PENTAGRAM – piorunujące wrażenie

Oglądać żywe legendy jak Pentagram to zawsze wielka przyjemność, w szczególności, że mnie udało się to już drugi raz w tym roku. Po ich występie na Hellfeście nie mogłem doczekać się kolejnej okazji by zobaczyć charyzmatycznego Bobby Lieblinga na żywo. Okazja nadarzyła się w pierwszy weekend listopada. Nawet huragan Sandy nie był w stanie powstrzymać tych starych wyjadaczy od przylotu do Europy i pokazania jak się gra klasowy doom i stoner!

Gentelman’s Pistols, Pentagram,  Manchester, Academy 3, 02.11.2012

Piątek wieczór, przy Oxford Street w Manchesterze panuje gwar jak co weekend. Są tam 4 sale, w których można grać, a wszystkie zlokalizowane w jednym kompleksie budynków. Pentagram przypadło grać w Academy 3, klubie który może pomieścić około 200 osób, ale pomimo tego i tak było… luźno. A to dziwne, bo kto jak kto, ale Anglicy czczą i uwielbiają wspierać klasyczne kapele, które miały znaczący wkład w rozwój muzyki. Zanim jednak przyszedł czas na gwiazdę wieczoru, okazję by zaprezentować się publiczności otrzymali panowie z Gentelman’s Pistols, w szeregach których gra niejaki Bill Steer, szerzej znany jako gitarzysta legendarnego Carcass. Muzyka jaką gra kapela z Leeds to mieszanina klasycznego rocka z hard rockiem. Można śmiało szukać podobieństw do takich kapel jak Firebird, Horisont, czy Orange Goblin. Na żywo wypadli ciekawie; rock’n’rollowe rytmy i ich oldschoolowy, rodem z lat 70tych, image sprawiały wrażenie przekonywujących.  Mnie osobiście najlepiej spodobały się „Sherman Tank” oraz „I Wouldn’t Let You”, które całkiem nieźle rozkręciły publiczność. Po około 30-40min, zakończyli występ pozostawiając dobre wrażenie.

piorunujące wrażenie...

piorunujące wrażenie…

Na gwiazdę wieczoru trzeba było poczekać około 30minut. Bobby mimo niemalże 60-tki na karku, wciąż jest w doskonałej formie. Jest on też żywym dowodem na to, że nie tylko angielscy rockmani są nieśmiertelni. Dźwięk, jaki wykręcono dla Pentagram był znów kapitalny! Ich koncerty wprowadzają muzykę w inny wymiar. Przede wszystkim ich wcześniejsza twórczość dostaje dodatkowego kopa dzięki solidnemu, głębokiemu i współczesnemu brzmieniu. Bobby od początku czarował w swoim stylu i od pierwszych dźwięków rozpoczynającego koncert „Death Row” było widać, że Pentagram nie ma zamiaru odcinać kuponów od swojej sławy. Widać, że pomimo swoich lat zarówno Bobby jak i Victor wciąż mają mnóstwo frajdy z gry na żywo. Set był bardzo przekrojowy, bo nie zabrakło numerów z ostatniego krążka „Last Rites”, ale nie zapomnieli też o zagraniu takich klasyków jak „Sign of the Wolf” czy „20 Buck Spin”, które w szczególności spowodowały falę euforii wśród przybyłych tego wieczoru do Academy 3. Nie używają oni żadnych specjalnych środków ekspresji, bo po co! Bobby to prawdopodobnie najbardziej ekspresyjny wokalista na kuli ziemskiej. Jego mimika i gestykulacja połączona z fajną grą świateł, sprawiły piorunujące wrażenie.

Pentagram po raz drugi w tym roku, tym razem w warunkach klubowych udowodnił, że jest jak wino. Bobby wraz z ekipą może nie są gwiazdami pierwszych stron magazynów muzycznych, ale dla wtajemniczonych to kapela, która odcisnęła swoje głębokie piętno na tym, jak muzyka metalowa wygląda obecnie. Posiłkując się świeżą krwią byli w czasie ostatnich lat nagrać dwa naprawdę klasowe albumy i pokazać, że na żywo mają jeszcze więcej dobrego do zaoferowania.  Dla mnie to jedna z tych kapel, której oglądanie na żywo sprawia mi ogromną przyjemność, a którą to mógłbym śmiało oglądać na żywo co tydzień! Oby do następnego!

Tekst i zdjęcia Paweł Parcheta