CHAOTIC SPLUTTER – Nadal dobrze się przy tym bawimy…

Chaotic Splutter to band z historią. Zespół, który może być dla wielu z Was klepiących gdzieś w kanciapach swoje dźwięki, przykładem tego, że nie warto składać broni. Przez wiele lat grali dla siebie a wydane niedawno dwie płyty są niczym innym jak świetnym dowodem na to, że warto nie porzucać marzeń. Ok, zostawiam Was sam na sam z zespołem i z jego jakże ciekawą muzyką…

CHAOTYCZNA HISTORIA  Chaotic Splutter to Wadim Jarosz gitarzysta, incydentalny klawiszowiec, Łukasz Jarosz – perkusista, Grzesiek Osuch – wokalista, Mateusz Pałka – wokalista. Pierwszy pomysł na powstanie zespołu powstał już 1991 roku, kiedy to Mateusz, Grzesiek i Wadim, uczniowie I LO w Olkuszu, będąc pod wpływem twórczości zespołów Napalm Death i S.O.D. postanowili wykorzystać wprowadzone rekolekcjami wolne dni od szkoły i zarejestrować pierwsze nagranie, korzystając z pożyczonego werbla i akustycznej gitary made in USSR, w mieszkaniu na olkuskim blokowisku. Dość szybko do zespołu dołączył brat Wadima, Łukasz, który w wieku zaledwie 13 lat przejął stery za bębnami, których tak naprawdę wtedy jeszcze nie było (śmiech). Przez kolejne długie lata zespół spotykał się w piwnicy i garażu domu w wiosce pod Olkuszem i dobrze się bawił, nagrywając na magnetofonie Kasprzak wątpliwej jakości próby (śmiech). Po niemal 20 latach istnienia, gdzie oprócz Chaotic Splutter powstawało wiele innych muzycznych projektów ( np. Golem, Katil Ferman, UKG), w 2010 roku pojawiła się pierwsza z prawdziwego zdarzenia płyta pt. ”Matryca”, nagrana w podolkuskim Studiu „Smok”. Dwa lata później pojawia się już kolejne wydawnictwo, czyli „Montownia”. Rok 2013 to pierwsze koncerty. Zaczęliśmy trochę bardziej wierzyć w to, co robimy. Nasza muzyka to ogólnie mieszanka, grindcore’a, hardcore’a, punk, rocka, thrash metalu z wieloma innymi elementami.

CHAOTYCZNE INSPIRACJE   Naszym mottem zawsze była i jest przede wszystkim dobra zabawa. Dawniej, w zamierzchłych dla poniektórych początkach lat 90- tych, traktowaliśmy to nasze granie jako wygłupy. Stosy kaset magnetofonowych, na których nagrywaliśmy nasze próby w garażu na sprzęcie wątpliwej jakości (patrz numer „Genital Sector” z pierwszej płyty i teledysk na YT, który o tym traktuje) świadczą jedynie o miło spędzonym czasie w gronie kumpli. Z podziwem i pewną zazdrością patrzyliśmy na miejscową, kultową obecnie grupę o nazwie Zniknięcie Młodego Lorda, która występowała lokalnie w Olkuszu, grając grind-core, a w końcowym okresie istnienia nawet covery King Crimson. Obecnie, owszem, staramy się robić tą muzykę jak najlepiej potrafimy, ale nadal jest w tym ta odrobina szaleństwa i beztroski, jaka kiedyś w nas była. Nie mamy ściśle sprecyzowanej wizji, że muzyka w tym zespole ma być eklektyczna. Nasza muzyka wynika bowiem z ponad 20 letniej fascynacji tym tematem. Przy czym każdy z nas ma, nieskromnie mówiąc, dość rozległe horyzonty muzyczne. Wadim na przykład, oprócz muzyki hc, metalowej i wszelkich jej odmian jest np. fanem całego rocka progresywnego z lat 70 tych, jazzu pod znakiem ECM, folka, pop rocka z lat 80-tych czy rosyjskiego rocka. Łukasz – nasz perkusista i poeta, brat Wadima, to znowu oprócz ekstremalnego metalu, fan elektroniki spod znaku Klausa Schulze czy też zimnej fali lat 80-tych. Mateusz to specjalista od punk rocka z lat 70 – tych, fan grind/crust , new wave, power pop, indie, mod, soul/bluebeat. Grzesiek to znawca nowojorskiej sceny HC. Problem w tym, że, za wiele rzeczy w świecie muzyki nam się po prostu podoba i nie jesteśmy w stanie ograniczyć się do jednego stylu muzycznego. Także co do dźwięków ograniczeń nie mamy, a dowodem na nich będą inne nasze projekty muzyczne: Mgłowce, Katil Ferman czy choćby mocno odjechany, kabaretowy prowadzony od lat projekt Łukasza Zziajani Porywacze Makowców  Natomiast wszystkich nas w zespole Chaotic Splutter łączy bezgraniczne uwielbienie do Napalm Death i do całej sceny szwedzkiego death metalu z przełomu lat 80/90-tych. Oczywiście, nie można pominąć amerykańskich kapel ze złotych lat thrashu (Anthrax, Megadeth, Slayer, Flotsam and Jetsam, Exodus itd. itd.) czy choćby kultowego S.O.D. Na tym wspólnie się wychowaliśmy i zawsze od początku tak chcieliśmy grać a eklektyzm naszej muzyki wynika po prostu z pomysłów, które w sposób naturalny i spontaniczny pojawiają się w naszych głowach i które, co oczywiste, nie istnieją w oderwaniu od twórczości innych kapel.

dobrze się przy tym bawimy...

dobrze się przy tym bawimy…

CHAOTYCZNY ROZWÓJ  Pierwsza płyta pt. „Matryca” była spełnieniem wieloletnich marzeń o tym by wreszcie realnie zaistnieć. W końcu po latach posiadania marnego sprzętu, bądź częściej jego nie posiadania pojawiła się chęć bardziej profesjonalnego nagrania tych naszych skromnych numerów. Tu w dużej mierze przyczynił się do tego perkusista Łukasz, który miał już za sobą profesjonalne doświadczenia w zespole alternatywnego rocka: Lesers Bend. Chyba mierziło go tłuczenie się z nami bez sensu w garażu, kiedy on już dysponował porządnym zestawem bębnów, a reszta zespołu albo nie miała nic i po prostu próbowała własnym głosem przekrzyczeć perkusję, gitara była pożyczona ze szkoły i podpięta do radia Amator Stereo. Do tego połowę czasu na próbach schodziło nam na lutowaniu kabli, co kończyło się niejednokrotnie niepowodzeniem i pozostawało wtedy granie unplugged (śmiech). Niemniej, nagrywając „Matrycę” nie mieliśmy zupełnie doświadczenia, jak to się robi i jak najlepiej wykorzystać sprzęt, który zakupiliśmy, a który wcale nie był nadal zbyt profesjonalny. Pierwsza płyta zawiera też dużą część starych numerów, które najczęściej graliśmy na dawnych, „ogólniakowych” próbach. Także kawałki na tej płycie to, górnolotnie mówiąc, częściowe odzwierciedlenie naszej beztroskiej młodości, choć teksty były głównie pisane po latach, podczas pracy nad płytą. Po zakończeniu sesji Matrycy niemalże od razu zrodziły się pomysły na drugą płytę i tym razem to Wadim naciskał, aby nagrywać kolejny materiał. Choć nagrywaliśmy w tym samym studio i podejście do nagrywania było podobne, zmiana brzmienia nadała płycie bardziej profesjonalny wyraz. W sumie cieszy nas ogromnie fakt, że na płycie „Montownia” znalazły się kompozycje mocno różniące się stylistycznie, a mimo to płyta jest spójna. Słychać na niej hc, jest punk, jest street punk, grindcore, thrash, elementy industrialu i space, death, a nawet dub w utworze “Katil Ferman”. Trzeba przyznać, że na pewno bez pierwszej płyty nie byłoby drugiej. Pierwsza jest o tyle ważna, że dzięki niej mieliśmy większe pojęcie jak nagrać drugą. Druga jest oczywiście bardziej dojrzała i urozmaicona, ale wynika to przede wszystkim z faktu, iż przy jej nagrywaniu mieliśmy większą świadomość, co chcemy i co możemy osiągnąć. Wszystko poszło jakby łatwiej, na pewno bardziej świadomie.  Podsumowując: „Matryca” jest old schoolowa, brzmi bardziej jak profesjonalne demo. „Montownia” to już krok do przodu.

CHAOTYCZNE ZRÓB TO SAM  Fakt wydawania muzyki na własny rachunek jest w naszej ocenie efektem słabości polskiego rynku niezależnego. Duże wytwórnie nie są taką muzyką zainteresowane, a undergroundowe mają zbyt mało środków, by zainwestować w promocję i wydawanie płyt. Trzeba pamiętać, że już garażowe i punkowe grupy z pierwszej połowy lat 60-tych przeważnie realizowały swoje wydawnictwa własnym sumptem. Typowe, „do it yourself” pojawiło się oczywiście 10 lat później wraz z boomem na punk/hc i nwobhm oraz muzykę indie. Pojawiły się własne wydawnictwa, ziny oraz inna fachowa, niezależna prasa muzyczna robiona na ksero, graffiti, koszulki malowane farbą, demówki na kasetach magnetofonowych itd. Dzisiaj jest dużo prościej. Idziesz do sklepu albo zaglądasz do Internetu i możesz kupić sobie wszystko, czego potrzebujesz do nagrywania muzyki, pod warunkiem, że masz określoną sumę na koncie. Dawniej, na przełomie lat 80- tych i 90- tych problemem był zakup pałeczek do perkusji, a co dopiero rzeczy większego kalibru. Dzisiaj nie stanowi to problemu. Trudno powiedzieć, czy dzisiaj zespoły skazane są bezwzględnie na samo promocję, ale na pewno niewielkie sponsorowanie muzyki przez osoby trzecie jest konieczne. Przynajmniej jeśli chodzi o wydawanie, tłoczenie płyt czy poligrafię. Pomimo tego, że są usługą ogólnie dostępną, to jednak swoją cenę mają. (Zresztą, kto dziś wydaje fizycznie płyty, skoro wszystko jest w sieci?). Konkretniejszego koncertu bez odpowiednich pieniędzy czy znajomości pewnie też nie zorganizujesz, no chyba, że u siebie na ogródku (śmiech). Zdajemy sobie sprawę, że organizator też człowiek i zarobić musi, a przynajmniej nie stracić. Gorzej jest wtedy, kiedy osoby drugie, trzecie, czwarte czy piąte chcą mieć wpływ na kształt muzyki czy nawet całą twórczość. Konkludując stwierdzamy, że to, co robimy jest dla nas, zwłaszcza w takim gatunku, tylko hobby i rodzajem przygody. Każdy z nas pracuje zawodowo i raczej nie zamierza z tego wątpliwego finansowo hobby choćby przez chwilę próbować się utrzymywać. Jest to niemożliwe. Głównie robimy to dla siebie, a że ktoś to docenia, chylimy głowy i jest nam z tego powodu bardzo miło. Miło było zobaczyć pozytywne recenzje w Teraz Rocku. Jest to dla nas duża satysfakcja, że po tylu latach spędzonych w garażu na próbach nagle zostało to zauważone. Jesteśmy również przekonani, że kilka naszych numerów ma duży potencjał, ale nie mamy czasu ani funduszy, aby to promować. Niemniej sądzimy, że ten typ muzyki raczej nie znajdzie szerokiego grona odbiorców, ale cóż, nie przejmujemy się tym. Ważne, że nadal dobrze się przy tym bawimy.Chaotic2

CHAOTYCZNY OBSERWATOR RZECZYWISTOŚCI  Chaotic Splutter jest po części zespołem – obserwatorem rzeczywistości i dzieli się swoimi spostrzeżeniami, czasem bardziej osobistymi odczuciami, ale od wszelakich ideologii to jesteśmy na szczęście daleko. Dużo w tym absurdalnej, czasem może nawet infantylnej zabawy, ale wszystko, jak to się mówi, w klimacie. Nasze płyty zawierają po części teksty poważne i żartobliwe. Przykładowo tekst do „Rwandy” powstał po lekturze książki Jeana Hatzfelda, pt.” Strategia Antylop” – reportażu o konsekwencjach ludobójstwa, jakie miało miejsce w Rwandzie w latach 90-tych. „Zajzajer” powstał o 4 rano po uprzednich wspólnych rozmowach na temat jakości koncernowego piwa. „Katil Ferman” powstał pod wpływem książki „Konsulowie ich Cesarskich Mości” Ivo Andrica opisującej intrygi polityczne europejskich mocarstw w XIX wieku w konsulacie na terenie Bośni. I tak dalej, i tak dalej. Wiele tekstów jest też wynikiem obserwacji rzeczywistości i wewnętrznego braku zgody na taki a nie inny stan rzeczy ( „Brudne Gęby”, „TV Parada”, „Virus”, „Chińszczyzna”, „Optymalizacja zatrudnienia”). Mamy nadzieję, że nasze teksty nie są banalne, nawet te żartobliwe. Ale czy jest w nich przesłanie? Na pewno są niejednokrotnie wyrazem obserwacji rzeczywistości oraz dystansu i braku zgody na pewne mechanizmy. Podsumowując: w tych naszych poważniejszych tekstach raczej nie chodzi o przesłanie, jest to raczej kronikarski obraz świata na początku XXI wieku czy też innych okresów, nie ma w nich grożenia palcem, moralizatorstwa. Wskazujemy raczej problem, nie próbujemy go rozwiązywać, bo nie mamy na to żadnego wpływu.

CHAOTYCZNA PRZYSZŁOŚĆ W tej chwili mamy wrażenie, że cierpimy na coraz większy brak czasu. W głowie już jest materiał na ok. 60 % kolejnej płyty. Zapewne sięgniemy też po stare, jeszcze niewykorzystane numery sprzed lat. Ale kiedy nastąpi uzewnętrznienie materiału– trudno powiedzieć. Rok 2013 upłynął nam pod znakiem prób, bo w końcu zaczęliśmy koncertować i trzeba było się do tego solidnie przygotować. A w końcu jesteśmy jedynie amatorami…

Chaotycznie spisał Wiesław Czajkowski

Zdjęcia: archiwum zespołu