NILE – deathmetalowy szoł

Nile ma chyba ostatnio pecha do koncertów w stolicy Polandu. W grudniu ubiegłego roku podczas pamiętnego gigu w towarzystwie Morbid Angel oraz Kreator awaria prądu zepsuła ich występ. Natomiast piątkowy szoł wisiał już na przysłowiowym włosku,gdyż gdzieś po drodze zespół zgubił część sprzętu…

 

Nile, Hate, Trauma, Gloria Morti, Blynd 30.08.2013 Warszawa; klub Progresja

Już po południu wiadoma było, że koncert ten stoi pod znakiem zapytania i prawdę mówiąc obserwując informacje pojawiające się w sieci, do ostatniej chwili wahałem się co do tego, czy wybrać się tego wieczoru do Progresji. Wracając z pracy podjąłem jednak szybką decyzję i po krótkiej wizycie w domu udałem się do klubu. Jak się okazało, jakikolwiek pośpiech byłNIle1 zbędny, bowiem impreza rozpoczęła się w prawie dwugodzinnym poślizgiem…

Zgodnie z rozpiską (sic!) pierwsi na scenie zamontowali się młodzi metalowcy z Blynd. Skazani na pożarcie, grali dla prawie pustej sali a dodatkowo publika była już, delikatnie mówiąc, trochę poddenerwowana. Nie znam twórczości tego bandu, ale mieszanka thrashu z dość melodyjnym death metalem nie powalała na kolana. Prawdę mówiąc, jestem pewien, że w ciągu godziny znalazłoby się kilkanaście polskich kapel, które sto razy lepiej otworzyłyby ten koncert, cóż nie do nas maluczkich takie decyzje należą… Krótka przerwa techniczna i oto na deskach Progresji widzimy drugi już zespół czyli Gloria Morti. Muzyka tej formacji to zupełnie nie moja bajka. Bardzo melodyjny metal (death?) zagrany bez większych fajerwerków znalazł co prawda małe grono zwolenników, ale spowodowane to było chyba tym, że publika doceniała fakt iż koncert nabiera rozpędu, bo Gloria Morti koncertowo reprezentuje poziom, który nie powinien uprawniać tego zespołu do wyjścia poza lokalne kluby.

Nile hairTrzecim zespołem, który wyszedł na scenę tego wieczoru była bardzo przeze mnie oczekiwana Trauma. Zespół Mistera otrzymał niewiele czasu, ale widać było, że starają się by ten koncert należał do udanych. Chciałbym napisać, że tak było… Trauma od początku miała problem z brzmieniem (Blynd i Gloria Morti też nie zabrzmiały oszałamiająco), ale najbardziej w oczy rzucał się fakt, że coś się w tym występie nie kleiło. Nawet bardzo koncertowe „Renegade” ( z nowego lp) oraz zagrany na zakończenie „Suffocated in Slumber” nie ratowały scenicznego wizerunku grupy. Przez chwilę odniosłem wrażenie, że nie oglądam zespołu a grupkę muzyków, z których każdy się stara, dwoi i troi, ale robi to jakby na własną rękę. Brakowało mi w tym występie konkretnego pierdolnięcia, po którym nie byłoby co zbierać. Jak na zespół z takim bagażem doświadczeń Trauma wypadła bardzo blado. Ostatni raz widziałem ten zespół prawie dekadę temu, ale z tamtego koncertu mam zupełnie inne wspomnienia. Podczas koncertu Traumy zdarzyła się też rzecz dziwna – otóż jeden z ochroniarzy zaczął… zwracać uwagę kilku pląsającym pod sceną młodzieńcom. Przyznam, że byłem w delikatnym szoku gdyż nie działo się nic takiego, czego nie widziałem lub w czym nie uczestniczyłem na metalowym koncercie. Widocznie Pan dbający o nasze bezpieczeństwo był na takim koncercie po raz pierwszy i to co widział wzbudzało w nim ekscytację. Podsumowując set, Trauma – zdecydowanie poniżej oczekiwań.

 deathmetalowy szoł

deathmetalowy szoł

O ile trzy pierwsze kapele miały problem by tego wieczoru odetchnąć pełnią brzmienia, takowego nie miał kolejny skład czyli Hate. Jak dla mnie był to jeden z lepszych gigów zespołu jakie Nile czerwonywidziałem do tej pory. Grupa udekorowała scenę odrobiną własnych atrybutów i od początku przywaliła tak, że czapki spadały razem z głowami. Od znanego z „Solarflesh” intro po ostatni kawałek Hate przygniatał potęgą bardzo selektywnego, brutalnego brzmienia. Ponad to warto odnotować fakt, że Hate nareszcie przestał upodabniać się do koncertowego wizerunku Behemoth (złośliwi zauważyli, że teraz Hate bardziej przypomina death/black’owy Iron Maiden). Set oparty był głównie o materiał z ostatniej płyty i jak dla mnie było to posunięcie bardzo dobre. Hate jest świeżo po serii europejskich koncertów i mimo tragedii jaka przydarzyła się temu zespołowi wiosną, widać było, że grają na pełnych obrotach. Brutalnie, mocno angażują się w koncert i nie oszczędzają zdrowia. Gra świateł, pojawiające się w odpowiednich chwilach sample, wszystko łączyło się w bardzo profesjonalny i widowiskowy szoł. Niżej podpisany nareszcie poczuł, że decyzja by udać się na ten koncert nie była błędem. Hate zeszło ze sceny z tarczą…NIle drums

Chwilę po północy gdy ze sceny zniknęły graty Hate, zobaczyliśmy uśmiechniętego Sandersa, który zaczął krzątać się między technicznymi Nile. Warto było czekać na ten koncert. Nile dali z siebie bardzo dużo, serwując nam od samego początku prawdziwą ucztę technicznego death metalu. Nie mam zwyczaju notowania utworów, które zespół prezentuje, ale z pewnością poleciały „Scrifice unto Sebek”, „Sacrophagus”, „Black Seeds…”, „The Blessed Dead”, „Kafir”. Oczywiście, zagrali o wiele więcej… Nile zabrzmiało mocarnie. Bardzo potężna ściana gitar była niczym walec, solówki wbijały się w publikę niczym ostrze rytualnego noża a bębny miażdżyły blastami. Niby nic nowego a jednak Nile pokazał to na co czekaliśmy. Doskonały, death metalowy szoł. Od samego początku było widać, że ten koncert sprawia im radość. Sanders uśmiechał się, niemal namacalnie czuć było to, że Nile stworzył z publiką więź…

Nile widziałem już kilka razy i mimo iż ostatnia ich płyta nie należy do moich ulubionych pozycji w dyskografii tego zespołu, piątkowy koncert w warszawskiej progresji był chyba najlepszym występem tego bandu jaki miałem okazję widzieć do tej pory. Nile przyjechali do naszego kraju na sześć koncertów, są w bardzo dobrej formie, warto zatem skorzystać z okazji i pofatygować się na jeden z gigów, które jeszcze zostały „do zagrania”…

Wiesław Czajkowski

Zdjęcia: Tomek Deroń