BLACK PALATE – Najważniejsze jest zaangażowanie

Wschód kraju rzadko dostarcza muzycznych powodów do dumy, ale kiedy już wypuści kolejnego potworka, jest się z czego cieszyć. Scena hardcore to dość osobliwy temat i nie inaczej ma się w Lublinie. Na gruzach tamtejszego Indication powstali bohaterowie naszego wywiadu, których cechują trzy słowa klucze: determinacja, wkurwienie i prostota. O zespole rozmawialiśmy z Masłem – gitarzystą i Rubinem – wokalistą formacji.

Wasz zespół tworzą ludzie, którzy z niejednego pieca hardcore jedli. Tak się składa, że „ściana wschodnia”, nie jest jakimś specjalnym zagłębiem dla tej muzyki, więc chciałbym abyście pokrótce przedstawili genezę Black Palate.

Rubin: Znamy się między innymi przez interakcję poszczególnych kapel, w których graliśmy wcześniej i czysto kumpelskie konotacje, wiesz, „znajomi znajomych” itp. Swoją drogą, finalnie wszyscy wylądowaliśmy w ostatnim składzie Indication, ale stwierdziliśmy, że chcemy zrobić coś innego, w obecnym składzie i pełnym zaangażowaniu wszystkich z nas. Tak to postanowiliśmy złożyć BP.

Masło: Tak jak zauważyłeś, BP nie jest dla nas pierwszą kapelą i przewijamy się przez różne składy od paru lat. BP powstało na gruzach Indication, w którym jednak po zmianach w składzie tylko ja zostałem z oryginalnego składu. Siłą rzeczy więc muzyka i teksty zaczęły iść w trochę inną stronę, niż miało to miejsce wcześniej. Stwierdziliśmy, że nie ma sensu ciągnąć tematu pod starą nazwą i w czwórkę postanowiliśmy wystartować z czymś nowym. Ja byłem za tym żeby temat ciągnąć dalej, sam zakładałem ten zespół i ciężko było mi się z nim rozstać, ale z perspektywy czasu oceniam, że jednak to był dobry ruch.

Skoro już mowa o tym, czy i dlaczego hardcore ma się (nie)dobrze na wschodzie, postarajmy się doszukać głównej tego przyczyny…

Rubin: Nic teraz nigdzie nie ma się dobrze (śmiech). A tak serio, jeżeli są ludzie, z którymi kumasz się i utrzymujesz współpracę czy jakąkolwiek inną pozytywną interakcję od lat, świadczy  to chyba o tym, że wszystko jest w porządku, mniej lub bardziej. Owszem, koncertów nie jest zbyt wiele, czasem frekwencja też pozostawia wiele do życzenia, ale w żaden sposób nie zmniejsza to ochoty do robienia swojego. Nawet nie mając zespołu i tak byśmy w tym wszystkim mniej lub bardziej byli.

Masło: Czy ściana wschodnia nie jest zagłębiem dla takiej muzyki? W chwili obecnej może rzeczywiście zespołów jest trochę mniej, niż parę lat temu, ale na pewno nadrabiają jakością – ciągle ostatniego słowa nie powiedziało Desperate Times, debiut Prisoners by Choice to mocny punkt 2016 r., a chłopaki grają też w d-beatowej Ohydzie i szykują trasę po Europie, jest Max Cady. Rzeczywiście w większości tych kapel grają te same osoby, ale jednak jakoś wszystko to się ciągle kręci. Koncertowo coś dzieje się w Puławach, Kraśniku, Biłgoraju czy Białej Podlaskiej – fakt, że frekwencyjnie te gigi wypadają może średnio, ale ważne, że są ludzie, którym jeszcze chce się coś robić w tym kierunku. Koncertowo na pewno źle dzieje się w samym Lublinie, a w zasadzie od dłuższego czasu nie dzieje się nic. Z ostatniego (2016 r.) pamiętam w zasadzie tylko kilka gigów na skateparku, z której gig Take Offense + Desperate Times, zrobiony na przez Kajta z Last Warning Records, na pewno zapadł w pamięci paru przyjezdnym osobom. Problemem na pewno jest brak nowych ludzi na scenie, wszystko obraca się w zasadzie w gronie tych samych osób, ale jak wszystko ma to swoje plusy i minusy. Co jest tego przyczyną? Pełno ludzi wyjechało za granicę, a małolaty chyba ogólnie nie jarają się w tym momencie ostrzejszymi dźwiękami niż polskie reggae.

Najważniejsze jest zaangażowanie

Najważniejsze jest zaangażowanie

Nie ukrywajmy, że granie hc/punka wymusza dość konkretną postawę i obycie, ale z drugiej strony, to jeden z niewielu nurtów, gdzie liczy się indywidualność i chęci. Ciężko o właściwych ludzi do takiego grania? Kuce nie chcą przejść na drugą stronę barykady (śmiech)? Piję do tych przeciwności i problemów z utrzymaniem składów celowo, bo to taka bolączka naszej sceny w pigułce. Te same twarze, te same miejsca i kapele grające w dość specyficzny sposób.

Rubin: Nikt i nic nie musi tego na nas wymuszać bo zwyczajnie tak myślimy. Jeśli chodzi o ludzi, lepiej grać z zaufanymi ziomkami, którzy to czują niż kimś z łapanki. Może dlatego niektóre rzeczy idą mozolnie, ale mam nadzieję nadrabiają szczerością i jakością, i niezależnie czy jesteś metalowcem, crustowcem czy innym oi skinem – jeśli nie masz we łbie sieczki i masz chęci robić coś dobrego – proszę bardzo.

Masło: Z moich obserwacji kucowych gigów wynika, że borykają się z tymi samymi problemami, chociaż rzeczywiście jest ich w Lublinie trochę więcej, niż osób aktywnych na scenie hc/punk i regularnie robią koncerty, na które przychodzi powyżej 100 osób. Z graniem z kucami w składzie wiesz jak jest, trzeba dokładnie prześwietlić historię dokonań takiego gagatka, żeby nie okazało się, że grał z kimś kto grał kiedyś z gościem, którego kolega był na koncercie Honoru w 88 roku. Małolaty z kolei swój metal kończą na kupnie rockowej koszulki z h&m i granie, czy wnikanie w jakiekolwiek sceny wydaje się dla nich zbyt ekstremalnym wyzwaniem. Brakuje chyba właśnie tych chęci. Granie hc/punk jak dla mnie nie wymaga od człowieka żadnych szczególnych i konkretnych postaw, jest to scena tak zróżnicowana, że można tu znaleźć coś dla siebie i chyba nie ma nikogo, kto podpisałby się w 100% pod wszystkim co na niej się dzieje – możesz w każdym momencie założyć kapelę radykalnie feministyczną, albo 100% tought guy hc/hc i obracać się na scenie, jednak kluczowym elementem wydaje się być tolerowanie innych poglądów i sposobów na życie – chociaż może to właśnie jest ta konkretna postawa, której ludziom brakuje. Sami chętnie byśmy przygarnęli drugiego gitarzystę, ale póki co nikt się nie znalazł, więc ciągniemy ten wózek we czterech.

Wasz zespół, tak jak w przypadku Indication, ma jednak sporą dawkę autentyczności i nieudawanego wkurwienia, ale tak zupełnie szczerze i obiektywnie, czy w Black Palate chodzi o oryginalność i istotę przekazu czy o stary, dobry, fun z gry?

Rubin: Nie skupiamy się na tym by za wszelką cenę przekazać jak największy ładunek wkurwienia, nienawiści do świata i człowieka za wszelką cenę. Moje teksty to to co myślę na co dzień, często są to też proste autorefleksje bo bądź co bądź – jestem wobec siebie i swojej niedoskonałości dosyć krytyczny. Wszystko podane jednak w jak najprostszej i wydaję mi się szczerej formie. Czerpanie przyjemności z tego co robimy to drugie 50% całości. To w jakiś sposób definiuje i ustawia moje życie w konkretnym kierunku, w kierunku konkretnych ludzi i konkretnych spraw. Ciężko byłoby żyć w tym smutnym jak pizda kraju nie mając swojej odskoczni i azylu jakim jest granie.

Masło: Fajnie, że ktoś to dostrzega poza nami ha, ha… Wydaje mi się jednak, że w Indication to wkurwienie miało jednak trochę inny wydźwięk, ten zespół powstał w takim momencie, że każdy z nas był wkurwiony na wszystkich i wszystko, ale pewnym momencie to wkurwienie zaczęło wpływać też negatywnie na relacje pomiędzy ludźmi grającymi w zespole. W BP to wkurwienie jest raczej pewnym początkiem do działania i powoduje chęć do dalszego działania. Sam widzę tu różnicę między wkurwieniem nacechowanym negatywnie, a tym pozytywnym. Wielkiej oryginalności w naszym graniu i tekstach bym się raczej nie doszukiwał, nie taki jest cel tego zespołu, ale przekaz + fun z gry to coś co musi występować jednocześnie.

Poza problemami kadrowymi, o których najwięcej wiedzą wszystkie warszawskie kapele, to, co znacząco utrudnia granie, to… miejsca do koncertów. Owszem, jest kilka letnich imprez jak Ultra Chaos Piknik, festiwal w Wojcieszowie, nowa śląska inicjatywa Never Forgive, Never Forget czy cieszyński Gotta Go, ale to jednorazowe eventy. W kwestii wojaży po klubach wydaje mi się, że są to ciągle te same kluby (salki?) i imprezy robione przez ludzi, którzy od lat stoją murem za sceną. Z drugiej strony, kiedy idziesz na „duży” gig, okazuje się, że młodzieży w hc/punku nie brakuje. Ludzie są po prostu leniwi i wolą mieć wszystko podane na tacy?

Rubin: Nie wiem czy ludzie są leniwi, wygodni czy nazwij to jak tam sobie chcesz. Widzę tylko małe zainteresowanie sama istotą tego czym dla mnie jest cały ten bałagan i czym ten bałagan uwiódł mnie trochę już lat temu. Fakt, dużo jest cyklicznych wydarzeń, ale tak jak to nazwałeś – robią to wszystko fajni i zaufani kumaci ludzie, więc nie przeszkadza mi to, że są to te same miejsca i ludzie. Ja te miejsca i tych ludzi po prostu lubię. Zależy co nazywasz dużym koncertem, jeżeli chodzi Ci o salę na 2000 ludzi, większe kolejki po piwo i merch niż ilość ludzi pod sceną, i miny jakby byli tam za karę, to średnio mogę się wypowiedzieć, bo nieczęsto w czymś takim uczestniczę.

Masło: Fakt, miejsc do grania jest mniej niż kiedyś, wszystko przeniosło się do większych miast. Z robieniem gigów to chyba trochę takie zamknięte koło – jak nikt nowy na gigi nie przychodzi, to logiczne, że nikt nowy nie będzie ich robił. Z tą ilością młodzieży na dużych gigach bym nie przesadzał, częściej widać na nich raczej stare morświny, które raz na dwa lata wylęgną spod lodu na gig Madballa albo Agnostic. Nie wiem czy ludzie są leniwi, może mało kto wnika co dzieje się poza nowymi nagraniami największych kapel, chociaż jest to prostsze jak nigdy wcześniej i po pięciu kliknięciach możesz znaleźć np. dziesięć kapel straight edge z Ameryki Południowej.

 BP1

Lenistwo potęguje stream wydarzeń na facebooku. Coś, co ma być tylko jedną z dodatkowych funkcji, zaczyna dominować w newsfeeedzie Wyobrażacie sobie, aby oglądać gig hc siedząc w domowym zaciszu? Niektóre polskie kapele już podłapały bakcyla.

Rubin: Trochę w małej części sam odpowiedziałeś sobie teraz na poprzednie pytanie. Portale takie jak facebook już dawno stały się globalnym nośnikiem informacji między innymi na temat wydarzeń takich jak hc koncerty i wszystko co z tym związane, wiele to ułatwia, ale jednocześnie napędza kupę niepotrzebnych i totalnie durnych akcji, wywodów i innych dupereli. Mało kto przyjdzie już na koncert w ciemno z ciekawości bo drogo, bo za mało zespołów, bo za mało znajomych się zapisało, bo za daleko od centrum, bo bla, bla, bla. Nie wiem, czemu tak jest i zwyczajnie nie wiem jak Ci na to pytanie odpowiedzieć. Staram się robić swoje jak najlepiej potrafię i chcę. Jak już mam to robić to zawsze z takim samym zaangażowaniem, niezależnie, czy na koncercie jest 10, 30 czy 100 osób.

Masło: Nigdy nie oglądałem streamów na fb i raczej nie zamierzam, znam parę lepszych sposobów na spędzanie wolnego czasu. Chociaż rozróżniłbym sytuację gdy siadasz oglądać gig, który odbywa się na drugim końcu świata, od oglądania gigu, który robi koleżka dwie ulice od twojej chaty. Także streamy jako dodatek – czemu nie, jako zamiennik koncertu – szanujmy swoją młodość.

A propos młodości. Wiele nowych ekip jak Fury czy Praise choć nagrywa pierwszorzędny materiał nie może przebić się do przysłowiowej pierwszej ligi. Z nowych ekip udało się to Turnstile, choć ciężko tutaj mówić o tym aby stawiali pierwsze kroki na scenie. Stara gwardia – i to dosłownie, bo większość zespołów z lat 80./90. gra nadal odcina kupony od dawnej estymy, inkasując duże stawki za koncerty. Dość powiedzieć, że przykładowo żadnego z polskich organizatorów nie było by stać na Gorilla Biscuits czy Youth of Today. Gdybyś miał wybór, zobaczyć starych dziadów czy pakiet młodych gniewnych, co byś wybrał?

Rubin: Chciałbym zobaczyć i tych i tych. Chociaż w gruncie rzeczy, tak jak mówiłem wcześniej – bardziej wolę małe, kameralne sztuki w ciasnych salach, zamiast dużych koncertów, gdzie coraz częściej upychane są pakiety jak to nazwałeś starej gwardii. Co do kapel pokroju Fury itp. – nie wiem tego czy zależy im na jakimś rodzaju przebijania się przed szereg. I tak mają swoich odbiorców, którzy mnożą się jak pleśniak na chlebie, prezentują kurewsko wysoki poziom, czuć w tym ten pałer, którego szukam i mi to wystarcza. 5 maja będziemy mieli okazję zobaczyć to wszystko w Pogłosie. Czekam.

Masło: Większość swoich ulubionych kapel ze starymi dziadami już widziałem, i w sporej części były to przeciętne gigi, chociaż pewnie i tak pojadę na Integrity do Poznania. Muzycznie Fury i Praise to na pewno 1 liga, wydaje mi się, że i tak jest na nich obecnie pewien hype i zaczynają regularnie pojawiać się w Europie. Wszystkie kapele pokroju Madball, Agnostic, YoT itp. wydaje mi się, że grają w innej lidze, zawsze znajdą się ludzie, którzy jarali się tymi kapelami –naście lat temu i mogą sobie pozwolić na zarabianie na emerytury grając trasy po Niemczech.

Black Palate ma to szczęście, że jak na razie dzieli scenę z samymi dobrymi ekipami. Niebawem po raz pierwszy pod tym szyldem zagracie ze Schizmą. Nie sposób ocenić wkładu tego zespołu w rozwój polskiego hc, a poza tym, chyba jako jedni z nielicznych grali z większością „wielkich” ekip od Napalm Death po Heaven Shall Burn. Może zabrzmi to dość dziwnie, ale czy od takich zespołów jesteście w stanie się czegoś nauczyć? Czy dziś nie ma to znaczenia. Każdy przyjeżdża, robi swoje i do widzenia? Skoro o koncertach mowa, gdzie poza sztuką w

 BP3

Krakowie będzie można was usłyszeć?

Rubin: Poza Krakowem mamy dogadany Gotta Go festiwal, do którego czasowo jeszcze daleko. Poza tym, nic specjalnie nie planujemy. Robimy nowe kawałki, za jakiś czas chcemy wydać to na splicie z zakumplowaną kapelą, i wtedy chcielibyśmy pograć parę koncertów. Być może wybierzemy się z tym za wschodnią granicę. Co do tego czy chcemy i możemy nauczyć się od kapel takich jak Schizma – ogólnie, sam z siebie staram się jak najwięcej nauczyć od każdego z kim rozmawiam. Po prostu, słucham i staram się wyciągnąć z tego jak najwięcej doświadczeń, czy przyjemnych czy nie przyjemnych. Więc – jasne że można. Lubię ich szczególnie wykonawczo, na żywca. Nie pamiętam żebym kiedykolwiek zawiódł się ich koncertem.

Masło: Tak jak wspomniał Rubin, póki co spokojnie klepiemy nowy materiał w sali, a klepnięty mamy tylko koncert w Cieszynie na Gotta Go Festival. Fakt, póki co trafiamy na imprezy w dobrym składzie, mi najbardziej na żywo podobali się goście z You Better Run, z którymi graliśmy w Katowicach. Co do kontaktów z innymi kapelami różnie bywa, nie zawsze udaje się z kimś dłużej pogadać, więc czasami tak to wygląda że każdy robi swoje i do widzenia. Czy możemy od innych kapel czegoś się nauczyć? Tak jak mówiłem wcześniej, mimo że BP istnieje lekko ponad rok, to każdy z nas gra już kilkanaście lat także nie jesteśmy najświeższymi zawodnikami na scenie – co nie znaczy, że nie można czegoś wyciągnąć od innych kapel, starszych czy młodszych.

Rozmawiał Grzegorz Pindor

Zdjęcia: archiwum zespołu