PERSISTENCE TOUR 2016 – Subiektywne zadowolenie

Persistence Tour to taki hardcore’owy cyrk na kółkach. Tym razem wpadł też do Polski bo znalazł się ktoś, kto się nie boi podjąć rękawicy pt. „frekwencja vs. polskie realia”. W tym roku line up był bardzo gruby, trasa zaczęła się od Warszawy, a luda – co warto podkreślić – przyszedł tysiąc z okładem. I to jest ta dobra zmiana, o którą walczyłem…

Ignite, Terror, H2O, Iron Reagan, Twitching Tongues, Wisdom In Chains, Risk It!, Warszawa, Progresja, 13.01.2016r.

Tak się zastanawiam, czy mam rozkminiać zależność tego, że przyjeżdżają kapele „scenowe” lub „około-scenowe”, na sztandarach mają „passion before fashion” a merchu zwożą więcej niż backline’u… ale nie wydaje się to mieć sensu. Persistence to produkt czysto komercyjny i chyba jako taki trzeba go rozpatrywać, zwłaszcza, że koncert jako całość obronił się znakomicie; był klimat, były emocje, były złamane nosy i krew na parkiecie. Może takie mamy czasy, że przecięcie hajsu i pasji wygląda właśnie w ten sposób? Ale dosyć moich wynurzeń naiwnego romantyka, do brzegu.kartka-4
Jak już wspomniałem, frekwencja dopisała: wizualnie koncert robił wrażenie, podobnie jak jego nagłośnienie, ludzie się bawili zacnie a przekrój kapel był na tyle szeroki stylistycznie, że chyba nudy nikt nie uświadczył. Rozgrzewacze czyli Risk It! i Wisdom in Chains poradziły sobie zaskakująco dobrze, szczególnie ci drudzy. Ewidentnie Progresja jest za dużym klubem na tego pokroju kapele, w klubie na 200/300 osób obie hordy rozniosłyby zapewne wszystko w pył. Tutaj ludzie dopiero się schodzili i wyraźnie nie chcieli jeszcze sprawdzać jak się skacze z ponad metrowej sceny, w dodatku bez barierek… Twitching Tongues mnie rozczarował, z płyt muza tego zespołu fajnie „jedzie”, ale na żywo, niestety, już nie. Publika zdawała się mieć takie samo zdanie a co gorzej sami Panowie też jakoś tak bez werwy, bez przekonania, jakby sami widzieli, że ze swoimi smutami pasują tu trochę jak pięść do nosa…kartka-2

Po Twitching Tongues wyszedł Iron Reagan i odbyło trochę na zasadzie, że użyję „warsztatowego” porównania, jakby wsadzić silnik VW Golfa do Trabanta. Nie wiem, kto układał line up, ale Iron Reagan nie mógł mieć lepszego miejsca w tym składzie. Krótko, zwięźle i na temat. I dodatkowo z humorem, bo Panowie mimo iż sierściuchem wieje na kilometr, mają zajebisty dystans i do siebie i do swojej muzy. Bardzo fajne trzydzieści minut napierdolu i cieszących się mord na scenie i pod sceną.
Persistence w tym roku wabi świętą trójcą: H2O, Terrorem i Ignitem. Ci pierwsi byli na początku i zagrali fajny koncert, ale z mojego punktu widzenia (słyszenia?) pozostawił on poczucie niedosytu. Jakoś… nie wiem, widziałem H2O któryś raz i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że grają na lekki odpierdol. Gdyby byli gwiazdą i głównym daniem gigu, może bym tego nie zauważył, ale kiedy po nich na scenę wygramolił się Terror, różnica była kolosalna. Nieco „statusiały” Scott razem z kolegami rozwalili Progresję w drobny mak. Nie trzeba być fanem tej kapeli, i dziwić się, czemu są w takim a nie innym miejscu na scenie hardcorowej, ale odmówić im tego, że na żywo nie biorą jeńców, nie można. Przekrojowy gig, ze wszystkimi hitami. Publika dostała szału, ochrona zaczęła komórkami robić zdjęcia co lepszych stage diving’owców – ogólnie ten koncert był esencją tego czym ta trasa i te kapele być powinny. Według mnie oczywiście, czysto subiektywna opinia.kartka-1

Ignite to taka kropka nad i – tuż po wydaniu nowej płyty, która, moim zdaniem, udźwignęła ciężar poprzedniego, genialnego albumu. Zoli zawsze rozkłada mnie na łopatki swoim warsztatem – typ śpiewa dokładnie jak na nagraniach albo lepiej bo te wszystkie jego wysokie ozdobniki są o dziwo nieirytujące i całkiem w punkt. Można ich nie lubić, można się zżymać, że po Terrorze to było spuszczenie powietrza z całego gigu – ale co klasa to klasa. Jednym słowem – wszystko się na tym koncercie zgadzało, od kontaktu z publiką po dobór kawałków…
Reasumując fajny koncert – rozkmina w jakiej kondycji jest mainstreamowy hc w Polsce po tym gigu chyba nie należy do mnie. Bo jako jednostka czysto subiektywna, jestem zadowolony z tego co widziałem i usłyszałem.

Zdjęcia i refleksje Janek Fronczak