknie się też porównań,checked szufladkowania. Ogólnie to dobrze, że budzimy jakiekolwiek emocje, te dobre i złe.

Nieważne, co mówią, ważne by mówili?

Wiadomo, że opinie mają swój oddźwięk i wpływ na to jak jesteśmy postrzegani. Jeśli trzeba, też potrafimy się postawić, mistrzem w tym jest nasza mała zadziora Mariola. Chodziło mi bardziej o ogólne zainteresowanie. Kapela, która nie budzi emocji, jest zwyczajnie mało atrakcyjna dla odbiorcy. Nikt nie chce jej słuchać, a co dopiero oglądać na koncercie.

To na koniec, warto Was sprawdzić? Nazwa chyba zobowiązuje?

Nie ma innej opcji.

Rozmawiał Grzegorz „Chain” Pindor

Zdjęcia: archiwum zespołu