TIDES FROM NEBULA – Pasja i zaangażowanie.

Najpierw piętnaście koncertów zagranicą – zarówno na zachodzie, jak i na południu Europy. Teraz kolejnych osiemnaście sztuk w Polsce – wszystko to na przestrzeni niecałych dwóch miesięcy. Nawet chcąc chłopakom z Tides From Nebula coś zarzucić, na pewno nie sposób odmówić im pracowitości.

Tides From Nebula, Tranquilizer, Klub Firlej, Wrocław, 18.11.2016r.

Dla fanów najważniejsze powinno być jednak to, że zespół uwielbia występować na scenie. Naprawdę, za każdym razem jak przychodzę na koncert Tides From Nebula – a tych się kilka uzbierało i to w różnych miejscach w Polsce – panowie grają po pierwsze z pełnym zaangażowaniem i profesjonalizmem, a po drugie z olbrzymią pasją i frajdą. Widać, że cieszą się wspólnym graniem, ale też nakręcają razem z publicznością. Ta w Firleju zdecydowanie dopisała – koncert został wyprzedany, a w klubie ciężko byłoby wcisnąć nawet jedną dodatkową osobę. Nie dziwi zatem, że zespołowi chciało się grać. I zagrali doprawdy dobrze. Dominował nowy materiał, ale było też parę starszych numerów z „Aury” i „Earthshine” i to właśnie na te stare „przeboje” publika reagowała najbardziej żywiołowo. Trzeba jednak przyznać, że i materiał z Safehaven na żywo bronił się co najmniej przyzwoicie, nawet pomimo dość przeciętnego nagłośnienia.koncert-bialystok-aga-krysiuk

Pierwszy raz Tides From Nebula widziałem w Łodzi, gdzieś w okolicach wydania „Aury”. Grali wtedy dla góra pięćdziesięciu osób w małym klubie, praktycznie z zerową oprawą wizualną. Przyznaję, wtedy post-rock był gatunkiem, który interesował mnie dużo bardziej niż teraz i może dlatego w pamięci mam koncert, który zrobił na mnie duże wrażenie. Zapamiętałem go jako występ, którego główną siłą była niesamowita ekspresja i pasja. I wiecie co? Teraz, pomimo że Tides From Nebula grają dla znacznie większej publiki i używają dużo lepszej oprawy wizualnej, ich występy ciągle są porywające. Pomijając już kwestię, czy post-rock sensu stricte jest tym, czego aktualnie szukam w muzyce oraz fakt, że na koncert wybrałem się przede wszystkim z sentymentu, na deskach widziałem ten sam zaangażowany zespół co dobrych kilka lat temu. Z dokładnie taką samą pasją i tak samo cieszący się przebywaniem na scenie.

To właśnie dlatego nie dziwię się, że Tides From Nebula wyprzedają koncerty. Ludzie chcą oglądać tak dobre sztuki. Zresztą, pewnie przy kolejnej okazji też się znowu na nich wybiorę, bo po prostu warto.

P.S. Na koncert Tranquilizer nie udało mi się dotrzeć – niestety, dość późno zaczynam weekend.

Michał Fryga

Zdjęcie: Aga Krysiuk (Białystok)