72DR – Nie wymyślamy koła

Chciałoby się napisać – przedstawiamy młodą twarz krajowego, ciężkiego grania, ale… przecież byłaby to nieprawda, bo za wiosła chwycili ludzie z życiowymi bagażami. Zachciało się hałasować, coś się dostroiło i najnowsze – a zarazem najlepsze – dzieło zespołu 72DR, malowniczo zatytułowane „Strzępy”, trafiło do odbiorców. Jeśli lubicie dołujące dźwięki, powstające na przecięciu hadcore’a, metalu i sludge, doprawione odpowiednio zgrzytliwym, potężnym brzmieniem, szukajcie płyty. Na zachętę, krótka rozmowa z gitarzystą zespołu – Jackiem Gocem.

Zaczynamy i od razu cios w splot słoneczny – nie uważasz, że granie takiej muzy w wieku dojrzałym budzi tzw. kontrowersje?

Absolutnie nie. Akurat byłem na serii koncertów tzw. „dinozaurów” i nie zauważyłem żadnych kontrowersji na publice. Napalm Death nagrywa teraz najlepsze płyty w historii, Neurosis trzyma znakomitą formę. Myślę, że to bardziej kwestia w tego co w tobie siedzi, czy masz jeszcze w sobie coś czym chcesz się podzielić. Ja czuję, że mam. Po za tym kto o to pyta, ty?!

Jakie sploty wydarzeń spowodowały, że po względnie spokojnej egzystencji, nagle zapragnąłeś wejść w buty hardcore’owca?

Od razu w buty… W moim otoczeniu zawsze byli ludzie i muzyka związana zarówno z metalem jak i hardcore. Ci sami ludzie spotykali się na koncertach Dragona jak i Post Regimentu czy Armii. Enola Gay czyli zespół, w którym zaczynał nasz wokalista Michał a wyewoluował w 72DR, to była grupa HC. Tych kilkunastu lat przerwy w działaniu sami nie potrafimy wytłumaczyć (śmiech). Faktycznie, był katalizator ponownej aktywizacji 72DR, ale to bardzo osobisty temat.

Ok, skoro osobisty, zostawmy to na boku. Może zatem zdradzisz naszym czytelnikom, o co chodzi z tą nazwą? Z czym się wiąże i co w zasadzie oznacza?

72 Desperate Rebels to tytuł starego filmu kung fu, w którym znajdziesz wszystkie te super ciosy skoki etc. Słaba rzecz generalnie, ale na tyle nas ujął, że wylądował jako nazwa zespołu. Niezbyt to pasuje do obecnych emocji, które staramy się przekazać, więc skróciliśmy to do 72DR. Może i sensu w tym za grosz, ale przyzwyczailiśmy się do tej nazwy.

 Nie wymyślamy koła

Nie wymyślamy koła

Wydaliście nowy materiał i teraz czas na promocję. Jak to się ma do Waszego życia? Gdzie są granice poświęcenia „dla sprawy”, jesteście gotowi promować materiał w tzw. pełnym wymiarze?

Wydaliśmy go sami więc i zobowiązania żadne. Nie planujemy jakiejś intensywnej promocji, raczej jakieś okazyjne koncerty. U 4/5 składu biegają lub będą biegać po domach jakieś małe ludziki, więc sam rozumiesz.

A jednak jest to istotne, bo wasza nowa płyta bardzo przyjemnie mnie zaskoczyła. To autentycznie kawał solidnego grzańska powstającego na przecięciu hardcore’a, mroku i sludge metalu. Idealne proporcje, aż się prosi o koncerty. Mieliście jakieś konkretne założenia podczas prac nad muzyką?

Dzięki. Założeń żadnych nie było, raczej koniunkcja odpowiednich pomysłów i energii. Jedyne czego staramy się pilnować to, żeby „grzało”, nieważne czy wolniej czy szybciej, ale ma mieć to uderzenie. Jak tego nie czujemy to wylatuje do kosza.

Strzępy

72DR  STRZĘPY  Coraz częściej mam wrażenie – i to nie tylko z racji własnych krzyżyków – że z muzykantami jest jak z winem, im starsi tym lepsi. Oczywiście, wino też może się zepsuć, ale często-gęsto smakuje wybornie jak swoje odleży. Desperaci to dobry przykład potwierdzający teorię: niemłoda w części załoga, która do grania wróciła po latach zmagań z oporną materią rzeczywistości, trochę się powierciła i wreszcie znalazła swoje miejsce. Przyznam, że nowy materiał to wyborny kawałek łomotu, odchodzący trochę od obranego na początku, d-beat’owego kursu, tym razem mocno zbaczający w stronę syfiastego dołu. Niby nic nowego, bo takiego dark/sludge/core’owego walca jest całkiem sporo, ale za sprawą produkcji, głębokiego brzmienia i niepokojących tekstów 72DR może liczyć na uznanie zarówno hc braci jak i co bardziej otwartych metalowców. Bo hałasu jest tu cała masa – tym razem zespół postawił na organiczny miks ciężkich, brudnych riffów, podkreślonych odpowiednio wulgarnym miksem Satanic Audio. W nowych numerach fajne jest to, że do końca nie wiadomo, gdzie kończy się w kurzony punk, a zaczyna metal; wreszcie udało się zespolić te wszystkie fascynacje w monolit, którego kręgosłupem jest miarowo pracująca, precyzyjna sekcja, generująca wolne, dołujące bity, wyjęte wprost ze sludge’owej walcowni. Przyspieszeń jest mało, jedynie w „24” jadą do przodu, posiłkując się lekko black’owym riffem, w „Bezsilności” i „Nie ma tu nic” też zdarzy się im docisnąć pedał, ale prawdziwe, duszące mielenie zostawiają sobie na koniec – „Strzępy” z klimatycznym wstępem i „Igła” z iście schizofrenicznymi zagrywkami gitarowymi to najlepsze kompozycje na płycie. Słychać pomysł, słychać, że wszyscy się tu spalają. Ogólnie, wolę Desperatów, wkraczających do pieczary. Kiedy jest smoliście, ponuro i cholernie ciężko, wychodzi najlepsza twarz zespołu, przekonanie i faktyczna desperacja. Uznaję ten materiał za prawdziwą wizytówkę 72DR i początek nowej drogi. Na przyszłość – jeszcze bardziej uwolnić wkurzenie, podstępem ukraść perkusiście słuchawki (mam wrażenie, że zbytnie przywiązanie do metronomu troszkę usztywnia sekcję) i będzie doskonale.

Jest w nowym materiale kurewska dawka mroku. W zasadzie od początku dół, syf i depresja. Co was tak strasznie przycisnęło do ziemi? Tylko nie mów, że polityka (śmiech).

Część materiału powstała przed „dobrą zmianą” zobaczysz co zrobimy teraz. A tak serio to w każdym pewnie to siedzi , my mamy to szczęście że możemy to uwolnić poprzez muzykę czy też teksty. Wiesz na zewnątrz niby wszystko ok., a codziennie z boku dostajesz poprzez media czy znajomych kolejne porcje skurwysyństwa i czyichś osobistych tragedii, które gdzieś się dzieją i w zasadzie nie masz na nie wpływu. Swoją drogą, często jak czytam teksty Michała to sam mam ciarki, są faktycznie mocne.

Fakt, właśnie zastanawiałem się co on ma w głowie (śmiech). Myślisz, że taka autoterapia pomaga?

To już bardziej pytanie do niego. Mam nadzieję, że tak. Najgorsze w tym jest to, że są tak kurewsko prawdziwe. Biada nam.

Biada, biada… Gdzie jest Wam bliżej? Do metalu? Punka? Czy może sludge? Ja słyszę w tym powinowactwo z tzw. dark core’ową sceną z Francji…

A to już zostawiam tobie, nie ma tu jakiejś naczelnej inspiracji, raczej wynikowa tego co słuchaliśmy przez te lata. Koła na nowo nie wymyślamy, natomiast nie powstrzymujemy się przed mieszaniem tego w jednym kotle. Nie jest to crossover klasyczny, ale jednak crossover.72dr

Nieee, zostawmy crossover dla DRI czy Suicidali. Wystarczy, że kiedyś tym mianem określano kapele pokroju Red Hot Chili Peppers. Ale teraz kwestia okładki. Nie mogę się powstrzymać od lekkiego uśmiechu. Wiem, pasuje do tytułu, ale w zasadzie co przedstawia? Widziałem tam już drzazgi, gałęzie sosny, kurde, co to jest?

O to zapytaj się twórczyni Eweliny Eliasz. Natknąłem się na jej grafiki przypadkiem właśnie w momencie, kiedy szukaliśmy czegoś na okładkę. Dla mnie jest doskonała poprzez brak definicji; patrząc na nią też miałem różne interpretacje, pozytywne to one nie były, więc w jakiś sposób pasuje to zawartości płyty.

Ulubiony kawałek z płyty i dlaczego?

„Igła”. Wydaje mi się, że idealnie zgrała się tam muzyka i teksty. Końcówka na koncertach to zawsze u mnie ciarki. Pewnie dlatego, że sam jestem ojcem, traktuję ten utwór bardzo osobiście.

Myślę, że na koniec zostawiam miejsce dla Ciebie – wolne wnioski uwagi i zaproszenia na koncert!

Jeśli chodzi o koncerty to w marcu zapraszamy do Gdyni, szykujemy coś razem z G.A.R.S., którzy też mają świeży materiał. W czerwcu widzimy się na bagnie. Jeśli ktoś się zastanawia czy warto po latach sięgnąć po wiosło lub inny instrument i znów zacząć tworzyć, odpowiadam: warto!

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Marta Szczepańska/Marcin Masalski