OCTOPUSSY – obora teksańskiego bimbrownika

Jest w Trójmieście taki klub – „Bunkier”, który zmienił monstrualny betonowy gmach bez okien w największą (gabarytowo) gdańską imprezownię. Moloch ów mieści nie tylko kilka poziomów, parkiety, bary i loże, ale też piętro przeznaczone na tzw. ekspozycje artystyczne. Jest w Trójmieście taki wesoły, kolorowy chłop, na którego Kobaru wołają. Kobaru żyje z robienia zdjęć szarpidrutom oraz z komputerowej obróbki zdjęć własnego autorstwa, i piękne są to prace, więc w brzydki wrześniowy wieczór zwołał artysta gawiedź na wernisaż swoich dzieł. Wreszcie jest w Trójmieście taki zespół – Octopussy, który uświetnił wernisaż swoim koncertem. Prace były cudne, a organizacja całości bez zarzutu, my jednak przysłuchamy się co w stonerrockowymowym wzgórku piszczy…

Wernisaż prac Mariusza „Kobaru” Kowala + koncert Octopussy 12.09.2013, Gdańsk, klub „Bunkier”

Nie udało mi się do dziś odnaleźć odpowiedzi na pytanie, które zadał mi „kolega po piórze” (ha ha ha) – czemu właściwie służą relacje z koncertów? Przyjmijmy, że piszę to, bo mi się bardzo podobało i jest to dla mnie okazja, by zwiększyć cyrkulację nazwy „Octopussy” w muzycznych internetach. Nie mogłem się nachwalić ich doskonałego debiutu w recenzji i w wywiadzie, nadarza się więc okazja, by zauważyć, jak świetny jest to zespół koncertowy. Energetyczny stoner rock Oktopochwy cieszy na płycie kompozycjami i wykonaniem, ale domaga się wykonania na żywo, bo dopiero w tej wersji rosną mu skrzydła i pazury. Koncert zaczął się tak, jak płyta – od „The Glorious Legacy of The Useless Bum”, i jak płyta się skończył, czyli „I’m Gonna Follow”. Energii nie zdusiła ani osobliwa trema muzyków, ani toporne brzmienie betonowego gmachu, który przed bombami chroni pewnie nieźle, ale architekt koncertów rockowych, nie wiedzieć czemu, nie przewidział. Wszelkie mankamenty natury obiektywnej Octopussy nadrobiło rewelacyjną muzyką i totalną bezpretensjonalnością, która na chwilę zamieniła wnętrze rodem z „O Bi, O Ba, Koniec Cywilizacji” w oborę teksańskiego bimbrownika.

obora teksańskiego bimbrownika

obora teksańskiego bimbrownika

„I czemu oni nie są sławni?” – spytała po koncercie Magda, na godzinę zapominając, że nie cierpi stoner rocka. Pewnie są gorsze rzeczy, które mogą spotkać kapelę, niż brak „sławy”, ale gdyby Octopussy mieli nigdy nie wskoczyć na cokół, to na pewno nie dlatego, że muzyka była słaba, a koncerty drętwe. Może ten skrótowy bełkot przyczyni się do tego, że ktoś kupi ich płytę albo przejdzie się na koncert, gdyby akurat w drodze na szczyt zahaczyli o lokalną spelunkę? Wieczór spędzony w oparach światowej klasy (tak, tak) hard rocka z powalającymi riffami i znakomitym wokalistą świata może nie naprawi, ale na pewno na chwilę go uprzyjemni.

Słuchał i oglądał Bartosz Cieślak

Fotografował Emesz