RUSSIAN CIRCLES – Bezpieczny występ

Chłopaki z Russian Circles chyba muszą lubić grać w naszym kraju. W ramach europejskiej trasy promującej „Guidance” zdecydowali się aż na trzy sztuki w Polsce – tyle samo będzie jedynie w Norwegii. Zdecydowali się także rozpocząć od Polski, a konkretniej od Wrocławia, który okazał się pierwszym przystankiem podczas trwającego równo miesiąc eurotripa . Można było mieć pewne obawy, czy zespół będzie potrafił z marszu rozwinąć wysokie obroty, a koncert w Firleju nie będzie tylko swego rodzaju przetarciem. Na szczęście, Russian Circles to sprawna maszyna sceniczna, która nie potrzebuje zbyt długo grzać silników.

Russian Circles, Kovadlina, Firlej, Wrocław, 21.10.2016r.

Po stosunkowo średnim występie na zeszłorocznym Asymmetry nie podchodziłem szczególnie entuzjastycznie do gigu14801102_1318607888174141_1714473908_n Russian Circles dokładnie w tym samym miejscu. Tamten koncert miał w moich oczach trzy zasadnicze wady: był za krótki, chłopaki zagrali strasznie mało starszego materiału (jeśli dobrze pamiętam, było tylko „Station”), a nade wszystko – widać było, że trochę brakuje im pary i chęci, żeby w jakikolwiek sposób wznieść tamten występ na wyższy poziom. Mam nadzieję, że był to jednak wypadek przy pracy. Tym razem wszystko było tak, jak pan Bóg przykazał. Długość koncertu była odpowiednia, nie było szczególnie dużej obsuwy, brzmienie co najmniej okej, a i repertuarowo setlista ułożona była zdecydowanie bardziej pode mnie – a nie będę ukrywał, że fanem jestem właściwie tylko dwóch pierwszych płyt zespołu. Być może Russian Circles nie jest grupą, która szczególnie porywałaby pasją albo zarażała energią, jednak nie sposób jej było odmówić pierdolnięcia. Jak na post-rock, a nawet, jak kto woli post-metal, było całkiem ciężko. Co ciekawe, słuchając grupy na żywo, można było wychwycić dwie rzeczy, które aż tak bardzo nie rzucają się w uszy w przypadku studyjnych albumów. Po pierwsze – choć akurat to zdanie wyrobiłem sobie już wcześniej – słychać, jak bardzo muzyka Russian Circles opiera się na rytmie i jak bardzo istotna dla jej brzmienia jest gra perkusisty, Dave’a Turncrantza. Druga rzecz – amerykańskie trio jest zespołem o tyle ciekawym na post-rockowej scenie, że najlepiej brzmią nie wtedy, kiedy z mozołem budują napięcie czy świdrują po uszach tremolami, lecz wtedy, kiedy kompozycje oparte są na solidnym riffowaniu. Być może właśnie dlatego aż tak cenię „Enter” i „Station”, bo tam tych dobrych riffów jest po prostu najwięcej… W Firleju zespół postawił na potężne, ciężkie brzmienie, dobrze pod tym względem dobierając utwory. Nie było dłużyzn, a raczej sam konkret – sądzę, że to się sprawdziło.

Podobnie było podczas występu supportującego zespołu Kovadlina. Można mieć pewne wątpliwości, czy czescy punkowcy to najlepszy wybór do otwierania koncertu przed Russian Circles… Podobnie, można nieco ubolewać, że na żadnym polskim koncercie nie zobaczymy Helen Money – ta dołącza do chłopaków dopiero w Wilnie. Szkoda. Tym niemniej, chłopaki z Kovadlina nieszczególnie przejęli się tym, że publiczność była niekoniecznie punkowa. Udało im się nawet rozruszać paru gości, którzy coś tam sobie poskakali pod sceną, bawiąc się w czymś na kształt kilkuosobowego młyna.  Ten krótki suport mógł skończyć się na całkowitym waleniu głową w ścianę, a jednak summa summarum nasi południowi sąsiedzi powinni być w miarę zadowoleni.14696977_1318607764840820_1714402904_n

Wrocławski koncert Russian Circles należy traktować w ramach dobrego, ale też nieco przewidywalnego występu. Odnoszę wrażenie, że na swój sposób był to bezpieczny występ, któremu jednak nie sposób odmówić profesjonalizmu. Wszystko grało jak należy, brakowało jedynie czegoś ekstra, czegoś, co wzniosłoby ten koncert na bardzo wysoki poziom. Krzty szaleństwa? Większej energii? Być może. W każdym razie jestem jednak niemal pewien, że z Firleja raczej nie wychodzili niezadowoleni ludzie.

Wysłuchał, fotografował i spisał Michał Fryga