X-MASS NOIZE NIGHT VIII – impreza wysokoenergetyczna

Kolega spytał mnie kiedyś po co w ogóle pisze się relacje z koncertów. Nie potrafiłem sensownie odpowiedzieć ani wtedy, ani nie potrafiłbym dzisiaj, ale widocznie po coś są, skoro powstają. Umówmy się więc, że poniższy wywód służy opisaniu tego, że „fajno było”, zachęceniu szanownych czytelników do przekonania się o tym osobiście i przede wszystkim jest pretekstem do wrzucenia tu kilku świetnych zdjęć z ósmej już edycji X-Mass Noize Night, w moim subiektywnym odczuciu najlepszej z dotychczasowych.

X-Mass Noize Night VIII: Blindead, Belzebong, Thaw, The Dead Goats.  27.12.2012, Gdynia, klub „Ucho” 

The Dead Goats

The Dead Goats

Punktualnie, czyli dla mocno przewietrzonej sali, wystartował The Dead Goats, który, mimo krótkiego stażu, wyrobił sobie renomę najlepszego szwedzkiego zespołu z Polski. Dismember’owsko brzmiący death metal na solidnej punkowej podbudowie po prostu musiał wypaść świetnie na żywo – i wypadł. Ze sceny poleciało parę numerów z debiutanckiego albumu (m.in. „Maggot March”, „Lullabies for the Dead”, „The Goat is Dead…”) plus kowery Napalm Death i Repulsion, jazda na trzy wokale sprawdziła się wyśmienicie a pisujący na Violence Online redaktor Spryszak zatańczył pod sceną na przekór opiniom, że starszym panom nie wypada. The Dead Goats jest z pewnością najzdolniejszym dzieckiem Psychoradka od czasów „Graveyard Cowboys” Neuropathii.

THAW

THAW

Wysokoenergetyczny rock’n’roll Kozłów ustąpił miejsca posępnym klimatom, gdy na scenie zainstalowało się sosnowiecki kwartet Thaw. Walcowaty sludge uciekający w blackmetalowe smażenie i dronowe pejzaże zaskakująco dobrze wypadł na żywo, co nie jest regułą w przypadku takiej muzyki. Gdzieś pod koniec zdarzyło mi się dyskretnie ziewnąć z myślą, że chyba już wystarczy, ale to tak naprawdę szczegół, ogromnie natomiast cieszyła mnie zabawa efektami i mocny, ekspresyjny wokal. Czy to już nie czas na debiutancki album?

Belzebong

Belzebong

Belzebong wypełnił salę nie tylko zieloną poświatą i gryzącą nozdrza mgiełką, ale przede wszystkim rewelacyjnym, ciężkim i transowym stoner/doom metalem. Materiał z debiutanckiego „Sonic Scapes & Weedy Grooves” (oraz chyba coś premierowego) ułożył się w zwartą, monolityczną masę doskonałych riffów podanych na bardzo selektywnym brzmieniu (przesterowany bas na przedzie!). Teoretycznie podobnych kapel jest na pęczki, ale tylko co któraśtam serwuje tę doskonale znaną mieszankę w idealnych proporcjach. Belzebong radzi sobie doskonale i w studio, i na scenie, w dodatku nie zaśmiecając kapitalnych kompozycji zupełnie tu zbędnym skrzekiem jakiegoś narkomana. Ot, znakomity i wkręcający się w głowę koncert, nawet, jeśli ktoś – jak niżej podpisany – tego wieczoru oparł dietę na napojach niewyskokowych.

Nick

Nick

Tak się jakoś dziwnie składa, że każdy kolejny koncert Blindead, jaki mam okazję obejrzeć, jest lepszy od poprzedniego. Wychwalanie ich studyjnych i scenicznych dokonań jest na Violence niepisaną tradycją, ale cóż poradzić w obliczu tak powalającego koncertu. Setlista była bardziej przekrojowa niż to ostatnio bywało, zorientowana raczej na mocniejsze akcenty niż nastrojowe „postmetalowanie”, brzmienie doskonałe nie tylko jak na uchowe standardy. Fakty są takie, że ten trójmiejski skład jest jedną z najlepszych kapel w całym gatunku, który złapał zadyszkę w wyścigu o nagranie drugiej części „Through Silver in Blood”. Doskonały materiał w połączeniu z rozpoznawalnym brzmieniem, obyciem scenicznym i energią autentycznie kwalifikuje Blindead do ekstraklasy, nazwijmy to umownie, sludge’u.

Blindead - moc energii

Blindead – moc energii

„X-Mass Noize Night” na stałe wpisał się do koncertowego kalendarza Trójmiasta, jak i mojego prywatnego. Godna frekwencja pozwala wierzyć, że nic się w tej materii nie zmieni, tym bardziej, że z roku na rok jest coraz lepiej, tak pod względem czysto muzycznym, jak i towarzyskim.

Słuchał Bartosz Cieślak

Fotografowała Agnieszka Janczyk