KATAKLYSM – Profesjonalni do bólu…

Ocena wydarzenia koncertowego zawsze poddana jest swego rodzaju emocjonalnym filtrom, które sprawiają, że praktycznie każda z uczestniczących w koncercie osób to co widzi na scenie odbiera zgoła inaczej. Różne są przecież emocje i oczekiwania jakie zabieramy ze sobą na koncert. Fan nastawia się totalnie pozytywnie, euforycznie wręcz brnie w styczniowym śniegu, niesiony falą oczekiwania na występ ubóstwianego zespołu.  Co innego słuchacz, który trafia do klubu z ciężkim bagażem obaw co do aktualnej formy scenicznej gwiazd wieczoru. Typ od razu kręci nosem i tylko wyjątkowa ekspresja płynąca ze sceny jest w stanie porwać go w bardziej zaangażowane pląsy. Trzeci typ to człek ciekawy tego co zobaczy, acz mocno umiarkowany w – kolokwialnie mówiąc – nakręcaniu się na wyjątkowej natury doznania, które hipotetycznie mógłby podczas koncertu przeżyć. Przyznam, że zmierzając tonącymi w śniegu ulicami Warszawy na rzeczony szoł, byłem zdecydowanie najbliżej trzeciego typu…

Kataklysm, Septic Flesh, Aborted, Warszawa. Klub Progresja 20.01.2016r

Już dzień przed wydarzeniem wiadomym było, że nie dzieje się dobrze w obozie Aborted. Krakowski koncert zespołu został odwołany a w Warszawie mieli wystąpić wcześniej niż planowano, co spowodowało – biorąc pod uwagę, żekat-1 koncert odbywał się w środę – dość dużą nerwówkę komunikacyjną, której uczestnikiem również się stałem. Jednak udało się. Można powiedzieć ulga i kamień z serca, tym bardziej, że to właśnie Aborted był zespołem, na którego zobaczeniu zależało mi najmocniej. Lekkie opóźnienie w stosunku do opublikowanej dzień wcześniej rozpiski i na scenie meldują się Belgowie… tyle, że bez wokalisty! Decyzja by zespół zagrał w okrojonym składzie mimo deklaracji z dnia poprzedniego, była moim zdaniem co najmniej kontrowersyjna. Tym bardziej, że wiele osób organizowało czas tego wieczoru specjalnie by móc zobaczyć ten skład w akcji. Okrojone Aborted zaprezentowało się w sposób intrygujący; widać było, że bardzo im zależy by ludzie zapamiętali koncert nie tylko jako kolejny set w niepełnym składzie. Dlatego też od początku do końca był to bardzo energetyczny i ekspresyjny występ, który mimo wszystko zaliczam do udanych. Cóż można powiedzieć więcej, skoro w układance brakowało jednego elementu, bez którego obraz choć ciekawy nadal pozostaje niepełny. Może tylko to, że porównując to co Aborted robi na scenie do zespołów, które zaprezentowały się później, widać, że nadal mimo wielu lat obijania się po mniejszych i większych klubach, granie sprawia im autentyczną radochę…kat-2

…po krótkiej przerwie koniecznej na usunięcie zwłok jakie pozostały na sali po koncercie Aborted, na dechach lądują grecy z Septic Flesh. Tego wieczoru miałem zobaczyć ich na żywo po raz pierwszy a mając do starych płyt tej załogi dość duży sentyment spodziewałem się dobrego występu… i taki dostałem. Septic Flesh wsparty oszczędną scenografią zaprezentował bardzo profesjonalny koncert. Być może to, że ktoś podchodzi do zawodu muzyka metalowego w sposób zasadniczy jest w istocie zaletą, jednak w przypadku zespołów takich jak Septic Flesh staje się ich przekleństwem. Koncert greckiej ekipy to ni mniej ni więcej jak starannie przygotowana inscenizacja, w której nie ma miejsca na większe emocje. Prawdę mówiąc, byłem mocno rozczarowany widząc jak zespół męczy się i najwyraźniej nudzi odgrywając od miesięcy po raz kolejny taki sam set, serwując wystudiowany zestaw gestów i tekstów. Rozczarowanie. A przecież lekko patetyczna, balansująca gdzieś między komercyjnym death a black metalem muzyka Septic Flesh ma wszelkie przymioty by zaistnieć na scenie naprawdę potężnym show. No cóż, był to pierwszy raz gdy widziałem Septic Flesh, ale nie odbieram tego koncertu jako czegoś godnego powtórki. Być może formuła zespołu lekko się już wyczerpała i niestety widać to w pozach muzyków, którzy dają z siebie tylko minimum tego co konieczne jest do odegrania poprawnego koncertu.kat-3

Gwiazdą tego styczniowego wieczoru był kanadyjski ansambl Kataklysm. Zespół w wydaniu studyjnym jest w ostatnich latach jedynie rozczarowaniem, ale prawdę mówiąc, liczyłem na to, że połączenie melodyjnego death/thrash ze starszymi numerami grupy powinno dać konkretny, metalowy kataklizm. Stało się jednak inaczej – na scenie zamiast zmiatającego miasta huraganu zaprezentował się lekki wietrzyk, którego szczytem możliwości jest jedynie zniszczenie misternie ułożonej fryzury… Problem ze scenicznymi popisami Kataklysm polega na tym, że zespół, podobnie jak Septic Flesh zjadł na scenie zęby razem z jajami. Efekt jest taki, że Kataklysm dzisiaj to wykastrowany twór, który owszem, stara się, dwoi i troi, ale w praktyce nie wychodzi z tego wiele. Nie rozumiem fenomenu popularności tego zespołu tym bardziej, że w wydaniu scenicznym nie broni się lepiej niż na ostatnich płytach. Może kręcę nosem trochę zbyt mocno, ale spodziewałem się naprawdę konkretnego, opartego na energii setu, tymczasem dostałem odtwórczy spektakl zagrany przez muzyków, którzy uważają na to żeby za bardzo się nie zmęczyć…

Podsumowując – był to dość dziwny wieczór: headliner zawiódł moje oczekiwania (a nie były przesadnie wygórowane) a najlepiej zaprezentował się (i to jest co najmniej intrygujące!) Aborted w wersji instrumentalnej…

Wiesław Czajkowski

Zdjęcia: Janek Fronczak