VADER – Oko cyklonu

Faktem jest, że najnowszy krążek Vadera Tibi Et Igni to jeden z najmocniejszych punktów ich dyskografii. Jeśli po tylu latach na scenie wciąż wydaje się tak zawodowe i tryskające furią płyty, nic nie stoi na przeszkodzie, aby prawie w całości prezentować nowy materiał na żywo. Choć bezpieczniej oprzeć set o stare i powszechnie lubiane klasyki, Peter nie poszedł w tym kierunku. Na trasie Blitzkrieg VII postawił przede wszystkim na premierowe kompozycje. Powiedzieć, że wyszedł z tego obronną ręką to jak powiedzieć, że Vader to zespół przyzwoity. Przez poznański Eskulap przetoczył się bezlitosny, death metalowy cyklon. Vader ogniem i mieczem zgarnął pełną pulę.

 

Vader, Vesania, Calm Hatchery – Poznań, Eskulap, 13 września 2014

W połowie września Calm Hatchery wydało nowy album „Fading Reliefs”, ale poza kawałkami z tej płyty, kapela zagrała także numery z poprzedniej „Sacriliege of Humanity”. Nowoczesny, techniczny death metal przez pół godziny energicznie rozgrzewał poznańską publiczność.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAVesania, która od dłuższego czasu zapowiada ukazanie się czwartej płyty studyjnej „Deus Ex Machina” wystąpiła wyjątkowo z Kerimem Lechnerem w zastępstwie za Daraya. Darek nie miał w tym czasie zobowiązań z Dimmu Borgir. Po prostu oczekiwał narodzin dziecka. Austriak, który grał już z Decapitated i Behemoth zaliczył występy z kolejnym czołowymOLYMPUS DIGITAL CAMERA polskim zespołem i zrobił to wyśmienicie, bez jednego potknięcia.

Scena udekorowana półką z książkami, lustrem, śnieżącym telewizorem i staroświecką lampą nadała koncertowi Vesanii niepowtarzalnego charakteru. Nie zapominając także o wstrząsających masko-makijażach, które noszą Orion, Heinrich, Seigmar oraz Valeo. Rozpoczęli „Hell is for Children” z ostatniej jak dotąd płyty „Distractive Killusions”, w dalszej części setu poprawiając „The Downfall”, z tego samego longplaya, który ukazał się w 2007 roku. Pojawiały się dwa nowe, niepublikowane jeszcze numery. Wcześniejsze wydawnictwa reprezentowały „Marduke’s Mazemerising”, „Rest in Pain”, „Posthuman Kind” oraz „God The Lux”. Zespół wypadł niezwykle pewnie, z dramaturgią i dostojnością, które znakomicie uzupełniają ich chłodną, nieludzką black metalową twórczość. Był to bez dwu zdań występ na miarę gwiazdy wieczoru.

Rozwinięty na ogromnej fladze karykaturalny obraz diabła znanego z okładki singla „Go to Hell”, płonące ściany wzmacniaczy, naszpikowane ćwiekami sceniczne mundury Petera, Pająka i Hala to nowy wizerunek Vadera. Zespołu, który mimo trzydziestu lat działalności wciąż wypełnia kluby na całym świecie. Tego, że generał Wiwczarek zbliża się niechybnie do pięćdziesiątki nie było widać podczas sobotniego występu w Eskulapie. Otworzyli nowymi „Abandon All Hope” oraz „Go to Hell”, dwoma stosunkowo prostymi, krótkimi i bezpośrednimi ciosami, które dały do zrozumienia, że maszyna gra na pełnych obrotach. Zaraz potem jednak przyszedł czas na klasykę polskiego, a także światowego death metalu, czyli „Silent Empire” oraz „Blood of Kingu” ze słynnego albumu „De Profundis”, od ukazania którego mijają właśnie dwie dekady. James Stewart, raptem dwudziestoczteroletni bębniarz z Anglii, nie ma kompleksów i w repertuarze Vadera czuje się jak u siebie w domu. Porównania do Docenta, Daraya czy Paula nie mają większego sensu. Jedno, co się liczy to fakt, że James jest integralnym i niebywale silnym elementem kapeli. Grał jak natchniony, zamykając wszystkim usta.

oko cyklonu

oko cyklonu

W dalszej części koncertu pojawiły się kolejne nowe kompozycje, czyli nawiązujący do wczesnego Slayera, thrashujący „Triumph of Death” oraz typowa dla Vadera, wściekła petarda „Where Angels Weep”. Z wydanej w 2011 „Welcome to the Morbid Reich” poleciały „Come and See My Sacrifice” i „Return to the Morbid Reich”. Tempo oraz temperatura koncertu utrzymywały się przez cały czas na nieprzeciętnym poziomie. Buchające słupy ognia i zamontowane na gitarach fajerwerki były wizualnym uzupełnieniem dźwiękowego piekła, jak zespół zgotował fanom.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Spektakl Vadera nie byłby kompletny bez tak wiekopomnych i przełomowych kawałków jak „Sothis”, „Carnal” czy „Dark Age”. Choć słyszeliśmy je niezliczoną ilość razy, grane na żywo w pełnym szale zawsze porywają i gwarantują ciary na całym ciele. Pojawiła się także niespodzianka, czyli „Sword of the Witcher”, przyjęty zaskakująco wielkim aplauzem. Choć na tle regularnej twórczości Vadera utwór ten wypada dość blado, w wydaniu koncertowym okazuje się strzałem w dziesiątkę. Aby nie było wątpliwości Peter i spółka przyłożyli zaraz superszybkim „Wings” oraz ponownie zaserwowali porcję kawałków ze świetnego albumu „Tibi Et Igni”. Były to dłuższe i bardziej rozbudowane „Hexenkessel”, „The Eye of the Abyss” oraz „The End”. Publiczność jadła Peterowi z ręki, Pająk wznosił się na wyżyny swoich gitarowych umiejętności, a James jak stary wyga po mistrzowsku robił użytek z perkusji.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Choć Vader dał wyczerpujący popis swoich talentów i nie można by mieć żalu za zamknięcie występu w tym momencie, zespół wydobył rezerwę heavy metalowego paliwa, aby zaatakować raz jeszcze. Pożegnał się odkurzonym niedawno starociem „Necropolis”, prawdopodobnie pierwszą kompozycją Vadera, datowaną na połowę lat osiemdziesiątych. Rasowy hymn z polskim tekstem, inspirowany klasycznym brzmieniem Judas Priest czy Saxon okazał się właśnie tym, co doskonale uzupełniło i zamknęło intensywny i dziki półtoragodzinny koncert.

Tekst Adam Drzewucki

Zdjęcia Łukasz Popławski