PHILM – Ogień wieczorową porą

Obserwować i słuchać Dave’a Lombardo podczas koncertu to jak oglądać Clinta Eastwooda na wielkim ekranie, jak czytać reportaże Ryszarda Kapuścińskiego. Po prostu doświadczać klasy mistrzowskiej. Jego trio Philm przyjechało do Polski na cztery koncerty, aby przede wszystkim zaprezentować materiał z drugiej, wydanej we wrześniu 2014 roku płyty „Fire from the Evening Sun”. Koncerty, które odbyły się we wrocławskim Firleju, gdańskim B90, poznańskim Blue Note oraz stołecznych Hybrydach, w niczym nie przypominały występów Slayera. Skala i rozmach wydarzeń zupełnie inna, ale poziom i emocje bezsprzecznie najwyższych lotów.

Philm, Tarpan – Poznań, Blue Note, 13 marca 2015

Poznański Tarpan zrobił tego piątkowego wieczora wszystko, co może zrobić zespół-rozgrzewacz. Półgodzinny set złożony z dwóch opublikowanych do tej pory kawałków „Legend” i „LostOLYMPUS DIGITAL CAMERA Paradise” oraz trzech nowych, nie zarejestrowanych jeszcze numerów, wprowadził publikę w świetny nastrój. Bez silenia się na przemowy ze sceny czy flirt z słuchaczami, Tarpan uderzył walcowatym, człapiącym sludge/stoner metalem, który z odpowiednią naturalnością i ciężarem płynął z głośników. Biorąc pod uwagę, że grupa debiutowała raptem rok temu, można spodziewać się, że ich notowania będą szybko rosły.PHILM2 (1 z 29)

Perkusja Dave’a Lombardo została rozstawiona nie z tyłu sceny, gdzie ustawia się ją z reguły, a na samym jej przedzie, wręcz na skraju. Zamiast dwóch bębnów basowych, niezliczonych blach oraz tomów, były pałker Slayer występując z Philm korzysta z klasycznego zestawu, chciałoby się rzec nawet ubogiego. W niczym jednak nie ujmuje to efektowi, jaki robi jego pierwszorzędna gra. Powiedzieć, że robi genialne wrażenie, to nic nie powiedzieć. Mimo pięćdziesiątki na karku, Lombardo wciąż wali w bębny z energią, siłą, a przede wszystkim radością młodzieńca, dla którego poza graniem nie liczy się na świecie zupełnie nic.PHILM (37 z 62)

Zespół przybył do Polski głównie z piosenkami z Fire from the Evening Sun, ale pojawiły się także fragmenty z debiutanckiego albumu Harmonic. Lombardo wspierany przez gitarzystę/wokalistę Gerry’ego Nestlera oraz basistę/ekwilibrystę Pancho Tomaselliego to niezwykle dobrze rozumiejąca się na scenie trójka, pokazująca że podczas występu jest miejsce na skupienie i koncentrację, ale także na uśmiech i swobodę. Fach i warsztat to jedno, a umiejętność odnalezienia się w każdej sytuacji to drugie. Można się było o tym naocznie przekonać podczas poznańskiego koncertu Philm. Gdy w drugiej połowie setu awarię miał wzmacniacz Nestlera i konieczna okazała się pomoc techniczna, przez dziesięć minut Lombardo i Tomaselli kontynuowali intensywną grę tylko we dwoję nie wygaszając tempa ani temperatury widowiska.PHILM (33 z 62)

Wyczerpującego, bo dobrze ponad siedemdziesięciominutowego koncertu Philm, na przekór moim obawom, nie zepsuły żadne okrzyki „Slayer, Slayer!”, których mimo wszystko się spodziewałem. Poznańska publiczność pokazała klasę, okazując w pełni zasłużony szacunek i uznanie najnowszym dokonaniom Dave’a Lombardo. Fanów w koszulkach autorów „South of Heaven” zabraknąć nie mogło i to z pewnością nie bez satysfakcji ich byłego perkusisty. To, co zaś cieszy najbardziej to fakt, że istnieje życie po Slayerze. I to jeszcze jakie!

Tekst Adam Drzewucki

Zdjęcia Basia Misiurek (Philm Warszawa)/Łukasz Popławski (Tarpan)