ALL GODS ARE DEAD – żyć po swojemu…

Jeśli ktoś chciał wiedzieć, co dzieje się z muzykami z nieodżałowanego No Heaven Awaits Us, donoszę, że pojawił się na świecie kolejny twór personalnie powiązany z chojnicką załogą. Debiutanckie demo All Gods Are Dead to klasyczny „back to the roots”, bo w stosunku do NHAU, zamiast ciągotek w stronę metalu, mamy klasyczny w formie i poziomie agresji hard core, solidnie zagrany i opatrzony wściekłymi, mało optymistycznymi tekstami. Krótka płytka dobrze rokuje na przyszłość, dlatego postanowiłem pociągnąć za język fizycznego formacji, znanego z NHAU Michała Kozłowskiego.

Na początek pytanie, które paść musi – co spowodowało, że No Heaven Awaits Us położone zostało do grobu – wypalenie formuły, nieporozumienia w zespole czy coś innego?

Generalnie od jakiegoś czasu jakoś się nie kleiło w zespole. Dołóżmy do tego nieustanne zmiany personalne i boczne projekty każdego z członków. Gdy z Lechem postanowiliśmy stworzyć nowy projekt w 3-mieście, czyli tam, gdzie mieszkamy na co dzień, było coraz mniej czasu żeby jeździć na próby NHAU do Chojnic. W pewnym momencie stwierdziliśmy, że nie mamy na tyle czasu żeby pchać tą kapelę dalej. Z drugiej strony doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu odgrzewać tego samego kotleta i grać tylko gigi co jakiś czas bez żadnego kroku w przód. Temat został odepchnięty na dalszy plan, bo każdy miał swój band i swoje życie w swoim mieście, a że nieco rozwlekło się to w czasie, to wszystko jakoś rozeszło się po kościach.

Z perspektywy czasu – uważasz, że NHAU zakończył działalność w dobrym momencie, czy żałujesz, że czegoś jednak nie udało się do końca zrealizować?

Na pewno żałuję, bo dużo było jeszcze przed nami. Chłopaki mieli różne aspiracje, sięgające chyba dużo dalej niż moje. Trzeba byłoby ich spytać ale podejrzewam, że trochę bardziej żałują. Częściowo odpowiedź na to pytanie padła w poprzednim pytaniu – jak się coś nie klei, to średnio jest sens ciągnąć ten zespół bez robienia następnego kroku w przód.

Jak wyglądały kulisy powstania nowego zespołu – krótka historia?

Tak się złożyło, że Lechu i ja mieszkamy w 3-mieście. Postanowiliśmy tutaj na miejscu pograć trochę ale bez większych ciśnień. Na gitarę doszedł Święty, a po pewnym czasie zaprosiliśmy Czaszkę na wokal (obaj grają obecnie w FILTH OF MANKIND i WAY TO NOWHERE). I tak oto zrobił nam się zespół. Od początku dosyć sprawnie nam szło z robieniem materiału, więc gdy w maju 2010 zebrało się kilka kawałków, nagraliśmy epkę, a we wrześniu 2010 ruszyliśmy z koncertami. Obecny skład: Lechu – bas, Święty – git., Czaszka – wokal, Koza – bębny.

Muzycznie, w stosunku do NHAU wasza nowa propozycja jest wyraźnym krokiem w stronę korzeni – zamiast metalu jest hardcore, jest crust i d – beat. To celowe działanie, taka chęć dotknięcia fundamentów tej muzyki?

Tak się składa, że bardzo lubimy posłuchać muzy w tych klimatach. Słuchając z Leszkiem różnych fajnych kapel przy browarze stwierdziliśmy, że fajnie byłoby pograć coś takiego, przypierdolić trochę w innym stylu niż w NHAU czy ONE FOOT JAPAN. Na samym początku była to odskocznia od NHAU, ale teraz całą uwagę skupiamy na A.G.A.D. Po prostu jara nas taka muza, więc bierzemy instrumenty i rzeźbimy. Może jest to nieco prostsze i mniej zróżnicowane granie ale w tym właśnie jest tego urok.

Nowy materiał to pięć krótkich numerów, nie powiem, fajnie wydanych. Ale rodzi się pytanie – czy to tylko wizytówka waszej kapeli, zapowiadająca normalną płytę – jakie będą następne kroki zespołu?

Dokładnie takie było zamierzenie. Chcieliśmy nagrać demo żeby móc cokolwiek puścić po sieci lub po prostu rozdawać ludziom, by mogli posłuchać kilku dźwięków i przyjść na nasz koncert. Nagraliśmy 5 numerów, a że jakość była niezła jak na koszty które ponieśliśmy przy nagraniu (mniej więcej równowartość 100 litrów paliwa albo 100 kg cukru jak kto woli), to wrzuciliśmy to do kartonika razem z tekstami i zrobiliśmy epkę. Dalszy krok to długogrająca płyta.

Zapoznając się z Waszą płytką uderzyła mnie straszna wściekłość, jaka bije z tej muzyki – coś was tak wkurwiło, że postanowiliście jak to się kolokwialnie mówi – dojebać?

Na pewno każdy z nas znalazłby parę powodów, żeby przysłowiowo dojebać. W naszym przypadku mogliśmy wyrazić to akurat w taki sposób. Po prostu trudno jest przejść obojętnie obok gówna zawartego w otaczającej nas rzeczywistości. Mamy taką możliwość, żeby wypowiedzieć się poprzez granie w kapeli i wypierdolić z siebie całą frustrację. Raczej nie naprawisz tego świata ale przynajmniej niech nikt ci się nie wpieprza w tryby, gdy chcesz żyć po swojemu.

Na koniec jeszcze jedna kwestia – nazwa zespołu, tytuły utworów i ich treść są bardzo mocno ukierunkowane na walkę z religią/chrześcijaństwem. Zawsze zastanawia mnie, jak jakiś zespól tak mocno zwraca się w jedna stronę – czy nie uważacie, że to trochę za wąska ścieżka – czy jest to wynik jakichś niezbyt dobrych wydarzeń związanych z kościołem i systemem religii w tym kraju?

Tutaj raczej krótko. Nie sprowadzałbym tego wszystkiego do spraw religii i chrześcijaństwa. Najlepszym wytłumaczeniem sprawy jest cover, który gramy na gigach: Moskwa – „Nigdy”. Nic więcej do powiedzenia.

Jakie są plany na przyszłość?

Priorytetem jest na pewno robienie materiału na płytę, a potem wydanie jej. W międzyczasie chcemy obskoczyć trochę koncertów bo najlepiej z tego wszystkiego lubimy grać na żywo. Dla zainteresowanych gigami i nie tylko odsyłam na nasz myspace. Dzięki!

Rozmawiał Arek Lerch