LATAJĄCE PIĘŚCI/HYC06 – Żryjmy tłuste świnie!

Jeśli szukać czegoś takiego jak typowy wieczór w mocno podziemnym klubie, wizyta w praskich Chmurach może posłużyć za coś w rodzaju wzorca. Być może sami organizatorzy czuli, że podziemny charakter spotkania jest tu najistotniejszy i przygotowali plakat, który faktycznie oddawał istotę DIY. Jeśli jednak ktoś myśli, że o punk rocku piszę, może nieco się zdziwić.

Hyc06, Latające Pięści, Chmury, Warszawa, 02.12.2015r.

Przyznam uczciwie, że poszedłem do klubu, żeby zobaczyć na żywca zespół, o którym mogliście poczytać na naszych łamach, czyli Latające Pięści. Przy okazji okazało się, że supportują band, o którym dotychczas mało wiedziałem, i na który muszę zwrócić baczniejszą uwagę, czyli Hyc06. Ale po kolei.

Frekwencja w środowy wieczór była oczywiście „miażdżąca”. Nie chcę się zastanawiać, dlaczego na koncerty przychodzą znajomi znajomych, dziewczyny LP1muzyków i kumple z pracy, ale chyba trzeba przyjąć bicie, by kiedyś wreszcie odbić się od dna. Nawet jeśli frekwencja nie powaliła, to atmosfera była całkiem miła i sprzyjała szczególnie Pięściom, które ze swojego występu zrobiły prawdziwy, psychodeliczny performance. Powiedzieć, że ten zespół to teatr jednego aktora, to… powiedzieć prawdę, choć nie chciałbym w tym miejscu ubliżać pozostałej dwójce, czyli sekcji rytmicznej (Paweł Kowalski/Mateusz Urbański), bo ta, mozolnie tworząc odpowiednio tłustą oprawę muzyczną, spisała się na medal. Muzyka Latających Pięści to połączenie motoryki NoMeansNo gdzieś z okresu „Mama”, psychodelii różnego autoramentu i hip hopowego pompowania z szalonym wieczorkiem poetyckim. Ten ostatni element to oczywiście wokalista Michał Głowacki (a sporadycznie także… dodatkowy gitarzysta basowy), który wyglądem przypominał nawiedzonego chasyda jadącego na amfie, nawijkę LPmiał niczym doświadczony raper a zachowanie kojarzyć się mogło z aktorem cierpiącym na wynaturzoną formę ADHD. Skakał, tańczył, łaził, deklamował, śpiewał i zawodził, grał na plastikowych trąbkach niczym szalony frontman Cows, szalał z bębnem basowym i wciągał publikę w swój dziwaczny światek. Dodatkowo wykorzystywał całą masę efektów, przez które przepuszczał wokale, tworząc niezłą, drone’ową zawiesinę, momentami tak odjechaną, że człowiek nie wiedział o co chodzi. Koncert, jak na dzisiejsze, niezależne standardy trwał dość długo bo ponad godzinę, ale faktycznie, zespół potrafił przykuć uwagę. Była świetna interpretacja piosenki „Nowe Sytuacje” wiadomo kogo, była nowość (Uliczny cyrk), ale zespół dorobił się też paru rozpoznawalnych hitów w postaci chociażby świetnego, histerycznego Ego.Echo z ostatniej epy czy jeszcze lepszego w swoim szaleństwie Meat Me At the Love Parade. Wspólnemu skandowaniu frazy „uwielbiam żreć tłuste, martwe świnie” nie było końca i choć wydawało mi się, że pozbawiony sprawnego teledysku kawałek może stracić na sile rażenia, stał się on w moim odczuciu najlepszym momentem koncertu. Nie sądzę, by udało im się zawojować eter (czego mimo wszystko życzę), ale jeśli nie odpuszczą, staną się jednym z filarów stołecznego niezalu.LP4

Paradoksalnie, trochę w cieniu Latajacych Pięści pojawił się drugi zespół, o którym za dużo nie wiedziałem, poza tym, że w składzie znaleźć można Karola Ludewa i Adama Adamczyka z semantik punk, Piotra Leniewicza (Tilt, Tomek Lipiński, semantik punk) oraz Piotra Lewandowskiego z I Hope You Die. Skład intrygujący i przynajmniej w części zapowiadający dźwiękowe szaleństwo. Nie uwierzyłem Karolowi, który w przedkoncertowej rozmowie opowiadał, że grają w zasadzie piosenki, a tu okazało się, że… faktycznie. Formuła, w jakiej obraca się Hyc06 to oględnie mówiąc indie rock, dobre riffy, odrobina wyrazistych melodii i szczypta nerwu. Oczywiście, w paru miejscach było słychać, że mamy do czynienia z muzykami, którzy „umiejo” zakręcić instrumentami, ale tym razem ekwilibrystyka była trzymana na wodzy, choć i tak z prawdziwą przyjemnością obserwowałem poczynania zespołu, z naciskiem na świetnie dysponowanego Karola. Jako, że był to mój pierwszy kontakt z twórczością Hyc06, nie będę wysilał się by wymieniać tytuły, które spisałbym i tak z netu, pozostanę zatem na stanowisku, że trzeba mieć na ten ansambl baczenie, tym bardziej, że ponoć kończą pichcenie płyty. Sprawnie, ciekawie, miejscami zaskakująco. Dla kilku osób, które zostały w klubie. Szkoda, bo uważam, że to był jeden z ciekawszych wieczorów muzycznych tegorocznej jesieni/zimy.Hyc 06
I cóż pozostaje, poza – jak zwykle – jęczeniem, że jest, jak jest? Skromny wieczorek zapoznawczy zakończył się sukcesem (artystycznym), czekam na debiut Hyc06 i długograja Pięści. Krajowa alternatywa ma się bardzo dobrze. Z publicznością lub bez…

Tekst i tzw. zdjęcia: Arek Lerch