ULVER – Złotówka za minutę

Dopiero pod koniec kwietnia ukaże się najnowszy studyjny album Ulver „Wars of the Roses”, a zespół w najlepsze koncertuje już z nowym materiałem. Kto skorzystał z internetowej kontrabandy lub inaczej posłuchał zawczasu, wiedział, co jest grane. Jeśli ktoś czeka na płytę w sklepie, koncert był doskonałą okazją, aby przekonać się o tym, co się na niej znajdzie.

Ulver, Zweizz – Poznań, Eskulap, 5 kwietnia 2011

Cały poznański występ był wypełniony premierowymi kompozycjami, które w jednym zdaniu można opisać jak wypadkowa brzmienia trzech poprzednich albumów: „Shadows of the Sun”, „Blood Inside” i wydanego już dziesięć lat temu „Perdition City”.

Zespół zaczął mocnym i bardzo rytmicznym „February MMX”. Od pierwszych dźwięków stało się jasne, że brzmienie Ulver podkreślone żywą perkusją i basem robi wrażenie obcowania z czymś szczególnym. Wyświetlane na wielkim ekranie obrazy i fragmenty filmów stanowiły znakomite uzupełnienie niepowtarzalnego nastroju, który stworzył kwintet Norwegów.

W dalszej części występu Ulver zaprezentował kolejne nowe kawałki, jak „Providence”, „England” czy „September IV”. Kulminacyjnym punktem programu okazał się być przestrzenny i wyciszony „Island”, towarzysząca któremu wizualizacja, wywołała uczucie topienia się pod ciężkimi falami melancholijnych dźwięków. Głęboki głos Garma odegrał tu pierwszoplanową rolę, jak zresztą we większej części siedemdziesięciominutowego seta.

Stonowana, kilkunastominutowa kompozycja „Stone Angels”, będąca połączeniem melodeklamacji i narastającego napięcia, była ostatnim fragmentem nowej płyty, który dane było posłuchać Eskulapowi tego wieczora. Po krótkiej przerwie zespół wyszedł, aby zagrać bis w postaci „Hallways of Always” z „Perdition City”, przyjęty przynajmniej tak entuzjastycznie, jak „Raining Blood” na koncercie Slayera. Charakterystyczny motyw przewodni oraz szalejący pianista rozbudziły głód na kolejne muzyczne doznania, ale okazało się, że pomimo gromkich braw Ulver nie zagra nic ponadto. Kto rządzi, ten dyktuje warunki. Zespół pokazał, że jest na fali i pozwala sobie na odrobinę arogancji wobec fanów.

Nie obyło się bez zabawnego momentu. W trakcie jednego z numerów, wyluzowanym krokiem na scenę wtoczył się zaokrąglony Zweizz, występujący wcześniej jako support. Bez pardonu, z plastikową torbą pełną puszek z piwem, zrobił rundę proponując drinka każdemu z członków Ulver, jakby był to piknik. Nie wiem, jak znany z poważnego traktowania siebie Garm to przeżył, ale wyraźnie wziął na wstrzymanie i odmówił. Zamiast piwa wolał pociągać wino prosto z butelki.

Adam Drzewucki