MARDUK, IMMOLATION ‒ Popiół i diament

Po sześciu tygodniach dobiegła końca monumentalna trasa Serpent Sermon Tour, podczas której odbyło ponad czterdzieści koncertów w całej Europie. Kampania wyruszyła 30 sierpnia z Warszawy, aby po półtorej miesiąca wrócić nad Wisłę ‒ do Krakowa oraz Łodzi, gdzie rozegrała się ostatnia bitwa.

Marduk, Immolation, Heaving Earth, Forsaken World, Dead Beyond Buried – Łódź, Dekompresja, 14 października 2012

W przedbiegach o uwagę zaspanej i zrelaksowanej łódzkiej publiczności walczyły angielskie, deathcore’owe Dead Beyond Buried, melodyjni blackmetalowi Francuzi z Forsaken World oraz czescy deathowi wymiatacze Heaving Earth, będący najbardziej interesującym z występujących tego wieczora rozgrzewaczy. Fani z niewielkim entuzjazmem śledzili występy tych kapel, bardziej skupiając się na piwie i pogaduchach w parterowej części klubu.

Dopiero, gdy na scenę wszedł kwartet z Nowego Jorku, zblazowana publiczność zaczęła wyrażać swoje uwielbienie dla twórców takich doskonałych albumów jak „Here in After” czy „Failures for Gods”. Blisko godzinny set Immolation otworzyło kawałkami „Close to a World Below” oraz „Swarm of Terror”. Demoniczny i jak zawsze tryskający energią na scenie Robert Vigna rzucał się z gitarą na wszystkie strony. Wypluwający słowa z prędkością karabinu Ross Dolan zamiatał podłogę piórami i przeżywał każdą nutę. Pomimo, że nagłośnieniowiec z sobie tylko wiadomego powodu ustawił zespół wyjątkowo cicho, choć klarownie, Nowojorczycy sprawiali wrażenie, że nawet ostatni koncert na tak wyczerpującej i intensywnej trasie jest dla nich największą przyjemnością.

Popiół i diament

Popiół i diament

Uderzyli między innymi kultowym już w ich przypadku walcem „Father, You’re Not a Father”, aby chwilę później poprawić „What They Bring”, z ostatniego jak dotąd wydawnictwa ‒ wydanej rok temu ep-ki „Providence”. Nie zabrakło także starszych ciosów, jak „Into Everlasting Fire”, „Under the Supreme” czy przyjętego burzą oklasków „No Jesus, No Beast”. Dolan co chwilę wylewnie dziękował zgromadzonym, a także wszystkim zespołom z trasy. Zapowiedział, że w 2013 ukaże się premierowy album i koniecznie chcą czym prędzej wrócić do Polski z jego promocją. Klub nie pękał w szwach, ludzie nie odchodzili od zmysłów, ale kapela z pełnym zaangażowaniem profesjonalnie waliła w twarz kolejnymi death metalowymi kafarami. „To jest oficjalnie nasz ostatni kawałek na tej trasie” ‒ rzucił frontman Immolation przed „Dawn of Possession” z debiutanckiego demo, które ukazało się w 1988 roku. Zespół nie pozostawił niedopowiedzeń prezentując bardzo wysoką formę, godną tak uznanej i szanowanej grupy.

Kwadrans później, w kłębach sztucznego dymu występ rozpoczęło czterech szwedzkich jeźdźców apokalipsy. Przyjechali wspierać nowy album, więc w pierwszej kolejności zagrali wpadający w ucho i melodyjny „Serpent Sermon”. Człowiek odpowiedzialny za hałas w „Dekompresji” został zmieniony w przerwie albo sam się zreflektował, ponieważ Marduk zabrzmiał już, jak na metalową kapelę przystało, czyli na cały regulator.

W ramach przypomnienia poprzedniego wydawnictwa „Wormwood” zespół zaprezentował „Nowhere No-One Nothing” oraz, dla równowagi, już mniej karkołomny „The Levelling Dust” z „Rom 5:12”, jednej z najlepszych płyt w historii kapeli. Surowy i nie bawiący się w kurtuazję czy grzeczności wokalista Mortuus, rzucał publice spojrzenia prowokujące do bardziej agresywnych reakcji na muzyczne piekło. Morgan skupiony na wycinaniu ponaddźwiękowych riffów wydawał się być niewzruszony umiarkowanym odzewem sali. Przyszedł więc moment na numery ze starszych albumów, czyli „The Black Tormentor of Satan”, „On Darkened Wings” czy „Slay the Nazarene”. Te zostały zaś przyjęte z należytymi honorami, pod sceną nawiązały się przepychanki, pojawiły się wiatraki z włosów. Następnie kolejny z nowych kawałków „Temple of Decay” oraz ultraszybki i zabójczy jak pocisk „Throne of Rats”. Nie obyło się także bez sztandarowych „Baptism by Fire” i „Panzer Division Marduk”, niesłabnących z biegiem lat wizytówek bezkompromisowości Marduk.

Na koniec jeszcze jeden strzał z „Serpent Sermon” ‒ „Souls for Belial” i kapela schowała się za sceną. Pomimo bardzo leniwych braw, godnych co najwyżej dziewięćdziesięciolatka, Szwedzi chcąc zakończyć trasę w najlepszym możliwym stylu, wrócili raz dwa na deski i przypieczętowali występ rozpoznawalnymi i bardzo udanymi kompozycjami, „With Satan and Victorious Weapons” oraz, zawsze owacyjnie przyjmowanym, „Wolves”.

Zagrać czterdzieści sztuk przy raptem trzech wolnych dniach to nie lada osiągnięcie. Dla takich zaprawionych w koncertowych bojach rutyniarzy jak Immolation i Marduk to jednak chleb powszedni. Długie trasy to ich codzienność od ponad dwudziestu lat, co widać, słychać i czuć. Zawsze na najwyższych obrotach, zawsze z tarczą. I tak do końca świata.

 

Tekst Adam Drzewucki

Zdjęcia Łukasz Popławski