KRISTEN – Rzeczy niezwykłe

Czwartek, a więc nie weekend. Zespół z Polski. Żadna tam gwiazda Juvenaliów. A jednak sala pełna. I trudno się dziwić, bo Kristen przez niemal dwie dekady funkcjonowania zdążył zdobyć swoją publiczność i nigdy nie zszedł poniżej pewnego poziomu. Trzeba dodać, że wysokiego.

Kristen, Narodowy Instytut Audiowizualny, Warszawa, 29.09.2016r.

Ci, którzy zajęli ciepłe krzesełka lub usadowili się na podłodze, zostali przywróceni do pionu przez mierzącego prawdopodobnie około czterech metrów wzrostu Michała Bielę, który zaproponował wszystkim powstanie i przybliżenie się do sceny. Aura sali przywodzi na myśl warszawskie CSW. Czerń, kotara w tle, subtelne światła, czyli teatralna przestrzeń doskonale eksponująca wydarzenia na scenie, będącej jedynie skromnym podestem. I bliski, niemal fizyczny kontakt z muzykami. Czyli najlepiej. Tak namacalnie jak na występach w Pardon, To Tu.kristen

Występ był przede wszystkim koncertową premierą najnowszego materiału LAS – pięcioutworowego dzieła, niemalże w całości instrumentalnego. Niemalże, bo tytułowy utwór wokal posiada i, co stanowi novum dla Kristen – zaśpiewany jest po polsku. Utwory mają otwarte, repetytywne struktury, słychać, że powstawały z improwizacji, stopniowo zamykanych w ramy, w których pozostał jednak spory margines wolności. Rytmika, trans i hipnotyczność – tego nie zabrakło i te elementy na żywo obezwładniają słuchacza. Gitarowy hałas odrobinę schowany ale dalej chwytający za narządy i okupiony dwiema zerwanymi strunami. Elektronika doskonale dopełnia muzyczny świat Kristen. Spokojny wokal Bieli i jego bezpretensjonalna konferancjerka budują atmosferę naturalności i szczerości, co w połączeniu z talentem i doświadczeniem zespołu powoduje wrażenie, że wychodzi na scenę kilku zwykłych gości i oto dzieją się rzeczy niezwykłe. I to jest w tym wszystkim dla mnie najwspanialsze.

Ciepły wieczór i intymne doznanie – czego chcieć więcej?  Nie ma więc co zadawać pytania jak było, bo szczerze mówiąc, nie zakładałem innej opcji, niż „bardzo dobrze”. Tym bardziej, że całość miała miejsce dwie stacje metra od mojego domu. A więc dobrobyt na wszystkich frontach.

Słuchał i fotografował Łukasz Szymański