KATAKLYSM, KRISIUN – Death metal nie bajka

Mini-trasa połączonych kanadyjskich, brazylijskich i włoskich sił, która objęła cztery polskie miasta rozpoczęła się we wtorek w Poznaniu. Upał prawdopodobnie dał się mocno we znaki długowłosym fanom hałasu, bo zamiast zamiatać piórami podłogę w klubie Blue Note, postanowili schronić się w zaciszu domostw, co poskutkowało niewielką frekwencją i prawdziwie kameralnym, lecz udanym koncertem.

Kataklysm, Krisiun, KarnakPoznań, Blue Note, 31 maja 2011

W niewdzięcznej roli rozgrzewacza wystąpiła włoska grupa Karnak, która w brutalnym death metalowym stylu zawzięcie zachęcała do sięgnięcia po ostatni album „Dismemberment”, wydany w zeszłym roku. Sprawiali wrażenie, że granie dla wyjątkowo skromnej garstki fanów nie jest dla nich problemem. Po 25-minutowym występie zwolnili scenę Brazylijczykom. Entuzjastyczne powitanie, z jakim spotkało się ich pojawienie na deskach kazało stwierdzić, że poznańska publika dotarła do klubu przede wszystkim na krwawą kąpiel zgotowaną właśnie przez Krisiun.

Niezmordowane trio z Sao Paulo zaatakowało radykalnym death metalowym zestawem, w którym znalazły się „Combustion Inferno” czy „Sentenced Morning” z ostatniej jak dotąd płyty „Southern Storm”, która ukazała się w 2008 roku. Nie zabrakło także „Vicious Wrath” oraz „Bloodcraft”, dwóch numerów z poprzedniego albumu „AssassiNation”. Ze starszych kawałków Krisiun zaserwował „Vengeance’s Revelation” oraz „Hatred Inherit”. Dużą niespodzianką było przedpremierowe wykonanie numeru z nadchodzącej płyty, nad którą prace jeszcze trwają. Kawałek zmiażdżył stosunkowo wolnym tempem, biorąc pod uwagę, że większość repertuaru Krisiun to wręcz nieprzerwany ciąg blastbeatów. Wpadający w ucho riff i motoryczny groove dał do zrozumienia, że ósma studyjna płyta rodaków Pelego i Romario może być dużym hitem. Krisiun ma w Polsce oddanych, właściwie maniakalnych fanów. Za ciepłe przyjęcie wielokrotnie ze sceny dziękował basista i wokalista grupy Alex Camargo. Trudno oprzeć się wrażeniu, że kapela jest w zupełności, duchem i ciałem, oddana death metalowej sprawie. Precyzyjna dewastacja zestawu perkusyjnego, jaką wykonał Max Kolesne, a wirtuozerskie popisy gitarowe, których autorem był jego brat Moyses, potwierdziły tylko znany fakt, że Krisiun to jedna z najważniejszych kapel prawdziwie ekstremalnego podziemia.

Kanadyjski kwartet Kataklysm przyjechał do Poznania głównie promować dwie ostatnie płyty. Poleciały w związku z tym takie kompozycje, jak: „Push the Venom”, „At the Edge of the World” czy „A Soulless God” z wydanego w 2010 roku albumu „Heaven’s Venom”. Trafiły się również „In Shadows and Dust”, „Prevail”, „Crippled and Broken”, „As I Slither”, „Years of Enlightment/Decades in Darkness” czy „Manipulator Of Souls” z płyty „Epic: The Poetry of War” z 2001. Na przestrzeni lat styl Kataklysm dość mocno ewoluował od skrajnie brutalnego i gęstego death metalu, który preferowali na wczesnych płytach „Temple of Knowledge” czy nawet jeszcze na późniejszej trochę „The Prophecy”. Obecnie styl kapeli opiera się w dużej mierze na motorycznych, dość prostych riffach, przeplatanych blastami, dając ostatecznie efekt mainstreamowego, czasami bezpłciowego grania, do napisania którego   niepotrzebna jest szczególna wyobraźnia. Taki muzyk, jak gitarzysta grupy z Montrealu, Jean-Francois Dagenais to bez wątpienia świetny instrumentalista i utalentowany producent, ale słuchając ostatnich dwóch-trzech płyt Kataklysm ma się wrażenie, że choć zespół ma swoje brzmienie, jest najwyżej po prostu mocnym drugoligowcem. Dobry występ na żywo to z pewnością w dużej mierze także zasługa ruchliwego, nabuzowanego energią i dobrym humorem wokalisty Maurizio Iacono. Szkoda jedynie, że w godzinnym secie zabrakło nieśmiertelnego „The Awakener”, ale z pewnością granie na każdym koncercie od piętnastu lat tego samego numeru może w końcu wyjść bokiem.

Tekst: Adam Drzewucki

Zdjęcia: Łukasz Popławski