KYLESA – riff ponad wszystko

W ciągu kilku ostatnich lat Kylesa dzięki albumom „Static Tensions” i „Spiral Shadow” z drugiej ligi w oka mgnieniu awansowała do ekstraklasy ciężkiego, lecz bardzo melodyjnego grania. Południowcy ponownie przyjechali do Polski, tym razem odwiedzając tylko Poznań, gdzie na kapelę czekała spora grupa spragnionych wrażeń fanów stoner/sludge metalowych brzmień.

Kylesa, Circle Takes the Square, Ken Mode – Poznań, Blue Note, 29 stycznia 2012

Niedzielny koncert rozpoczął się od występu Ken Mode. Kanadyjskie trio zaprezentowało przede wszystkim materiał z ostatniej, świetnie przyjętej płyty „Venerable”, na której hardcore i sludge idealnie mieszają się z noise’owymi eksplozjami. Na początek poszedł starszy numer „Extending Common Courtesy Throughout The Evening”, a potem uderzyły nowsze kompozycje jak „Obeying the Iron Will…”, „Book of Muscle”, „Never Was” czy „A Wicked Pike”. Intensywny i konkretny występ Ken Mode bardzo mocną nutą otworzył koncert. Emocje i temperatura natychmiast wzrosły. Charyzmatyczny gitarzysta/wokalista kapeli skupił na sobie uwagę zgromadzonych miotając się po scenie, rozdzierając gardło i wypruwając struny z gitary.

Następnie przy pomocy nieprzewidywalnej mieszanki połamanych hardcore’owo-punkowych rytmów i przekrzykujących się wokali, sytuację do góry nogami wywróciło amerykańskie Circle Takes the Square. Kapela zagrała numery z premierowej epki „Rites of Initiation” oraz wcześniejszego długograja „As the Roots Undo”. Trudno przyswajalna i nawiedzona stylistyka trafia prawdopodobnie tylko w wyszukane gusta pewnej części słuchaczy. Amerykanie nie grają muzyki przebojowej czy łatwiej do zapamiętania, ani tym bardziej wpadającej w ucho. Ich występ był jak wykład z fizyki kwantowej: salę opuściło niewielu, lecz trudno stwierdzić do kogo dotarła  treść.

Żadnych niespodzianek nie było już kiedy na deski wyszła Kylesa. Tym razem chyba ze względu na niewielki rozmiar sceny w klubie Blue Note drugi zestaw perkusyjny został częściowo okrojony, a tym samym poznański koncert był na swój sposób wyjątkowy. Można to potraktować jako pewnego rodzaju ciekawostkę i wyjątek.

riff ponad wszystko...

riff ponad wszystko…

Otworzyli dwoma ciężkimi numerami z wydanego w 2009 roku albumu „Static Tensions” – „Said and Done” oraz „Only One”. Sala od pierwszych sekund dała się porwać przez energetycznie pulsujące fale, płynące wprost z rozkręconych na full wzmacniaczy. Pojawili się pierwsi śmiałkowie chętni do stagedivingu, a zespół jak fachowo naoliwiona maszyna leciał kawałek za kawałkiem. Następne w kolejce były otwierający ostatnią płytę „Spiral Shadow” numer „Tired Climb” oraz późniejszy „To Forget”. Atmosfera gęstniała, a budowany klimat z minuty na minutę rósł w siłę. Kiedy rozległy się pierwsze takty przebojowego „Don’t Look Back”, osiągnięte zostało apogeum pozytywnie czadowego szaleństwa. Zaraz potem kapela poprawiła kolejnym nowym kawałkiem „Distance Closing In”, po którym natychmiast nastąpił „Unknown Awareness”. Pod koniec setu Kylesa przypomniała dwa numery ze świetnego albumu „Time Will Fuse Its Worth” w postaci takich piosenek jak „Hollow Severer” czy zamykającego cały występ „Where the Horizon Unfolds”. Zanim jednak spadł  ostatni cios publika mogła nacieszyć się jeszcze kapitalnymi i wpadającymi w ucho „Scapegoat” oraz „Running Red”.

Kylesa zaprezentowała świetną formę koncertową. Pełen pasji i emocji, godzinny program zaspokoił oczekiwania podekscytowanych fanów, którzy bawili się znakomicie. Amerykanie potwierdzili, że wychwalające ich słowa krytyków nie są bezpodstawne.

Tekst Adam Drzewucki

Zdjęcia z koncertu Tomasz Rutkowski