BESIDES – reakcje emocjonalne

Brzeszcze to mała miejscowość w Małopolsce, przeważnie zapomniana przez muzyków rocko/metalowych kapel, choć za sprawą dorocznego festiwalu Rock Reggae, to małe i na swój sposób malownicze miejsce odżywa. Fani dobrego, gitarowego grania mają zapoznać się nie tylko z krajową czołówką, ale również z młodymi, aspirującymi do tego miana zespołami. Jednym z nich jest bez dwóch zdań Besides. Poniżej zapis rozmowy przeprowadzonej z gitarzystą i liderem zespołu – Piotrem Świądrem-Kruszyńskim.

 

 

Wasz soundcloud firmowany jest Twoim nazwiskiem. Oznacza to, że zanim Besides przyjęło pełną, zespołową formę, był to projekt solowy?

Przede wszystkim muszę sprostować – nie jestem liderem, zespół to czteroosobowy, demokratyczny twór. Besides to od początku projekt zespołowy, pomysł Pawła Kazimierczaka – gitarzysty i mój. Wcześniej graliśmy razem w zespole Jedyny Sensowny Wybór, który przekształcił się w Kundle. Kiedy zespół Kundle postanowił skończyć swoją działalność, my z Pawłem (pseudonim Kazik) wiedzieliśmy już co chcemy razem robić. Kazik miał dużo pomysłów na muzę, która nas niezmiernie kręci, fascynuje i emocjonuje. Do tego doszło kilka moich pomysłów.  Brakowało nam sekcji rytmicznej; znalazła się dość szybko sprawna dwójka – Artur Łebecki, stary, dobry znajomy, który zaopiekował się gitarą basową i młody zapaleniec Bartek Urbańczyk, temperowany przez nas na próbach bębniarz. I tak już wspólnie zaczęliśmy aranżować te wszystkie, nasze pomysły aż powstał efekt taki jak można usłyszeć – zespół Besides. Soundcloud jest pod moim nazwiskiem, bo ja zakładałem go dla zespołu, więc wpisywałem swoje dane. 

bes

Powiedzmy sobie szczerze, o ile na Śląsku (jednym i drugim) oraz Mazowszu takie dźwięki są dość popularne, lub przyjmijmy, że witane z otwartymi ramionami (żeby tylko wymienić wciąż podziemne grupy Forge of Clouds, Moanaa, Merkabah, Unipolar Manic Depressive – Psychosis itd.), tak Małopolska bardziej kojarzy mi się z nowoczesnymi wynalazkami.

W sumie nie potrafię powiedzieć, jaka jest Małopolska pod tym względem. W całej mojej muzycznej działalności byłem poza jakąś sceną, nie identyfikowałem się ze szczególną grupą itp. Stąd na dobrą sprawę, ja nie wiem, co się lubi i co się gra w Małopolsce. Wszystko, co do tej pory jakoś w różnych zespołach robiliśmy, nie mieściło się w szufladkach i „scenach”. Stąd pewnie trudność z dotarciem do szerszej publiki – system (jakikolwiek) nas nie „kupił”. Teraz mogę powiedzieć, że bardziej wpisujemy się w pewien nurt jakim jest post rock i w sumie dobrze nam z tym.

Po skompletowaniu składu, którego według mnie, po kontakcie z Wami na żywo, największym atutem jest bardzo sprawna sekcja rytmiczna, ciągnąca – przynajmniej takie odnoszę wrażenie po koncercie – zespół w stronę metalu. Właściwie, to udaje się Wam połączyć zarówno przestrzeń post-rocka jak i metalowy atak. Jak na waszą muzykę reaguje publiczność?

Publiczność takiej muzyki nie jest szeroka, to pewna nisza. Ale za to jaka wdzięczna! Nigdy do tej pory nie spotkałem się z tak prawdziwymi, emocjonalnymi reakcjami na naszą muzykę jak przy Besides. Jeśli już się podoba, to tak do głębi.  Bardzo się cieszę z reakcji słuchaczy, którym się to podoba – czuję i widzę te emocje – a to jest najważniejsze. Za to wszystkim dziękuję – to jest jak paliwo.

Jak do tej pory dzielicie scenę z najrozmaitszymi zespołami, nierzadko – co podyktowane jest charakterem imprezy – z kompletnie innej półki gatunkowej. Celowo wspominam o koncertowaniu u boku zespołów znacznie gatunkowo różnych od Twojego. Grając tak, nie bójmy się tego powiedzieć, hermetyczny gatunek muzyki jakim jest post-rock/post-metal, jesteście w stanie z koncertów innych grup wyciągnąć coś „dla siebie”?

Wbrew pozorom, jesteśmy ludźmi słuchającymi bardzo różnej muzyki – jazzowej, rockowej w jej najróżniejszych odmianach, szczególnie alternatywnych, post rockowej, klasycznej, metalowej, folkowej, reagge’owej itd.  Do tego lubimy dobre koncerty i emocje z tym związane. Stąd z pewnością od innych zespołów wyciągamy coś dla siebie – nie koniecznie ściśle muzycznie, ale w formie doznań estetycznych.

Wspominałem już, że widziałem Was na żywo. Odniosłem wtedy wrażenie, i jeśli się mylę popraw mnie, że garściami czerpiecie z dokonań – żeby daleko nie szukać God Is An Astronaut oraz Mogwai. Które projekty/zespoły mają na Was największy wpływ? I czego zawsze jestem ciekaw, czy wśród inspiracji, mając na uwadze ich międzynarodowy sukces, możesz/możecie wymienić Tides From Nebula?

Ja jestem wielkim fanem Tajdsów, od kiedy pierwszy raz usłyszałem ich na OFF Festival kilka lat temu. To jest światowy band, dla mnie czołówka. Zaprosiliśmy ich nawet dwa lata temu na nasz festiwal do Brzeszcz – i o dziwo, koncert ten się niezmiernie publiczności podobał.Oczywiście MONO – gigant , przynajmniej dla mnie i dla Pawła. Mogwai  już może mniej, tym bardziej God Is An Astronaut. Słucham czasem oczywiście, ale mniej mnie fascynują. Bardziej Explosion in the Sky, Caspian, Deadhorse. Wczoraj graliśmy z The Shaking Sensations z Danii – bardzo przyjemne granie, podobało nam się. Myślę, że gdzieś w tym wszystkim znaleźliśmy swój styl, swoją drogę – te inspiracje przepuszczamy przez nasze doświadczenia, emocje i wrażliwość.Besides

Wróćmy na chwilę do tematu koncertów. Wielu młodych ludzi liczy na wsparcie ze strony agencji koncertowych. Tego typu partnerstwo nie rzadko kończy się fiaskiem lub utratą poniesionych kosztów ze strony artysty.  Zastanawiam się, co zadecydowało o tym, że sam podjąłeś się takiego działania powołując MG Art Agency. Co stanowi dla Ciebie największą przeszkodę, co jest Twoim atutem, i czy planujesz współpracę z innymi zespołami?

Fakt – Polska to dziwny kraj, tu wszystko jest jakieś dziwne jeśli chodzi o scenę muzyczną. Agencja to na razie sprawa martwa. Prowadzę własną działalność gospodarczą w innej dziedzinie i myślałem, by coś takiego próbować rozwijać. Gdy nagrywaliśmy ostatnią płytę z Kundlami, chcieliśmy to oficjalnie wydać i dystrybuować, oraz mieć jakieś zaplecze do managementu, stąd ten pomysł. Myślałem wtedy, by spróbować zebrać kilka fajnych, młodych kapel i próbować coś razem promocyjnie zdziałać. Zajmuję się zawodowo między innymi organizacją festiwalu w Brzeszczach  i chciałem wykorzystać to doświadczenie i kontakty próbując zajmować się czymś na kształt agencji koncertowo-wydawniczej.  Ale z braku czasu, sprawa kompletnie jest zaniedbana. Na dzień dzisiejszy to po prostu możliwość rozliczania się za ewentualne koncerty, podpisywanie umów itd., nic wielkiego.

Management muzyczny w Polsce to wciąż raczkująca dziedzina. W Chorzowie oraz Warszawie odbywają się specjalnie kursy w Akademii Menedżerów Muzycznych mające na celu zarówno dokształcenie osób z branży jak i przygotowanie młodych ludzi do działania na tym polu. Co o tym sądzisz?  Czy prowadzenie zespołu oraz promowanie go tak jak gotowy produkt można się nauczyć? I co najważniejsze – skąd brać pieniądze na telefony?

Każde sensowne kształcenie się jest wskazane – myślę, że te kursy to może być coś fajnego. Ważne by zajmowali się tym kompetentni ludzie, a nie był to kolejny pretekst do zgarnięcia kasy przy słabej jakości usługach edukacyjnych. Zauważam taki trend w różnych szkoleniach – ważne by pozyskać np. dofinansowanie z Unii,  odpowiednią liczbę „PESEL-i”, reszta jest już sprawą drugorzędną. Nie znam za bardzo tej kwestii kursów w Akademii Menedżerów Muzycznych, więc nie wypowiem się, ale sama idea mi się podoba. Wydaje się, że wszystkiego się można nauczyć, więc i prowadzenia i promowania zespołu jako gotowego produktu. To trochę przerażające, bo w takiej dziedzinie jak kultura, chciałoby się, żeby muzyka, film, sztuka broniła się sama. Niestety, świat działa inaczej i chcąc szerzyć swoją twórczość dalej, trzeba to jakoś opakować. Najważniejsze, by muzyka była autentyczna i płynęła z serca – resztę da się  przeżyć.

Rozmawiał Grzegorz „Chain” Pindor