BEAVER – lepsze emocje niż pop-punki

Krakowski Beaver to jedna z nadziei polskiego hardcore’a. Nowomodne melodyjne brzmienia które towarzyszą tej formacji to powiew świeżości na polskiej scenie i oznaka rozwoju tego gatunku na naszej ziemi. O zespole i sprawach związanych z kondycją hardcore’a rozmawiamy z Przemasem, gitarzystą kapeli.

Zanim przejdziemy do tematów ściśle związanych z twoim zespołem, pomówmy na chwilę o scenie w waszym mieście. W blisko 800-tysięcznym Krakowie nie brakuje koncertów hc jak i wydarzeń powiązanych z tą muzyką. Prężnie działają studia tatuażu, odbywają się wegetariańskie pikniki, ale kapel jak i frekwencji na koncertach nie przybywa. Jak myślisz, czym jest to spowodowane? Oznacza to, że scena tak naprawdę kuleje? Albo… może jej nie ma?

Scena w Krakowie jest i ma się dobrze. Frekwencję na koncertach rozbija ich ilość. Moim zdaniem, koncertów jest zbyt dużo ale i tak uważam, że na tle innych miast tej wielkości Kraków wypada nieźle.

Na koncertach nie dochodzi do podziałów wśród załogantów? Jedna z organizatorek takich imprez podniosła ostatni larmo na facebooku, że miejskie animozje potrafią wpłynąć na to, czy ktoś w ogóle przyjdzie na koncert. Chyba nie o to chodzi w hardcorze.

Ja chyba aż tak głęboko w tym nie siedzę. Scenowe ploteczki mnie nie interesują. Szczerze, nigdy nie widziałem tych podziałów, ale prawda jest taka, że chodzę na określone bandy, na których widuję te same buzie.

I nie przejmujesz się tym, że na takich koncertach to środowisko jest niezmienne?

Fakt, znam większość osób przynajmniej z widzenia. Ale na każdym takim koncercie pojawia się kilka nowych dzieciaków, co bardzo cieszy. Podoba mi się zasada, że ludzie poniżej 18 roku życia wchodzą za free. Powinna obowiązywać na każdym scenowym koncercie.

lepsze emocje niż pop-punki

lepsze emocje niż pop-punki

Albo na każdym, tylko kto by opłacał kapele (śmiech)? Sami również koncertujecie w swoim mieście. Zdarzają się wam też wycieczki w dalsze rejony, niebawem do Cieszyna. Z waszego punktu widzenia organizatorzy przykładają się do swojej pracy? Gdzieś szczególnie dobrze się Wam grało/afterowało?

Na koncerty, o których rozmawiamy w większości chodzą ludzie 20+ więc organizatory raczej nie byliby na tej zasadzie mocno stratni, a mogliby zaszczepić bakcyla młodzieży. Zdaję sobie sprawę, że za organizacją z reguły stoją pojedyncze osoby i chyba coś o tym wiesz, że czasem trzeba sięgnąć do własnej kieszeni bo bramka się nie zgadza. Dlatego ta zasada nie działa przy ryzykownych koncertach, ale przy pewniakach powinna obowiązywać. A wracając do pytania – najmilej wspominam Wrocław. Nasz pierwszy wyjazdowy koncert, dobra frekwencja, super kapele, pojebany after i znajomości, mam nadzieję, że na całe życie. Nie mamy zbyt dużego doświadczenia jeśli chodzi o koncerty na wyjeździe, ale mieliśmy to szczęście, że organizatorzy stawali na wysokim poziomie. Szczególnie zapadł mi w pamięć wesoły tandem (pozdro Bodzio i Beton) z Silesia Riot Crew. Nikt nigdy nie zrobił nas w chuja.

Przed wami występ na cieszyńskim Gotta Go Festival u boku zarówno śląskich reprezentantów sceny jak i legendy punk rocka zespołu The Bill. Jak czujecie się w takim towarzystwie? W końcu, jakby nie było, gracie dźwięki dość smutne… (śmiech)

W tym roku obchodziłem również bardzo smutne 30 urodziny, więc The Bill znam bardzo dobrze, a ‚kibel’ był śpiewany na każdym pijackim ognisku gdy byłem nastolatkiem. Fajne czasy, więc i fajnie będzie ich zobaczyć na żywo. Co do reszty kapel to raczej do wesołych nie należą, więc myślę, że nie będziemy bardzo odstawać. Ciekaw jestem Czerni i Torn Shore.

Skoro już o smutku mowa, Beaver jest, powiedzmy sobie szczerze, naszą polską odpowiedzią na równie smutne zespoły z Wysp Brytyjskich. Na koncertach chętnie paradujecie w koszulkach More Than Life i już sam ten fakt, jeszcze zanim się posłucha waszej twórczości, o czymś świadczy. Skąd akurat umiłowanie do takiego ponurego, melodyjnego hardcore’a?

Smutny kraj to i smutne granie, ale tak prywatnie to jesteśmy wesołki, tyle, że wrażliwe wesołki. Trochę czuję zażenowanie jak przypisuje nam się, że gramy „modern hardcore” bo zaczyna to trącić obciachem. Wg. mnie, gatunek ten bardzo mocno się wyeksploatował przez ostatnie lata. Osobiście, zawsze bardziej pociągała mnie emocjonalna nutka niż pop-punki i myślę, że chłopaków też . Wyjątek to Winiu (perkusista), który jest 100% pijackim punkiem spod znaku Chucka Ragana.

Nie tylko modern hardcore się wyeksploatował a cała ta scena a może nawet kultura, zwał jak zwał. Praktycznie wszystkie hasła tożsame dla tego ruchu uległy dezaktualizacji a gdzie nie spojrzysz panuje zawiść, fałszywe kumpelstwo i udawanie, że lubi się dokładać do własnych koncertów. Do tego dochodzi sztuczne puszenie się nie jedzeniem mięsa lub nie piciem alkoholu. A przecież hc = wolność. A może się mylę?

Widzę, ze wkraczasz na niebezpieczne tory… Racja, scenowych mentorów nie brakuje nigdzie .Ja mam od wielu lat wąskie grono najbliższych znajomych, którzy na szczęście są osobami otwartymi o umiarkowanym światopoglądzie i nie wszyscy są związani ze sceną. Każdy, skrajny światopogląd, czy prawicowy czy lewicowy, jest niebezpieczny. Co do wegetarianizmu i puszenia się nim. Staram się na to patrzeć czysto pragmatycznie. Czy jest to świadomy wybór, presja kolegów, czy tylko moda, nieważne. Ważne, że efekt jest ten sam.Beaver ep

A ty lubisz mięsko i wódeczkę? (śmiech)

Tylko wódeczkę.

Wróćmy do samego Beaver. Niedawno wypuściliście nową ep-kę a wraz z nią pojawił się temat koszulek. Merch u młodych zespołów pojawia się szybko, a były i takie przypadki w naszym kraju, że jeszcze zanim kapela X coś nagrała, już miała 5 wzorów ubrań. Ja wiem, że to ważny element, który pozwala finansować wynajem salki czy busa, ale czasem niektórzy zapominają, że przede wszystkim liczy się muzyka. Wy postawiliście na to pierwsze, a ciuchy zdobi tylko wasza okładka. Nie chcieliście mieć „fajnego” ciucha?

Nie, dla nas posiadanie własnych t-shirtów i fakt, że ktoś by w nich chciał chodzić to już jest zajebiście budująca sprawa. Nie sądzę byśmy mogli ze sprzedaży sfinansować bilet mpk, a co dopiero wynajem busa lub salki. To jest wieczne dokładanie do interesu, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że nie jest to najdroższe hobby. Cieszę się, że nie mam zajawki na samochody WRC albo znaczki pocztowe.

A myślisz, że zajawka potrwa na tyle długo, że nagracie longplay?

Ostatnio o tym rozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku, że ep-ki są pankowe i będziemy nagrywać tylko krótkie, ale zajebiste płytki.

Rozmawiał Grzegorz „Chain” Pindor

Zdjęcia: archiwum zespołu