SATYRICON – w formie

Satyricon widuję dosyć regularnie. Ostatnio było to w grudniu 2013, na trasie promującej nową płytę. Teraz mamy kwiecień 2015, Norwedzy są w dosyć dziwnym dla mnie momencie kariery bo porwali się na klasyczny paździerz jakim jest kooperacja z chórem opery norweskiej – nie wnikając w sens tego ruchu, ciekawym byłem jak bronią się obecnie na żywo.

Uprzedzając ewentualne nerwy czytelnika, który ten koncert olał, bronią się znakomicie. Ba, chyba są w najlepszej formie od dawna. Brak konieczności promowania nowych numerów daje możliwość zagrania seta przekrojowego, takiego w sam raz by zrobić dobrze publiczności. Ta, tłumnie zgromadzona w warszawskiej Progresji, zgotowała Panu Wongraven iście królewskie powitanie. Półtora roku temu Satyricon zagrał świetny koncert, ale potwornie mnie uwierało rozbuchane ego głównego aktora tego teatru, jego przesadna atencja i włażenie w dupę ludziom pod sceną. Teraz coś się zmieniło, kolega Sigurd jest jakby skromniejszy, autentycznie zajarany tym jak publika reaguje na wszystkie klasyczne kompozycje. Dlatego też ten koncert był tak dobry. Truizmem jest pisanie o formie muzycznej zespołu, o tym, że wszystko się absolutnie zgadzało, zaczynając od image scenicznego, przez nagłośnienie i oświetlenie, po obłędną grę małego Frosta.DSC_8599

Satyricon na żywo to taki uroczy samograj, numery zebrane przez kilkanaście lat w wersji koncertowej unifikują się, dostają wspólnego vibu – takiej specyficznej hybrydy rocknrolla i pseudo blacku, która w wykonaniu tego zespołu tworzy wybitnie porywające i przekonujące wrażenie.DSC_8439

Set był długi, blisko dwugodzinny, pojawiło się kilka numerów z zawodzącym z komputera chórem, pojawiły się jakieś dwie nowe – chyba – kompozycje, pozbawione wokalu (całkiem ciekawe o dziwo, mimo zapowiedzi, że to „jamowanie„), były na koniec oczywiście hity z nieśmiertelnym, potrójnym fatality w postaci Mother North/Fuel for Hatred/ K.I.N.G.  Doskonały gig, jak dla mnie mogą nie nagrywać drugiego „Nemesis Divina”, o ile nadal będą w takiej formie koncertowej.

Oglądał: Janek Fronczak

Zdjęcia: Ewelina Eliasz