OBSCURE SPHINX ‒ Roztrzaskani o ścianę

Mimo wydania dopiero dwóch albumów, Obscure Sphinx w krótkim czasie zdobyli grono oddanych fanów. Potwierdzeniem tego jest choćby fakt, że w sobotni wieczór poznański klub U Bazyla był bardziej pełen niż podczas niejednego koncertu, wydawałoby się pozornie większych czy popularniejszych zespołów. Post-metalowa, sludge’owa nisza, w której zafunkcjonował warszawski kwintet okazuje się w Polsce bardzo chłonna i głodna nowych, łączących wpływy, przełamujących bariery kapel. Jeśli w dodatku potrafi się robić widowisko z taką dramaturgią i emocjami, jak Obscure Sphinx, trudno dziwić się zachwytom i zainteresowaniu istniejącemu wokół twórców Void Mother.

Obscure Sphinx, Dirge, Shots From Deneb ‒ U Bazyla, Poznań, 10 maja 2014

Wieczór otworzył poznański Shots From Deneb, kapela do niedawna szerzej znana jako The Chainguns. Zebranych uraczyła stoner-sludge’owym materiałem ze swojej debiutanckiej płyty Shots From Deneb, która ukazała się w 2013 roku. Solidne i soczyste łojenie, nie stroniące od melodii oraz wpadających w ucho przestrzennych patentów przemówiło do przybyłych miłośników gitarowego zgrzytu.Obscure Sphinx 2 fot.Przemek Cholewiński

Zaraz potem ze stutonową ścianą przygniatająco niskich dźwięków ruszyło Dirge. Choć wydana w 2014 „Hyperion” to już szósty album Francuzów, kapela nigdy nie zdobyła powszechnego uznania jak Neurosis, Isis, Minsk czy nawet ich rodacy z Year Of No Light. Najnowsze wydawnictwo paryżan oraz forma koncertowa wskazuje jednak na wciąż rosnące akcje kapeli. Wlokący się mozolnie sludge’owy kolos, doprawiony dyskretnymi, industrialnymi elementami, potężną dawką melancholii oraz głębokim wokalem, przybił poznańską publikę do podłogi. Wyczerpujący, godzinny set został naturalnie oparty przede wszystkim o kompozycje z „Hyperion”. Znalazło się jednak także miejsce na dwa numery z poprzedniej płyty „Elysian Magnetic Fields”. Natężenie hałasu podczas występu Francuzów osiągnęło szczyt, a jednocześnie postawiło znak zapytania czy Obscure Sphinx może jeszcze zrobić jakiekolwiek wrażenie po burzy, tak słodko aczkolwiek bezlitośnie katujących uszy dźwięków.Obscure Sphinx 1 fot.Przemek Cholewiński

Wątpliwości, jeśli faktycznie istniały, zostały przez Obscure Sphinx rozwiane momentalnie i dobitnie. Dramaturgia, emocje i napięcie towarzyszyły występowi warszawskiej kapeli od jego pierwszych akordów. Można oczywiście wyliczać podobieństwa do brzmienia Meshuggah, Cult Of Luna czy Tool, ale należy przyznać, że Obscure Sphinx robią to na swój wyjątkowy i niepowtarzalny sposób. Zapewne w dużym stopniu dzięki Wielebnej, przykuwającej wzrok wokalistce, której głos i sceniczne zachowanie przyciąga uwagę i nie pozwala się oderwać nawet na chwilę.Obscure Sphinx 3 fot.Przemek Cholewiński

Z wydanej pod koniec 2013 roku i przyjętej z wyjątkowym entuzjazmem płyty „Void Mother”, poznańskiej publiczności dane było posłuchać między innymi takich wstrząsających i przeszywających numerów jak „Waiting for the Bodies Down the River Floating”, „Lunar Caustic” czy „The Presence of Goddess”. Zaś z debiutu Anaesthetic Inhalation Ritual zespół uderzył kawałkami „Nastiez” oraz „Bleed in Me”. Należy także zauważyć, że realizacja dźwiękowa koncertu stała na najwyższym poziomie. Mimo skrajnie przesterowanych gitar i kruszącego fundamenty klubu jazgotu, brzmienie było klarowne i selektywne, a jednocześnie wyjątkowo masywne i przytłaczające. Głos Wielebnej nie uciekał, nie chował się między instrumentami. Każdy element spektaklu Obscure Sphinx zgadzał się ze sobą. Od klimatycznych świateł, atmosfery nasiąkniętej podnieceniem, przez energiczny ruch sceniczny, do znakomitego kontaktu z publicznością. Rozbici, roztrzaskani i połamani, pogrążyliśmy się w transie, aby zbudzić się, gdy ostatecznie nastała cisza.

Tekst: Adam Drzewucki

Zdjęcia: Przemek Cholewiński