SUICIDAL TENDENCIES – Samobójcze szaleństwo

Pierwszego razu się nie zapomina. A to był mój pierwszy raz z Suicidal Tendencies, choć legenda crossover thrashu od paru lat dość regularnie do Polski przyjeżdża. Ale po tym, co zobaczyłem pod sceną w klubie „Kwadrat”, wcale im się nie dziwię, że tu wracają.

Suicidal Tendencies, Terrordome, Tester Gier – Kraków, Kwadrat, 30.05.2016

Opinie o koncertach ST z ostatnich lat docierały do mnie różne, jednakowoż z przewagą tych pozytywnych. Mam wśród znajomych osoby, które miały okazję widzieć Mike’a Muira i jego współtowarzyszy na pierwszym koncercie w Polsce, co wspominają do dziś. Zdarzało mi się słyszeć opinie, że czasami występy są zbyt przegadane, przez co spada temperatura, energia gdzieś się ulatnia. Krakowski koncert Suicidal Tendencies z całą pewnością nie był z tych, na których ogień gaśnie. Palił się cały czas, od początku do końca. Zespół śmiał się od ucha do ucha, widząc reakcje publiki, a ta dawała z siebie wszystko.ST

Oczywiście, był ten smaczek najważniejszy, czyli Dave Lombardo za perkusją (otrzymał potężną owację od fanów). Jego obecność na pewno przyciągnęła do klubu parę dodatkowych osób. Ta kolaboracja może się niebawem zakończyć (choć jak wiemy Dave zagra na nowym albumie ST), więc szkoda byłoby przegapić okazję zobaczenia mistrza w akcji. Udało mi się stanąć w takim miejscu, że obserwowałem Lombardo niemal cały czas. Na moje oko ledwo się spocił, ale napęd dawał niesamowity i potężny. To, co musi zagrać z Suicidalami z pewnością żadnym wyzwaniem dla niego nie jest. Reszta panów przebiegła na scenie dystans zbliżony do pół maratonu, serwowała uśmiechy, przybijała okazjonalnie „piątki”. Innymi słowy, dawała do zrozumienia, że jest pod wrażeniem tego, co widzi ze sceny. Fakt, że sam Dave Lombardo udostępnił na swoim fejsie filmik z Kwadratu, opatrując go wielce wymownym komentarzem: „I haven’t seen moshing like this since the 80’s„, wiele mówi o tym, co się działo. Jestem od Dave’a nieco młodszy, ale pewnie na koncerty chodzę nieco częściej. I muszę przyznać, że też dawno takiego wspaniałego wariactwa nie widziałem. Czy ST grali wielkie klasyki, jak „You Can’t Bring Me Down” (na otwarcie), „Trip At The Brain”, „War Inside My Head”, „I Saw Your Mommy”, „Possessed To Skate”, czy „Freedumb”, naprawdę nie miało większego znaczenia. Ogień cały czas płonął równym, wysokim płomieniem. Mike, owszem, sporo mówił, ale nie miałem wrażenia, że robi to przesadnie długo. Zresztą, ten facet ma taką charyzmę, że nawet gdyby czytał do mikrofonu skład chemiczny zupy w proszku, brzmiałoby to zapewne ciekawie i zabawnie. Szczerze, to nawet nie pamiętam dokładnie, ile grali, ale koncert był raczej z tych dłuższych niż krótszych. I na pewno niezapomnianych. Pierwszej dziewczyny, pierwszego razu z nią i pierwszego koncertu się nie zapomina. Coś wspaniałego!Lombardo

Oddać trzeba co należne supportom i organizatorom. Tym drugim za wprost idealne dobranie zespołów otwierających. Tester Gier i Terrodome pasowały idealnie. I w bardzo dobrym stylu przygotowały publikę na gwiazdę wieczoru. Brzmienie supportów, niestety, nie było najlepsze (zwłaszcza Testera Gier), ale pomimo tego obydwie kapele potrafiły skutecznie poderwać publikę. Testerowi należy się dodatkowy plus za poczucie humoru i dystans oraz niesamowitą dynamikę występu, okraszonego między innymi coverem „Ludzi Wschodu” Siekiery. Utworów było sporo, bo to głównie krótkie petardy, a niemała część pochodziła z płyty „Muzyka przeciwko przeglądom muzycznym” . Chciałbym ich zobaczyć z lepszym brzmieniem. Uappa i jego trzej kumple z Terrordome brzmienie mieli nieco lepsze i spuścili poważny łomot swoim ultraszybkim koncertowym zestawem. Krakowianie promowali wydaną  przed rokiem płytę Machete Justice i, o ile pamięć mnie nie zawodzi, zagrali też coś z tegorocznego splitu z Chaos Synopsis. Zaś pałker oddał hołd Dave’owi Lombardo t-shirtem wychwalającym umiejętności Amerykanina. Od dawna nie byłem na koncercie, na którym supporty tak skutecznie przykuły moją uwagę. Pierwszorzędny event, że napiszę raz jeszcze, puentując moje wrażenia. Kto nie był, ma czego żałować.

Wprost spod sceny Lesław Dutkowski

Zdjęcia: Romana Makówka